fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

ŁKS Łódź. Odbudowany z gruzów

Dani Ramirez (z prawej) to wychowanek Realu i jeden z najlepszych piłkarzy ŁKS. Obok Maciej Wolski
reporter
Łódzki Klub Sportowy do ekstraklasy wraca silniejszy, lepiej zorganizowany i z pieniędzmi na nowy stadion.

Kiedy w 2012 roku ŁKS żegnał się z ekstraklasą, optymistów, którzy twierdzili, że szybko do niej wróci, znaleźć było trudno. Ledwie rok wcześniej w klubie objęli rządy młodzi ludzie, nazywający siebie nową generacją, ale brakowało pieniędzy, nadziei, pomysłów, nawet stadionu z prawdziwego zdarzenia.

3 maja 2012 roku na rozsypujący się obiekt przy al. Unii przyszło niespełna 3 tysiące kibiców, by obejrzeć spotkanie z GKS Bełchatów. Mimo że była to ostatnia okazja, by zobaczyć mecz ekstraklasy z udziałem ŁKS, a w całym kraju panowała piłkarska gorączka związana ze zbliżającym się Euro.

Komornik zlicytował herb

Kłopoty ciągnęły się od wielu lat. Już rok wcześniej komornik zlicytował historyczne logo – „przeplatankę" oraz flagę – bo ktoś pożyczył pieniądze pod zastaw klubowych symboli. Następnego sezonu w 1. lidze ŁKS już nie dokończył. Z powodu braku pieniędzy wycofał się po 22. kolejce i trzeba było się pogodzić z tym, że jeden z najbardziej zasłużonych polskich klubów będzie się bił z Czarnymi Rząśnia i Zawiszą Pajęczno w IV lidze.

ŁKS spadł na dno, ale zaczął się odradzać. – Teraz jest euforia, bo wracamy do ekstraklasy, ale początki są zawsze trudne. ŁKS – jak inne kluby z bogatą historią – mógł liczyć na to, że wiele osób się zaangażuje, i rąk do pracy nie brakowało. Jednak silna organizacja sama się nie stworzy, potrzeba metodycznej pracy. Zaufałem niektórym osobom i pozwoliłem im na wprowadzanie zmian. To wymagało cierpliwości i na szczęście się udało – mówi „Rzeczpospolitej" Tomasz Salski, prezes ŁKS.

Biznesmeni na ratunek

Kto się podjął ratowania zasłużonego klubu? – W większości byli to średniej wielkości łódzcy biznesmeni. Każdy pomagał, jak mógł. Wykupywali reklamy za 2 tysiące złotych w miesiącu, ale było ich dziesięciu albo nawet więcej. Ktoś przyniósł piłki, inny dał pieniądze na sprzęt. Wyjazdy nie były prostą sprawą, bo trzeba było zapłacić za autokar, wynagrodzenie kierowcy i benzynę. Już wtedy przy klubie byli Tomasz Salski i Łukasz Bielawski, którzy szukali jak największej liczby firm – wspomina Jacek Bogusiak, kibic ŁKS i autor książek o historii klubu.

Przyszli nowi ludzie, ale zostało też kilku doświadczonych pracowników, m.in. Jacek Żałoba, który był kierownikiem drużyny jeszcze w czasach gry ŁKS w europejskich pucharach – potrzeba było kogoś doświadczonego, kto wiedziałby, jak sobie poradzić z logistyką, transportem, hotelami, cateringiem, kontaktami z rywalami. Ale przede wszystkim trzeba było skompletować zespół.

Zawodników szukał Wiesław Pokrywa, który przeczesywał region łódzki. Niektórzy piłkarze musieli łączyć granie z pracą zawodową. Dziś, gdy klub wraca na szczyt, za transfery odpowiada dyrektor sportowy Krzysztof Przytuła. Każdy zawodnik jest obserwowany przynajmniej przez pół roku, a prezes Salski i tak jest zdania, że to zbyt krótko. Chciałby zbierać informacje przed transferem nawet przez rok. Współpraca z Przytułą układa się tak dobrze, że klub związał się z dyrektorem pięcioletnim kontraktem.

Jeszcze kilka lat temu ŁKS nie miał stadionu. Stary obiekt został rozebrany, nowy nie mógł powstać, a boiska wokół, na których wychowywały się pokolenia piłkarzy, zostały zamienione na parkingi przy Atlas Arenie Łódź. Były problemy ze znalezieniem miejsca do treningu dla pierwszej drużyny, nie wspominając o juniorach czy trampkarzach. Raz piłkarze ćwiczyli na boisku Energetyka, kiedy indziej na Kolejarzu albo w łódzkim Parku na Zdrowiu.

Będą trzy nowe trybuny

W końcu powstał zalążek obiektu, czyli boisko z jedną trybuną. – Przechodziliśmy ze stadionu, który był po części rozbierany, na nowy obiekt. Dzisiaj mechanizmy działania, umowy z operatorem są wypracowane. Chociaż mamy tylko jedną trybunę, to nasze loże SkyBox są na bardzo wysokim poziomie. O sprzedaż biletów się nie martwię. Trybuna ma 5 tysięcy miejsc, a w 1. lidze mieliśmy najwyższą frekwencję. Bilety na Chojniczankę rozeszły się w dwie godziny, a chętnych było wielokrotnie więcej. Sam odebrałem kilka telefonów z pytaniami, dostałem wiele e-maili. Widać, że w Łodzi jest głód piłki – mówi „Rzeczpospolitej" prezes Salski.

Zanosi się jednak na to, że kłopoty niebawem się skończą. Radni podjęli uchwałę o przeznaczeniu 129 milionów złotych na rozbudowę obiektu przy al. Unii. Mają powstać trzy dodatkowe trybuny. Budowa ma się zacząć niedługo. Wykonawcą będzie ta sama firma, która stawiała pierwszą trybunę, więc zna teren, ma dokumentację, a nawet inżynierowie mają pracować ci sami – powinno pójść szybko.

Prezes Salski nie martwi się o finanse. ŁKS podpisał nowe umowy sponsorskie, dostanie dofinansowanie od miasta, do tego dojdą środki z praw telewizyjnych. – Jesteśmy biznesmenami i nie obiecujemy więcej, niż możemy zapłacić. Klub powinien działać jak firma. Wiemy, jakie będą wydatki, znamy wpływy. Ze spokojem planujemy przygotowania. Mamy rozpisany cykl sparingów, obóz, badania – mówi „Rzeczpospolitej" prezes Salski.

Ośrodek z prawdziwego zdarzenia

Awans do ekstraklasy wywalczył Kazimierz Moskal, który objął zespół przed startem poprzedniego sezonu. Poprzednie trzy awanse wywalczył Wojciech Robaszek, ale prezes przyznaje, że decyzję o zmianie podjął dużo wcześniej. Potrzebował szkoleniowca, który swoją wiedzą i doświadczeniem wesprze młodych trenerów pracujących w akademii. Bo wreszcie ŁKS ma też ośrodek z prawdziwego zdarzenia.

Przy ulicy Minerskiej są cztery pełnowymiarowe boiska oraz płyta do treningów dla bramkarzy. Trwają prace przy budowie hotelu i restauracji. Ośrodek ma na siebie zarabiać i przede wszystkim szkolić świetnych piłkarzy, z czego ŁKS przez lata słynął (jest w czołówce wszech czasów, jeśli chodzi o wychowanków, którzy trafili do reprezentacji). Dużym atutem akademii jest to, że w pobliżu znajduje się szkoła. Młodzi piłkarze mogą się uczyć i ćwiczyć w jednym miejscu.

Prezes Salski chciałby, żeby w drużynie grało jak najwięcej ludzi związanych z Łodzią i regionem. Tu się mają wychowywać i stąd ruszać w świat już jako piłkarze ekstraklasy.

Na co ŁKS liczy w nadchodzącym sezonie? W klubie podkreślają, że od rozpoczęcia przygotowań (10 czerwca) będą się skupiać na jak najlepszej pracy, potem na najbliższym meczu, a po jego zakończeniu na każdym kolejnym. Tak robili do tej pory i okazało się, że to dobra taktyka.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA