fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Bruno Labbadia, dobry trener na trudne czasy

Bruno Labbadia
afp
Bruno Labbadia, nowy szkoleniowiec Krzysztofa Piątka, to człowiek do zadań specjalnych. Utrzymał już w Bundeslidze drużyny z Hamburga i Wolfsburga, teraz pora na Herthę.

– Ciężka praca zawsze daje efekty i poprzedza wielkie historie – mówił Labbadia podczas pierwszej konferencji w Berlinie, dając wszystkim do zrozumienia, że lenistwa i prowizorki tolerować nie będzie.

Co znaczy ciężka praca, syn włoskich imigrantów wie doskonale. Jego rodzice byli gastarbeiterami, do RFN przyjechali za chlebem w latach 50. Ojciec zarabiał jako inżynier, matka jako sprzątaczka w fabryce. Osiedli w wynajętym domu na farmie w Schneppenhausen, niedaleko Darmstadt, gdzie w 1966 roku przyszedł na świat Bruno. Razem z rodzicami i ośmiorgiem rodzeństwa musieli się pomieścić w czterech pokojach. Własnego mieszkania dorobili się dopiero dziesięć lat później.

W domu słychać było dwa języki: włoski i niemiecki. Bruno kształcił się na agenta ubezpieczeniowego, ale wybrał futbol. By zwiększyć swoje szanse na zrobienie kariery, gdy ukończył 18 lat, ku niezadowoleniu ojca zrzekł się włoskiego paszportu i przyjął obywatelstwo drugiej ojczyzny. W tamtych czasach w drużynach Bundesligi mogło występować tylko dwóch obcokrajowców.

Blisko 20 lat gry przyniosło mu dwa tytuły mistrzowskie (Kaiserslautern, Bayern Monachium), krajowy puchar (również Kaiserslautern) i dwa mecze w reprezentacji Niemiec. Przyniosło także inne zaszczyty: został jedynym piłkarzem, który strzelił sto goli zarówno w pierwszej, jak i w drugiej Bundeslidze.

Jako trener na trofea wciąż czeka. Z Bayerem Leverkusen przegrał finał Pucharu Niemiec (2009), w ostatnich latach ratował przed spadkiem HSV i Wolfsburg, z którym przed rokiem wywalczył awans do Ligi Europy.

Gra w pucharach to cel Herthy na kolejne sezony. Pytanie tylko, czy mającym mocarstwowe ambicje działaczom starczy cierpliwości. Przecież w ostatnich miesiącach zmienili już trzech trenerów. Sezon zaczynał Ante Cović, w listopadzie zastąpił go Juergen Klinsmann, który stał za transferem Piątka, a rozgrywki dokończyć miał Alexander Nouri. Zmiany drużynie nie służą, wciąż okupuje pozycje tuż nad strefą spadkową, sześć punktów nad miejscem zagrożonym barażami o utrzymanie.

Labbadia ma opinię trenera wymagającego, ale potrafiącego wyciągnąć ze swoich podopiecznych to, co najlepsze. Może uda mu się odblokować Piątka, który w sześciu meczach Bundesligi strzelił ledwie jednego gola. Labbadia był napastnikiem, więc zdaje sobie sprawę, co czuje reprezentant Polski. Jednym z jego głównych zadań będzie poprawa gry ofensywnej (mniej bramek od Herthy zdobyły tylko trzy zespoły zamykające tabelę).

Z Polakami miał już okazję pracować. Pierwsze kroki w Bundeslidze stawiał w Hamburgu u boku Mirosława Okońskiego, w Kolonii grał z Dariuszem Dziekanowskim, Andrzejem Rudym i Tomaszem Zdebelem, dla Artura Wichniarka był mentorem w Arminii Bielefeld, już jako trener cenił Jakuba Błaszczykowskiego, choć w Wolfsburgu rzadko posyłał go na boisko.

W Berlinie już pierwszym gestem zasłużył na szacunek: do czasu wznowienia sezonu zrezygnował z części pensji szacowanej na 3,5 mln euro rocznie. – Nie mogę nikomu uścisnąć dłoni, nie mogę nikogo wziąć na bok na rozmowę. Ale musimy znaleźć rozwiązanie, które pozwoli nam przygotować się jak najlepiej na „Dzień X”, gdy wrócimy do gry – podkreśla Labbadia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA