fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Polskiej ligi słodki sekret

Jarosław Niezgoda (Legia)jest liderem strzelców ekstraklasy – zdobył 14 goli
TOMASZ RADZIK/AGENCJA SE
Pomimo porażki w ostatniej kolejce Legia Warszawa spędzi zimę jako lider tabeli i główny kandydat do mistrzostwa. Piłkarze wrócą na ligowe boiska 8 lutego.

To, że klub ze stolicy jest faworytem, wszyscy wiedzieli od początku rozgrywek. Pytanie brzmiało, czy trener Aleksandar Vuković dorósł do swojej roli oraz czy będą niespodzianki w stylu Piasta Gliwice z zeszłego sezonu.

Na odpowiedzi wciąż czekamy. 20 ligowych kolejek, które kibice obejrzeli latem i jesienią potwierdziły inną, doskonale znaną prawdę ekstraklasy – to liga, w której każdy może wygrać z każdym.

Mieliśmy już sześciu liderów – Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław, Legię, Wisłę Płock, Lecha Poznań i Jagiellonię Białystok. W tej ostatniej nie ma już nawet trenera, który zaprowadził zespół na szczyt, gdyż Ireneusz Mamrot został zwolniony.

W miniony weekend furorę na Twitterze robiła statystyka (autorem użytkownik @Maciej_Adam) pokazująca, jak radziły sobie we wszystkich jesiennych seriach gier drużyny przystępujące do danej kolejki z pierwszego miejsca w tabeli.

Okazuje się, że lider zdobyłby zaledwie 18 punktów i zajmował miejsce w strefie spadkowej. Wygrał tylko cztery mecze i poniósł aż 10 porażek. To niby tylko ciekawostka, ale jednak dobitnie pokazuje, że w polskiej lidze wszystko dzieje się przypadkiem. Wieńcząca 2019 rok kolejka była zresztą tego potwierdzeniem – gdy już wydawało się, że Legia chwyciła wiatr w żagle, przegrała w Lubinie 1:2, choć jako pierwsza strzeliła gola. Z zespołów z czołowej ósemki tylko Cracovia wygrała (2:0 ze Śląskiem). Pogoń Szczecin przegrała drugi raz z rzędu z zespołem ze strefy spadkowej (tydzień temu z Wisłą Kraków, będąc liderem, teraz z Koroną Kielce), a mimo to wciąż jest na trzecim miejscu, bo nikt z czołówki nie potrafił wykorzystać jej słabej formy.

Sześciu liderów to nie jest normalna sytuacja. W większości lig kształtuje się czołówka, którą goni grupa pościgowa. U nas czołówką są wszyscy i zarazem wszyscy należą do pościgu. By nie być gołosłownym – w Anglii w tym sezonie było dwóch liderów, tak samo we Włoszech, we Francji – trzech. W Hiszpanii i Niemczech mamy do czynienia z sezonami przejściowymi, w których tradycyjne mocarstwa zawodzą, więc w obu krajach uzbierało się więcej klubów, które wskoczyły na pierwsze miejsce w tabeli – odpowiednio pięć i cztery.

Pojawia się zasadne pytanie, czy porównywanie polskiego ligowego futbolu z pięcioma czołowymi ligami Europy ma sens, czy też lepiej przyznać, że piłkarze uprawiają tam inną dyscyplinę sportu.

Nawet w krajach, które sąsiadują z nami w rankingu lig UEFA, też nie ma rozgrywek, w których tak wiele klubów należałoby do czołówki. W rumuńskiej lidze było czterech liderów, w Bułgarii trzech, a w Azerbejdżanie dwóch.

A jeśli tego typu porównania wydają się komuś dziwne, to lepiej się przyzwyczajać – po trzecim z rzędu sezonie bez polskiego klubu w fazie grupowej Ligi Mistrzów lub Ligi Europy. Już wiadomo, że w następnym rankingu wyprzedzą nas również Węgrzy i że w przyszłym sezonie polska liga będzie notowana na 32. miejscu.

Równocześnie ekstraklasa zajmuje 13. miejsce na świecie (11. w Europie) w rankingu lig z najdroższymi prawami telewizyjnymi. Jak za taką kasę zrobić takie rozgrywki? To słodki sekret polskich działaczy, czy też raczej menedżerów i ludzi zarządzających klubami.

Z transferów zagranicznych piłkarzy, które polskie kluby przeprowadziły przed sezonem, o bardzo niewielu można z czystym sumieniem powiedzieć, że były udane i wniosły do ligi nową jakość. Kibice Lecha Poznań, który od kilku lat jest dla nich głównie źródłem frustracji, pieklą się, gdy słyszą nazwiska Karlo Muhara czy Micky’ego van der Harta. Chorwacki pomocnik dziś kojarzy się wyłącznie z tym, że po przyjeździe do Polski kupił fiata 126p i dał się namówić na kilka sesji zdjęciowych z maluchem. Na boisku nie pokazuje niczego, co by go w podobnym stopniu wyróżniało na tle reszty.

Poszukiwania nowego Carlitosa (oryginalny wyjechał do Emiratów Arabskich) zataczają tak szerokie kręgi, że kontrakt w Cracovii dostał nawet jego brat – Rubio. 24-letni Hiszpan wystąpił w zaledwie dwóch meczach (przeciwko Śląskowi zdobył nawet gola) i przepadł. Miał co prawda kontuzję, ale pod koniec rundy nie podnosił się z ławki rezerwowych.

To i tak lepiej niż Legia, która latem sprowadziła 30-letniego Ivana Obradovicia z imponującym CV. Do dziś kibice mogli zobaczyć go na boisku wyłącznie w drużynie rezerw. Legii należą się natomiast pochwały za dwa transfery. Luquinhas i Paweł Wszołek podnieśli poziom ligi.

Z pewnością nie obniżył się on wraz z wprowadzeniem obowiązku wystawiania przez 90 minut przynajmniej jednego młodzieżowca. W niektórych klubach – jak chociażby Patryk Klimala w Jagiellonii – to właśnie ci piłkarze należeli do najlepszych w swoich zespołach.

Co jednak z tego, skoro każdy młody, dobry zawodnik z naszej ligi, gdy tylko zacznie się wyróżniać, zostaje na pniu sprzedany. Z Pogoni już odszedł 23-letni napastnik Adam Buksa, a pewnie jeszcze tej zimy odejdą kolejni utalentowani gracze. Prawdziwy exodus nastąpi jednak – jak co roku – latem.

Warto pamiętać, że pierwsza część sezonu bywa tylko dość mglistą zapowiedzią tego, co się będzie działo w decydującym momencie rozgrywek. W zeszłym sezonie zimową przerwę jako lider spędziła Lechia Gdańsk (na koniec była trzecia) z przewagą dziewięciu punktów nad piątym w tabeli Piastem. Jak się skończyło, wszyscy pamiętamy – święto było w Gliwicach.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA