fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Cuda w Gliwicach

Piłkarze Piasta dziękują kibicom za doping po wygranym 2:1 w dramatycznych okolicznościach meczu z Jagiellonią
PAP
Legia zremisowała w Warszawie z Pogonią 1:1 i dwie kolejki przed końcem straciła pozycję lidera.

Nowym liderem został Piast Gliwice, który ma punkt przewagi nad Legią. W środę zespół Waldemara Fornalika jedzie do Szczecina, a w niedzielę podejmie u siebie Lecha.

Ten tydzień w europejskiej piłce stał pod znakiem niesamowitych come backów i odrabiania strat. Decydujące bramki – jak ta Lucasa Moury dla Tottenhamu w Amsterdamie – padały głęboko w doliczonym czasie gry, a przecież chwilę wcześniej w słupek uderzył napastnik Ajaxu Hakim Ziyech. Tymczasem okazało się, że na Ligę Mistrzów zapatrzyła się ekstraklasa. Końcówka niedzielnego meczu w Gliwicach obfitowała w emocje, których nie powstydziliby się w Champions League.

Walczący o mistrzostwo Piast prowadził u siebie z Jagiellonią 1:0. Dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu w prostej sytuacji faul popełnił Aleksandar Sedlar. Sędzia Jarosław Przybył poczekał aż piłka wyjdzie poza boisko i natychmiast zaczął nasłuchiwać podpowiedzi sędziego VAR, którym był zresztą najlepszy polski arbiter Szymon Marciniak.

Przybył w końcu podbiegł do monitora i sam obejrzał sytuację na wideo. Tym samym pozbył się wszelkich wątpliwości i wskazał na jedenasty metr – rzut karny dla Jagiellonii. Do piłki podszedł pozyskany zimą z Wisły Kraków Jesus Imaz. Ten, który w poprzednich meczach się nie mylił i wykorzystał wszystkie pięć rzutów karnych, jakie wykonywał w żółto-czerwonej koszulce Jagiellonii. Naprzeciw Imaza stał Jakub Szmatuła – człowiek, który w Gliwicach jest prawdziwą instytucją. 38-letni zawodnik, kilka lat temu już miał kończyć karierę i zostać trenerem bramkarzy w Gliwicach, ale dał się jeszcze namówić na kolejny kontrakt. Wówczas zdobył z Piastem prowadzonym przez Radoslava Latala wicemistrzostwo Polski, teraz jest o krok od pierwszego tytułu...

W tym sezonie Szmatuła jednak jest tylko rezerwowym. Do bramki wskoczył Frantisek Plach – Słowak, który w dodatku został sprowadzany do Gliwic z etykietą specjalisty od bronienia rzutów karnych. Trener Waldemar Fornalik przyznawał, że Szmatuła jest szalenie ważną postacią w zespole, to wciąż doświadczony bramkarz był formalnie kapitanem, ale w podstawowym składzie grał Plach. Słowak doznał jednak lekkiej kontuzji i okazało się, że na mecz z Jagiellonią do bramki będzie musiał wejść 38-letni kapitan.

W każdej książce czy filmie sportowym doświadczony, ale odstawiony na boczny tor, kapitan obroniłby ten rzut karny i dał swojemu zespołowi szansę na dalszą grę o pierwszy w historii tytuł. Imaz strzelił mocno w prawy róg Szmatuły i chociaż bramkarz wyczuł intencje wykonawcy i nawet dotknął piłkę, to ta odbiła się od słupka i wpadła do bramki.

Do końca meczu pozostawały sekundy. Piast rzucił się do odrabiania strat i w następnej sytuacji piłkę w polu karnym dostał Tomasz Jodłowiec. Pomocnik uderzył z woleja, piłka nabrała dość dziwnej rotacji i wpadła do siatki. Uroda tej bramki to jedno. Moment, w jakim została zdobyta i jej waga i znaczenie w wyścigu o mistrzostwo, to drugie, ale historię dopełnia osoba strzelca.

Jodłowiec jest przecież tylko do Piasta wypożyczony i to z drużyny, z którą Piast walczy o mistrzostwo, czyli z Legii. W dodatku Aleksandar Vuković, który podpisał w tygodniu roczną umowę z warszawskim klubem i przestał być trenerem tymczasowym, a zaczął być pełnoprawnym szkoleniowcem, otwarcie mówi, że chciałby widzieć Jodłowca z powrotem w Warszawie.

I gdy wydawało się, że historia już się napisała, scenarzysta przypomniał sobie, że nie do końca jednak wykorzystał dramaturgię tego pierwszego rzutu karnego. W 93. minucie Sedlar znów więc popełnił wykroczenie w polu karnym i znów Przybył musiał wskazać na jedenastkę. I znów do piłki podszedł Jesus Imaz, ale tym razem postanowił uderzać w przeciwny róg niż te kilkaset sekund wcześniej. Ryzyko podjął jednak też Szmatuła. I 38-letni kapitan, odstawiony od składu, rezerwowy, obronił to uderzenie i utrzymał swój zespół w walce o mistrzostwo.

Tymczasem, jakby mało było dramaturgii, już po 180 sekundach spotkania w Warszawie, które rozpoczęło się pół godziny po końcu meczu w Gliwicach, mistrz i lider przegrywał już z niegrającą o nic Pogonią 0:1. Pięknie z rzutu wolnego uderzył Zvonimir Kożujl, a fatalnie w bramce zachował się Radosław Cierzniak, który może się obwiniać za tego gola. W drugiej połowie Legia rzuciła się do odrabiania strat, ale stać ją było tylko na bramkę wyrównującą. Legioniści nie potrafili przycisnąć Pogoni do muru i zepchnąć do obrony, mimo iż na strzelenie decydującego gola mieli ponad pół godziny. W środę Legia jedzie do Białegostoku, a zakończy sezon, podejmując Zagłębie.

GRUPA MISTRZOWSKA

  • Cracovia – Lech Poznań 1:0 (Siplak 6)
  • Piast Gliwice – Jagiellonia Białystok 2:1 (J. Valencia 45, Jodłowiec 90 – J. Imaz 89 z karnego)
  • Legia Warszawa – Pogoń Szczecin 1:1 (Nagy 55 – Kożujl 3)
  • Lechia Gdańsk – Zagłębie Lubin 1:1 (Mak 77 – Guldan 44)

GRUPA SPADKOWA:

  • Wisła Kraków – Korona Kielce 1:0 (Kolar 59 z karnego)
  • Miedź Legnica – Górnik Zabrze 0:1 (Bochniewicz 69)
  • Śląsk Wrocław – Wisła Płock 2:1 (Cholewiak 9, Robak 83 – Stevanović 27)
  • Arka – Zagłębie Sosnowiec 2:0 (Jankowski 85, Mygas 90 – samobójcza)
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA