fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Mowa trawa. Połączenie beach soccera z „Zimowym Narodowym”

PGE Narodowy, Darek Golik
Nie można wykluczyć, że krytykowana firma „Trawnik Producent” jeszcze nie raz zbuduje boisko na PGE Narodowym. Mimo że jej umowa kończy się w listopadzie.

„Trawnik Producent” jest jedną z nielicznych firm, zajmujących się budowaniem boisk piłkarskich w Polsce. To ona opiekuje się boiskiem na stadionie Lechii w Gdańsku, na którym w przyszłym roku rozegrany zostanie finał Ligi Europy. Ale czy o boisko zadba „Trawnik”, czy UEFA, na razie nie wiadomo.

Firma powstała pod koniec XX wieku, jest całkowicie polska. Od lat wygrywa przetargi, ogłaszane przez PGE Stadion Narodowy, między innym dlatego, że czasami jako jedyna do przetargu przystępuje. Ostatni, na mocy którego wykonuje zlecenie, rozstrzygnięto 27 września 2018 roku. Była wtedy jedynym uczestnikiem. W kilku przetargach z lat 2017 i 2018 czterokrotnie brała jeszcze udział firma Dropservice Janusz Dośpiał, Piotr Wypychowski.

„Trawnik Producent” nie ma więc konkurencji nie tylko dlatego, że jest mocny na niedużym rynku, ale że daje dobre ceny. PGE Narodowy, należący do Skarbu Państwa musi liczyć społeczne pieniądze. Według nieoficjalnych informacji jednorazowe położenie trawy na stadionie to koszt ok. 370 - 400 tys. złotych. Kontrahent  zagranicy zażądałby znacznie wyższych kwot.

Trawa, po której biegają piłkarze rośnie w Turowie niedaleko Szczecinka, gdzie „Trawnik Producent” ma swoją siedzibę. Firma hoduje trawę na powierzchni ponad trzystu hektarów. Do stolicy przyjeżdża w rolkach o szerokości nieco ponad metr i długości kilku metrów. Jest zapakowana w folię, więc zdarza się, że od razu po wyjęciu wygląda na zaparzoną. Nie ma jednolitej zielonej barwy, miewa dziury, co dobrze widać z wysokości trybun Stadionu Narodowego.

Można odnieść wrażenie, że niektóre fragmenty trawy do siebie nie pasują. Podczas procesu kładzenia wygląda to słabo. Potem, dzień przed meczem, kiedy boisko jest już zwałowane, a na oficjalny trening włącza się wszystkie reflektory, jeszcze widać różnice, ale nie są one już szokujące. Zdarzyło się jednak niedawno, że Łukasz Fabiański pokazywał po treningu rękawice, które z białych zrobiły się zielone. Stąd podejrzenie, że fragmenty trawy zostały pomalowane na zielono.

Trawa ma cztery centymetry wysokości. Układa się ją na warstwie piachu o grubości 17-18 cm. Do niedawna firma zaczynała budowę boiska na około tydzień przed meczem. To za mało żeby trawa mogła się związać z podłożem, była stabilna, żeby piłkarze nie mieli problemów z utrzymaniem równowagi. Zdarzyło się podczas jednego z meczów, że po wślizgu Kamila Glika fragment boiska odczepił się od podłoża na długości około metra i piłkarz sam szybko go udeptał.

Po niedawnym meczu z Macedonią Północną i kolejną falą krytyki firma porozumiała się z PGE Narodowym, w wyniku czego uzgodniono, że przed meczem ze Słowenią „Trawnik” dostanie więcej czasu na prace. Tym razem zaczęto układać trawę już 7 listopada, czyli na dwanaście dni przed meczem. W dniu meczu postanowiono posypać ją piachem, żeby „piłka lepiej chodziła”. Jak to wyglądało podczas meczu ze Słowenią, wszyscy widzieli. Chwilami mieliśmy połączenie beach soccera, z „Zimowym Narodowym”, na którym zawodnicy czują się jak na lodowisku.

Niewątpliwie pracownicy „Trawnika Producenta” są specjalistami w swojej dziedzinie. Technolog Marcin Puzio ma tytuł doktorski, a doświadczenie zbierał m.in. na boiskach Celtiku Glasgow i Tottenhamu. To dlaczego boisko na PGE Narodowym jest w coraz gorszym stanie? Niestety, mimo obietnic Marcin Puzio nie znalazł czasu na rozmowę z „Rz” i przedstawienie swoich argumentów. 

Firma używa w mediach innego argumentu. Boisko jest przed każdym meczem odbierane przez przedstawiciela Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej, na terenie działalności którego znajduje się Stadion Narodowy oraz przez delegata UEFA (lub komisarza FIFA w przypadku meczów eliminacyjnych do mistrzostw świata). Tyle, że to nie są specjaliści od muraw, tylko zwykli działacze piłkarscy. A nawet gdyby przedstawili swoje uwagi, na naprawę czegokolwiek byłoby za późno, bo taka lustracja boiska odbywa się zazwyczaj w dniu meczu rano.

Zdarzyło się jednak przed meczem z Niemcami w roku 2014, że delegat zwrócił uwagę na linie końcowe boiska, które zostały wymalowane nie na linii słupków bramki. Zagroził nawet odwołaniem meczu i walkowerem dla gości. Na szczęście szybko i po cichu domalowano linie gdzie trzeba. Niczego nieświadomi widzowie siedzieli już wtedy na trybunach. To też robiła firma „Trawnik Producent”.

- My, jako stadion PGE Narodowy nie możemy sobie pozwolić na psucie wizerunku. Podpisujemy umowę z firmą, która specjalizuje się w budowie boisk i to ona bierze na siebie odpowiedzialność za ich jakość. Boisko za każdym razem jest odbierane bez uwag do protokołu. Słyszymy jednak głosy piłkarzy i wyciągniemy wnioski. Przy przygotowaniu nowej dokumentacji przetargowej będziemy korzystali z opinii ekspertów i prosili o uwagi PZPN - mówi Monika Borzdyńska, dyrektor PGE Narodowego d.s. komunikacji i Promocji.

Jakub Kwiatkowski, rzecznik PZPN i kierownik pierwszej reprezentacji Polski podkreśla, że związek ma podpisaną umowę z PGE Narodowym, a nie z firmą odpowiedzialną za ułożenie trawy. Oczywiście może pomóc, bo leży to we wspólnym interesie. - My wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na jakość trawy. Mówią o tym zawodnicy, ale i nasi przeciwnicy, znający się często z Polakami z zagranicznych klubów. Dominuje uwaga: macie bardzo ładny stadion. Szkoda tylko, że nie pomyśleliście o boisku. A w PZPN nie ma komórki, zajmującej się budową boisk, bo nie w tym celu został powołany - podkreśla Jakub Kwiatkowski.

Na Stadionie PGE Narodowym boisko instaluje się pięć - sześć razy w roku. Na eliminacyjne mecze międzypaństwowe oraz finał rozgrywek o Puchar Polski 2 maja. Normalnie jest tam nawierzchnia betonowa, na której odbywają się targi, koncerty, konferencje, pokazy, bo stadion musi na siebie zarabiać i dobrze daje sobie z tym radę. Położenie trawy na betonie stanowi więc wyzwanie, z którym, jak widać, trudno sobie poradzić.

Podczas mistrzostw Europy na stadionie leżała trawa sprowadzona z Holandii, na warstwie piachu o grubości około 40 cm, a więc dwukrotnie większej niż obecnie. Na finał Ligi Europy Sevilla - Dnipro w roku 2015 UEFA sprowadziła trawę z Austrii. Nie było żadnych zastrzeżeń.

Może należy wydać więcej pieniędzy, spróbować trawy hybrydowej, będącej połączeniem naturalnej ze sztuczną. Coś trzeba będzie zrobić, żeby nie tylko uniknąć kolejnej kompromitacji, ale i zminimalizować ryzyko odniesienia kontuzji któregoś piłkarza. Póki co, firma „Trawnik Producent” będzie mogła wziąć udział w kolejnym przetargu, bo prawo jej tego nie zabrania.

Na razie firma szczyci się tym, że od kiedy robi boisko na Stadionie Narodowym to reprezentacja tam jeszcze nie przegrała.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA