fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Futbol katolicko-protestancki

„Rangers aż do śmierci”
AFP
W czwartek Legia gra w Warszawie z Rangers FC w eliminacjach Ligi Europy. Przyjeżdża do nas klub z Glasgow - miasta, gdzie panuje specyficzny piłkarski mikroklimat. Derbowe mecze Rangers z Celtikiem to tu naprawdę święta wojna.

Gdyby nieświadomy widz zbłądził na Old Firm Derby, jak nazywane są mecze o prymat w Glasgow między Rangers FC a Celtikiem, i miał po flagach oraz banerach odgadnąć, w jakim znalazł się kraju, miałby poważny problem. Z jednej strony widziałby bowiem ubranych na zielono kibiców z trójkolorowymi flagami Irlandii, z drugiej zobaczyłby fanów w granatowych koszulkach i przy nich mnóstwo flag Wielkiej Brytanii (Union Jack) oraz nieco mniej Irlandii Północnej. Szkockiej flagi raczej by nie dostrzegł.

Gdyby zagubiony wędrowiec doszedł do wniosku, że ogląda międzypaństwowe spotkanie Irlandii z Irlandią Północną, miałby nawet odrobinę racji. Przed każdym Old Firm Derby promy z Dublina z ubranymi na zielono kibicami, a także te z Belfastu, na których płyną fani w granatowych barwach, wypełnione są do ostatniego miejsca, a przewoźnicy uruchamiają dodatkowe połączenia. Gdyby ten przypadkowy obserwator był wystarczająco bystry, szybko dostrzegłby też, że ubrani na zielono kibice Celtiku oprócz flag Irlandii mają też bandery Palestyny, niemieckiego St. Pauli, gdzieniegdzie poprzetykane czerwonymi sztandarami z wizerunkiem Che Guevary. Na flagach mogłyby widnieć też hasła wzywające do zjednoczenia Irlandii i antybrexitowe.

Wspierający Rangersów mieliby ze sobą pełną ikonografię królowej Elżbiety oraz królowej matki.

Podział religijny

Kibicowanie Rangers albo Celtikowi nie jest w Glasgow zależne od dzielnicy, jak to ma miejsce w wielu miastach świata. Chociażby w Rio de Janeiro, gdzie miejsce urodzenia skazuje cię na Botafogo lub Vasco, bo już o podziale na Flamengo i Fluminense decyduje przynależność do klasy społecznej. W Buenos Aires klasa wyższa chodzi na River, a proletariat na Boca Juniors, w Madrycie lewica wybiera Atletico, prawica tradycyjnie wspiera Real.

Podział na fanów Celtiku i Rangers jest przede wszystkim religijny, choć też wiąże się z poglądami politycznymi i klasą społeczną. Ale to w dalszej kolejności: pierwotna linia podziału to katolicy – protestanci.

Celtic to klub katolickiej, irlandzkiej diaspory. W Szkocji mieszka 5,4 mln ludzi – ponad 50 tys. z nich w spisie ludności z 2011 r., w rubryce „pochodzenie” wybrało opcję „biały Irlandczyk” (White – Irish). Uważa się jednak, że aż 1,5 mln Szkotów jest pochodzenia irlandzkiego (27 proc.).

Rangers to klub protestantów, a co za tym idzie – unionistów, czyli zwolenników Wielkiej Brytanii i rodziny królewskiej. Gdy w 2014 r. miało miejsce referendum dotyczące niepodległości Szkocji, na stadionie Rangers Ibrox Park został wywieszony ogromny baner nawołujący do głosowania na „nie”. Manifestowanie lojalności w stosunku do korony brytyjskiej przybiera czasem zaskakujące i nieco humorystyczne formy. „Urodzeni, by nad nami panować, Kate i William – gratulacje” – transparent o takiej treści można było przeczytać tuż po ślubie członków rodziny królewskiej.

Częściej jednak jest mniej sympatycznie i zabawnie. W lutym tego roku kibice Rangers wywiesili flagę oddającą hołd Tommy’emu Robinsonowi. To angielski, skrajnie prawicowy chuligan, członek kilku partii neofaszystowskich, słynący ze swojej antyislamskiej działalności, skazany za obrazę sądu, a także za podżeganie do nienawiści na tle rasowym. Zamknięcie go w więzieniu spowodowało, że po prawej stronie zyskał status męczennika.

Zanim trafił za kratki, był w Warszawie jednym z honorowych gości Marszu Niepodległości w 2017 r., który odbył się pod hasłem „Stop islamizacji Europy”. Robił sobie zdjęcia z polskimi politykami, między innymi z Dominikiem Tarczyńskim. To w manifestacji w jego obronie chciał wziąć udział Jacek Międlar, gdy nie został wpuszczony do Wielkiej Brytanii. Robinson, chociaż wcześniej był przywódcą chuliganów Luton Town, chętnie fotografował się w koszulce Rangers.

Wychwalanie zwykłego chuligana to jedno, ostentacyjne dowody poddaństwa wobec korony to drugie, czymś jednak zupełnie innym są sekciarstwo i nienawiść religijna, a to właśnie ona przez całe dziesięciolecia była fundamentem zarówno dla Celticu, jak i Rangersów.

Z wojną w tle

Klub z Ibrox zradykalizował się i upolitycznił kilkanaście lat po powstaniu w 1872 r. Była to zresztą w dużej mierze reakcja na sukcesy rywala zza miedzy, który od początku był klubem katolickiej diaspory i szybko zaczął zdobywać trofea – w pierwszych ośmiu sezonach Celtic był cztery razy mistrzem, Rangers jeden i to wspólnie z Dumbarton FC. Im bardziej Celtic podkreślał swoje pochodzenie, im więcej na trybunach Celtic Park można było słyszeć o niepodległości Irlandii, tym bardziej kibice Rangers budowali swoją tożsamość na lojalności wobec korony i wiary protestanckiej.

Po 20 latach tułaczki po różnych stadionach w końcu w 1899 r. Rangersi doczekali się własnej stałej siedziby. Stadion Ibrox powstał w dzielnicy Govan. Na przełomie wieków była ona zdominowana przez dokerów i budowniczych okrętów, którzy przyjeżdżali do Glasgow z innego miasta słynącego ze swoich stoczni – protestanckiego i lojalistycznego Belfastu.

W styczniu 1919 r. rozpoczęła się irlandzka wojna o niepodległość, co wywołało poruszenie wśród imigrantów-kibiców w Glasgow. Zaczęło się od żądań autonomii, skończyło dwa lata później na podziale Irlandii na dwie części – niepodległą, katolicką republikę i sześć hrabstw w protestanckim Ulsterze pod brytyjską koroną. Jednak, jak wiemy, konfliktu to nie skończyło, a walka o zjednoczoną Irlandię trwała. Okres między końcówką lat 60. a 1998 r. i podpisaniem porozumienia wielkopiątkowego przeszedł do historii jako The Troubles.

Zmieniły się metody walki – Irlandzka Armia Republikańska (IRA) stała się organizacją terrorystyczną, a orężem były bomby podkładane w londyńskim metrze, autobusach czy domach towarowych, porwania i zamachy. Przyśpiewki i banery jawnie nawołujące do nienawiści religijnej – z obu stron – stały się smutną codziennością. Podzielone zostało miasto – pewne ulice, jak chociażby Gallowgate, stały się enklawą irlandzkiego nacjonalizmu. Inne były zarezerwowane wyłącznie dla lojalistów.

Osiem ofiar

Przez lata Old Firm Derby to było coś więcej niż mecz piłkarski – to była odsłona wojny religijnej. W czasach „złotej ery” brytyjskich chuliganów stadionowych, czyli w latach 80. i na początku 90. mecze Rangers z Celtikiem często były przerywane przez walki kibiców. Finał Pucharu Szkocji w 1980 r. skończył się regularną bitwą na murawie, toczoną na kamienie, butelki, metalowe części ogrodzenia oraz kopniaki i pięści. Ponad 200 osób zostało zatrzymanych, a efektem tych starć było wprowadzenie zakazu sprzedaży alkoholu na szkockich stadionach. Franklin Foer, amerykański dziennikarz i autor znakomitej książki „Jak futbol wyjaśnia świat”, pisze, że w latach 1996–2003 szkocka policja aż osiem przypadków śmiertelnych połączyła bezpośrednio z derby Glasgow. O liczonych w setkach bójkach nie wspominając.

Ludzie ginęli od ciosów nożem albo od obrażeń odniesionych wskutek pobić. A mowa o latach stosunkowo niedawnych, gdy napięcia religijne w Wielkiej Brytanii i Irlandii zostały w znacznej mierze wyciszone, IRA złożyła broń, skończyły się zamachy terrorystyczne.

W 1988 r. właścicielem kontrolnego pakietu akcji w Rangersach został miliarder David Murray. Już wtedy rozumiał, że czasy się zmieniają, że futbol przestaje być rozrywką klasy pracującej, a za chwile stanie się gałęzią show-biznesu. Murray wiedział, że liga szkocka jest zbyt mało atrakcyjna, że trzeba powołać europejską superligę albo Rangers i Celtic przenieść do angielskiej Premier League. By tak się mogło stać, musiał mieć zespół zdolny do rzucenia wyzwania gigantom. Zaczął zatrudniać na gwiazdorskich kontraktach czołowych angielskich piłkarzy, co wiele lat później skończyło się bankructwem. By zerwać z wizerunkiem klubu prowadzącego wojnę religijną, Murray zaangażował pierwszego czarnoskórego zawodnika (Mark Walters w 1988 r.) oraz pierwszego katolika – został nim w lipcu 1989 r. były napastnik Celtiku Mo Johnston.

Obaj byli niemiłosiernie wygwizdywani i obrażani przez własnych fanów. Osoba odpowiedzialna za sprzęt ostentacyjnie pomijała napastnika, gdy rozkładała przed meczami koszulki w szatni.

Święty bramkarz

Kilku piłkarzy doczekało się wśród kibiców kultowego statusu właśnie dlatego, że wojnę religijną podsycali. Artur Boruc do dziś jest dla fanów Celtiku „hoaly goalie” (świętym bramkarzem). Boruc przed meczami z Rangers ostentacyjnie i zamaszyście kreślił znak krzyża, a przydomku dorobił się, gdy po jednym z Old Firm Derby świętował zwycięstwo w koszulce z wizerunkiem papieża (oprócz niego grali jeszcze w Celtiku Dariusz Dziekanowski i Maciej Żurawski, ale po nich zostały tylko piłkarskie wspomnienia).

Te zachowania były odbierane przez kibiców Rangers jako jawna prowokacja, a fani Celtiku je uwielbiali. Polskie media rozpisywały się wówczas o gestach Boruca, ale mało kto zauważał, że polski bramkarz rujnował ciężką pracę obu klubów, które od lat próbują fanów edukować, prowadzą szeroko zakrojone kampanie społeczne, a nienawiść religijna zaczęła znikać z obu stadionów.

Rangersi też mają swoich bohaterów. Paul Gascoigne, chociaż sam wychowany w rodzinie katolickiej, świętował bramkę w Old Firm Derby, maszerując i udając, że gra na flecie. To nawiązanie do parad oranżystów, którym towarzyszy zespół marszowy. Trasy tych parad, zarówno w Ulsterze, jak i Szkocji, niejednokrotnie przebiegają przez dzielnice zamieszkane przez katolików i zwolenników zjednoczenia Irlandii, interwencje policji chroniącej parady są na porządku dziennym. Gascoigne został ukarany grzywną 20 tys. funtów, a po latach przyznał, że dostawał groźby śmierci od IRA.

Kultem na Ibrox otoczony jest napastnik z lat 30. Sam English. Podczas Old Firm Derby w 1931 r. zderzył się z bramkarzem Celticu Johnem Thomsonem, który wskutek odniesionych obrażeń głowy zmarł.

W 2012 r. Rangers zbankrutowali – długi, przede wszystkim podatkowe, przekroczyły możliwości finansowe klubu. Musiał zaczynać od zera na trzecim poziomie. Przy okazji tworzenia klubu na nowo wprowadzono bardzo ostre zasady dotyczące zerowej tolerancji dla rasizmu, ksenofobii, homofobii oraz szerzenia nienawiści religijnej. Im jednak Rangers dłużej są znów w Scottish Premier League (od 2016 r.), tym coraz częściej przyciągają na trybuny Ibrox ludzi, którzy futbolem interesują się w dalszej kolejności. Dla nich stadion wciąż jest miejscem do szerzenia nienawiści, a nie do kibicowania.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA