fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Rangers - Legia 1:0. Obuchem w głowę

Fotorzepa, Grzegorz Rutkowski
W doliczonym czasie gry wicemistrz Polski stracił szansę na awans do fazy grupowej Ligi Europy.

Legia straciła w ośmiu meczach eliminacji Ligi Europy jednego gola – jedynym zawodnikiem, który znalazł sposób na Radosława Majeckiego okazał się kolumbijski napastnik Glasgow Rangers – Alfredo Morelos. Udała mu się ta sztuka w drugiej minucie doliczonego czasu gry, gdy niemal wszyscy na stadionie i przed telewizorami szykowali się już na dogrywkę.

Trzeci rok z rzędu nie będzie Legii i żadnego innego polskiego zespołu w europejskich pucharach. Znów kibicom w środku tygodnia przyjdzie się emocjonować występom najlepszych, znów pogłębiać się będzie przepaść między klubami ekstraklasy, a europejskimi zespołami. A w kasie Legii znów zacznie się szukanie oszczędności. Bo wpływu z pucharów, premii od UEFA ponownie zabraknie.

Zanim jeszcze mecz się zaczął kibice Legii, którzy przybyli do Glasgow rozwinęli na sektorze flagę z wizerunkiem papieża Jana Pawła II i napisem – „do not be worry”, czyli w tłumaczeniu „nie lękajcie się”. Oczywiście była to prowokacja skierowana w stronę kibiców Rangers, tradycyjnie pochodzących z protestanckich, nieuznających papieża, rodzin, a także nawiązanie do byłego legionisty i zawodnika Celticu, Artura Boruca, który w t-shircie z wizerunkiem papieża świętował zwycięstwo po jednym Old Firm Derby. Boruc zasiadł zresztą wśród kibiców Legii na Ibrox w czwartkowy wieczór i w pewnym momencie z megafonem w dłoni prowadził doping.

A jednak można było odnieść wrażenie, że legioniści się lękają. Co było o tyle niezrozumiałe, że przecież już w pierwszym meczu w Warszawie, zobaczyli, że bać się nie ma czego. Że Rangers straszą głównie nazwą. Pierwszą okazję stworzyli sobie goście – Sandro Kulenović jednak źle przyjął, a jego strzał okazał się zbyt lekki i nieprzygotowany – ale później nagle nabrali zbytniego respektu dla rywala.

Legia miała mnóstwo szczęścia – przed upływem 10 minut Szkoci powinni byli prowadzić, ale uderzenie głową Alfredo Morelosa dosłownie o centymetry minęło słupek. W drugiej minucie doliczonego czasu gry Kolumbijczyk trafił w podobnej, ale jednak nieco trudniejszej sytuacji. Igor Lewczuk – tak chwalony za pierwszy mecz w Warszawie – kompletnie zaspał w obu tych akcjach.

Chwilę później kolumbijski napastnik Rangersów próbował uderzenia z linii pola karnego, ale świetnie to uderzenie złapał Radosław Majecki. I gdy wydawało się, że gospodarze stłamsili Legię i bramki dla nich są kwestią czasu, zawodnicy Aleksandara Vukovicia zaczęli odzyskiwać kontrolę nad tym meczem. Przestali popełniać tak głupie straty, przestali podawać pod nogi Szkotów, przestali się lękać, zaczęli grać.

I gdyby to Legia schodziła na przerwę prowadząc nie byłoby to niesprawiedliwe rozstrzygnięcie. Brazylijski skrzydłowy Luquinhas wpadł w pole karne, minął jednego rywala (przy sporej dawce szczęścia), minął drugiego i został ewidentnie zahaczony Gdyby legionista się wywrócił sędzia nie miałby innej możliwości niż podyktować rzut karny. Brazylijczyk jednak utrzymał się na nogach i oddał strzał. Bardzo lekki niestety strzał, który McGregor łatwo obronił.

W drugiej połowie Vuković zdjął Kulenovicia i zmienił tym samym sposób gry swojego zespołu – zamiast taktyki z napastnikiem nieźle grających tyłem do bramki, wprowadził szybkiego i bardzo ruchliwego piłkarza, do którego koledzy mieli posyłać dalekie podania.

20 minut przed końcem gospodarze mocno przycisnęli – najpierw Majecki efektowną paradą wybronił uderzenie z dystansu, a chwilę później ten dający się znacznie bardziej we znaki niż w Warszawie tydzień temu Morelos znów chybił minimalnie. Szkoci nacierali, a piłkarze Legii nie cofnęli się zdecydowanie zbyt głęboko.

Kibice Legii odpalili race i doprowadzili do przerwania meczu co wybiło nieco Rangers z natarcia. Później pomocnicy Legii – szczególnie Andre Martins, ale i Walerian Gwilia – zaczęli holować piłkę gdy tylko ją dostawali, by łapać faule i by gra stawała się rwana. Frustrowali się piłkarze Rangers, frustrowali się kibice gospodarzy, ewidentnie czując, że przed chwilą mieli rywala na linach, że brakowało tylko ciosu.

I gdy wszyscy się szokowali do dogrywki ten cios wyprowadził jednak Morelos. Legia miała kilka minut, by odrobić straty, ale gol był jak uderzenie obuchem w głowę. Zamiast rzucić się do odrabiania strat legioniści niepotrzebnie rzucili się na rywali. Sekundy płynęły, gdy w środku pola zrobiło się zamieszanie, i zawodnicy zaczęli sobie skakać do gardeł.

Następna szansa za rok, znając polskie realia pewnie wśród zespołów walczących o puchary będzie i Legia. Czy tym razem jednak skutecznie? Trudno być optymistą.

Rangers FC – Legia Warszawa 1:0 (0:0)
Gol: Alfredo Morelos 90+2
Rangers: A. McGregor – J. Tavernier, C. Goldson, N. Katić, B. Barišić (64, J. Flanagan) – S. Arfield (72, J. Jones), R. Jack, S. Davis, J. Aribo, S. Ojo (90, G. Kamara) – A. Morelos.
Legia: R. Majecki – P. Stolarski (73, D. Nagy), I. Lewczuk, A. Jędrzejczyk, L. Rocha – M. Vsović, Cafú, André Martins, W. Gwilia, Luquinhas – S. Kulenović (56, J. Niezgoda).
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA