fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Eldorado za Wielkim Murem

shutterstock
Chińska Super League to raj nie tylko dla piłkarzy, ale i dla trenerów. Zrozumiał to także Rafa Benitez. Hiszpan, uznawany niegdyś za jednego z najzdolniejszych szkoleniowców na świecie, pojechał tam odcinać kupony od sławy.

Od pięciu lat nie zdobył żadnego trofeum, ostatni wielki sukces odniósł w 2005 roku, wygrywając Ligę Mistrzów z Liverpoolem, ale jego nazwisko wciąż działa na niektórych jak magnes.

W 2015 roku Beniteza zatrudnił Real - klub, który stworzył go jako piłkarza i w którym stawiał pierwsze trenerskie kroki. Znany z twardej ręki Hiszpan miał zaprowadzić w szatni porządek, ale gwiazd nie okiełznał. Podpisał trzyletni kontrakt, wytrzymał ledwie pół roku.

Bezrobotny długo nie był, jeszcze w trakcie sezonu rękę wyciągnęło po niego Newcastle. Miał uratować drużynę przed spadkiem z Premier League. Zadania nie wykonał, jednak już rok później wrócił z nią na salony. W kolejnych latach zajął 10. i 13. miejsce, jego pracę oceniano pozytywnie, ale postanowił skorzystać z bardziej lukratywnej oferty.

Skok do elity

- Chciałem zostać, ale coraz bardziej było dla mnie jasne, że osoby będące w klubie u władzy nie podzielają mojej wizji – tłumaczył, dodając, że większe zaufanie znalazł za Wielkim Murem.

- Ten projekt pojawił się w idealnym dla mnie momencie - twierdzi Hiszpan. I choć zastrzega, że miał w życiu ciekawsze propozycje, trudno oprzeć się wrażeniu, że jak zwykle chodzi o pieniądze. W Chinach  zarobi dwa razy więcej niż w Anglii. I to w klubie, który jest średniakiem tamtejszej Super League. Dalian Yifang będzie mu płacić rocznie ponad 13 mln euro. W Premier League wyższą pensję ma tylko Pep Guardiola w Manchesterze City (18 mln).

Benitez nie będzie pierwszym trenerem z Europy, który znalazł przystań w Dalian. Najbardziej znanym był zwolniony przed kilkoma miesiącami Niemiec Bernd Schuster. Jego następca, Choi Kang-hee, był już 17 szkoleniowcem w krótkiej, bo liczącej zaledwie dziesięć lat historii klubu. Dwukrotny zwycięzca azjatyckiej Ligi Mistrzów z Jeonbuk Hyundai Motors i były selekcjoner reprezentacji Korei Południowej zrezygnował po niecałych pięciu miesiącach. Jeśli Benitez zdoła wypełnić 2,5-letni kontrakt, zostanie absolutnym rekordzistą. Na razie wskoczył do finansowej elity.

Zarabiają więcej niż Zidane

Według rankingu "France Football" w minionym sezonie spośród 20 najlepiej opłacanych trenerów na świecie aż czterech pracowało za Wielkim Murem. Prowadzący Evergrande Kanton Fabio Cannavaro (siódmy na liście - 15 mln) i selekcjoner reprezentacji Chin Marcello Lippi (dziewiąty - 13 mln) pobierali wyższe wynagrodzenie niż Zinedine Zidane (7,5 mln), który w ostatnich latach dokonał z Realem rzeczy wydawało się niemożliwej, wygrywając trzykrotnie z rzędu Ligę Mistrzów.

Tyle samo, co Zidane, dostawał nawet Vitor Pereira (Szanghaj SIPG), nieco mniej (7 mln) - Dragan Stojković w Kanton R&F. Portugalczyk to były szkoleniowiec Porto i Olympiakosu Pireus, zastąpił swojego rodaka Andre Villasa-Boasa. I już w pierwszym sezonie wywalczył z drużyną mistrzostwo. Stojković to z kolei wielokrotny reprezentant Jugosławii, ale w Europie nigdy nie pracował. Doświadczenie zdobywał w lidze japońskiej.

Chińskie kluby mogą zatrudniać maksymalnie sześciu obcokrajowców, w meczowej kadrze wpisać czterech, w podstawowej jedenastce wystawić nie więcej niż trzech. W Szanghaju grają m.in. Brazylijczycy Hulk i Oscar, w Kantonie - Belg Moussa Dembele. Benitez będzie miał do dyspozycji Słowaka Marka Hamsika i Belga Yannicka Carrasco. W prowadzonym przez Jordiego Cruyffa, syna legendarnego Johana, Chongqing Dangdai Lifan jest Polak Adrian Mierzejewski. Manuel Pellegrini w Hebei China Fortune pracował z Argentyńczykiem Ezequielem Lavezzim, a Fabio Capello w Jiangsu Suning mógł liczyć na Brazylijczyków Alexa Teixeirę i Ramiresa.

Czekając na Ronaldo

Kto wie, czy kariery w Chinach nie zakończy Cristiano Ronaldo. - Pytał mnie, jak się tam żyje. Przekazałem mu wszelkie niezbędne informacje - opowiadał przed rokiem Luiz Felipe Scolari, który do października 2017 r. trenował Evergrande Kanton.

Portugalski gwiazdor zamienił ostatecznie Real na Juventus, ale zdaniem Scolariego przeprowadzka za Wielki Mur w przyszłości jest bardzo prawdopodobna. - Musimy zrozumieć, że to najludniejszy kraj na świecie. Cristiano jest instytucją, ma własne marki, trudno o lepszy rynek. Powiedziałem mu to, co powtarzam zawsze: jeśli masz taką okazję, musisz z niej skorzystać - podkreśla były selekcjoner Brazylii i Portugalii.

Scolari, Capello i Pellegrini z Chin już wyjechali, ale w Super League nadal dominuje zagraniczna myśl szkoleniowa. Blisko 75 proc. trenerów to obcokrajowcy, dziesięciu z 16 pochodzi z Europy.

Szkoleniowcom ze Starego Kontynentu świetną reklamę zrobił Marcello Lippi. Z miejsca udowodnił, że nie przybył za Wielki Mur wygrzewać kości na emeryturze. W 2012 roku zdobył pierwszy tytuł z Evergrande Kanton, później drugi i trzeci, dołożył też triumf w azjatyckiej Lidze Mistrzów. Zrobił sobie dwuletnią przerwę, by wrócić już jako selekcjoner tamtejszej reprezentacji. I choć nie odniósł z nią sukcesu, nie zakwalifikował się na mundial w Rosji i coraz częściej wspominał, że jest zmęczony i tęskni za ojczyzną, Chińczycy do dziś nie znaleźli lepszego kandydata na to stanowisko.

Sen o potędze

Miał nim być dużo młodszy i nie tak doświadczony Fabio Cannavaro. Ale po zaledwie czterech miesiącach pracy i dwóch przegranych sparingach - z Tajlandią i Uzbekistanem - w kwietniu tego roku podał się do dymisji.

Wrócił Lippi, a wraz z nim nadzieja na drugi w historii awans na mistrzostwa świata. W debiucie w Korei i Japonii (2002) Chińczycy nie strzelili nawet gola, ponieśli trzy bolesne porażki: z Kostaryką (0:2), Brazylią (0:4) i Turcją (0:3). Mimo ogromnych inwestycji w akademie, ośrodki treningowe i szkolenie, kolejne turnieje obejrzeli w telewizji. Aż wreszcie sami zapragnęli zorganizować mundial. To jeden z głównych punktów długofalowego planu nakreślonego przez prezydenta Xi Jinpinga, prywatnie wielkiego fana futbolu.

Do jego wykonania może dojść jednak nie prędzej niż w 2030 roku. Wcześniej czeka Chińczyków walka o wyjazd na MŚ w Katarze. Rozpoczynają ją we wrześniu. Po powrocie Lippiego ponownie weszli na zwycięską ścieżkę. Towarzyskie wygrane z Filipinami i Tadżykistanem nie są jeszcze powodem do świętowania, ale realizację chińskiego snu o potędze trzeba przecież od czegoś zacząć.

 

Źródło: Parkiet
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA