fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Bartosz Bereszyński: Trzeba niewiele, by było lepiej

Bartosz Bereszyński ma 27 lat, w reprezentacji Polski od roku 2013 rozegrał 21 spotkań. Jest piłkarzem Sampdorii Genua. Przed wyjazdem do Włoch grał m.in. w Lechu Poznań i Legii Warszawa
Paweł Skraba/REPORTER
Obrońca reprezentacji Polski i Sampdorii Genua Bartosz Bereszyński o słabych meczach ze Słowenią i Austrią, potencjale kadry i imprezie z okazji awansu.

Chcecie zatrzeć złe wrażenie, jakie zostało po dwóch ostatnich meczach?

Jesteśmy świadomi, że liczba zdobytych punktów w tych dwóch spotkaniach, a przede wszystkim styl gry, pozostawiały wiele do życzenia. Wiemy, że naszym obowiązkiem jest zdobyć komplet punktów w dwóch najbliższych spotkaniach w Rydze i Warszawie. Ale również byśmy chcieli, i jestem przekonany, że tak będzie, by akcje ofensywne się zazębiały i styl uległ znacznej poprawie. Mam nadzieję, że będziemy kontynuować to, co pokazaliśmy w wygranym 4:0 spotkaniu z Izraelem. Z Łotwą i Macedonią Północną to my będziemy mieć piłkę, będziemy musieli konstruować akcje, a rywale będą zmuszeni próbować kontrataków.

Ma pan swoją teorię, dlaczego krytyka, która na was spadła, była aż tak ostra? Przecież wciąż jesteście liderem tabeli, w meczu ze Słowenią straciliście pierwsze gole w tych eliminacjach.

Przede wszystkim krytykowano nas dlatego, że to Polska – my lubimy krytykować wszystko i wszystkich. Nawet jak jest dobrze. Zdajemy sobie jednak sprawę, że krytyka po ostatnich meczach była uzasadniona. Inna sprawa, że my w przeciwieństwie do większości kibiców, i pewnie dziennikarzy, analizujemy nasze mecze. Na pierwszy rzut oka nie wszystko widać. Tymczasem nawet przeciwko Słowenii i Austrii w wielu akcjach ofensywnych można było dostrzec nasze dobre ustawienie, zalążki czegoś pozytywnego. Decydowały detale – zła decyzja czy niedokładne podanie powodowały, że akcja była nieudana. Brakowało odrobiny cierpliwości albo koncentracji.

Bardzo długo był pan szykowany na następcę Łukasza Piszczka na prawej obronie, tymczasem dziś ma pan więcej meczów rozegranych w kadrze na lewej obronie...

Chciałbym grać na prawej stronie, to jest moja pozycja. Każdy piłkarz, jak każdy pracownik, chce robić to, w czym się czuje najmocniejszy. Oczywiście dla mnie najważniejsze jest dobro drużyny i zawsze się dostosuję do tego, co mi każe trener. W trzech ostatnich meczach w klubie grałem na środku obrony i też się starałem stosować do wytycznych szkoleniowca.

Pamięta pan mecz kadry, w którym rywal tak was zdominował jak ostatnio Austriacy?

Nie chcę mówić ogólników, że Austria to mocny zespół, chociaż taka jest prawda, gdyż my jesteśmy zbyt dobrą drużyną, by dać się tak zdominować. Byliśmy chyba trochę stłamszeni porażką w Lublanie. Słoweńcy pokonali nas agresywnością i zdecydowaniem, narzucili swoje warunki gry. W meczu z Austrią czuliśmy podświadomie, że najważniejsze to nie przegrać. Kiedy czujesz, że zespół nie funkcjonuje jak należy, to ważne jest, by uratować chociaż remis. I to się udało. Austriacy przyjechali do Warszawy na fali, po wysokim zwycięstwie nad Łotwą, widać było, że czują się bardzo pewnie. Za bardzo skupiliśmy się na tym, by nie stracić gola. My naprawdę mamy bardzo duży potencjał, zawodników, którzy występują w czołowych klubach Europy. Musimy zacząć te indywidualne umiejętności przekładać na kadrę.

Imprezy z okazji awansu na Euro 2020 nie planujecie? Będzie to zaledwie wykonanie obowiązku?

Oby jakaś impreza jednak była. Po zwycięstwach i awansach fajnie jest we własnym gronie poświętować. Ale oczywiście awans do finałów Euro to wyłącznie cel minimum i tak powinniśmy go potraktować.

Czy Euro 2016 to był wypadek przy pracy? Czy miejsce reprezentacji Polski wciąż jest w czołowej ósemce najlepszych drużyn Europy?

Chciałbym mieć częściej takie wypadki. Ale to, jak dziś gramy, styl, jaki prezentuje drużyna narodowa, pokazują, że bardzo nam daleko do europejskiej czołówki. Musimy zacząć grać lepiej. W takich meczach jak z Austriakami to my musimy dominować, konstruować fajne akcje ofensywne, stwarzać sytuacje. Gdy patrzę na personalia, to widzę tak duży potencjał, że naprawdę powinniśmy walczyć o najwyższe cele. Niewiele trzeba, by ten zespół funkcjonował jak należy – trochę mądrzejszych decyzji, lepszych podań, trochę spokoju i cierpliwości.

Pana klub miał walczyć o puchary, a tymczasem Sampdoria zajmuje ostatnie miejsce we włoskiej lidze i zaliczyła sześć porażek.

Nie ma co mydlić oczu i mówić, że jest pięknie, skoro nie jest. Mamy zdobyte zaledwie trzy punkty, jesteśmy na ostatnim miejscu, musimy zacząć wygrywać. Mam nadzieję, że jak wrócę z kadry, to zaczniemy się odbijać od dna.

Współpraca z trenerem Eusebio di Francesco tak się źle układała, że musiał zostać zwolniony?

Nie chcę mówić o trenerze. Zawsze winę widzę przede wszystkim w sobie. To ja mogłem grać lepiej, to ja mogłem zdobyć dwie bramki, mogłem lepiej przypilnować napastnika rywali. Każdy z nas w drużynie mógł zrobić coś lepiej. Ale oczywiście zawsze łatwiej zwolnić trenera niż 25 piłkarzy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA