fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Piast, czyli historia spięta klamrą

Janusz Gol (Cracovia Kraków) i Joel Valencia (Piast Gliwice)
Shutterstock
Pierwszy w historii tytuł dla Piasta Gliwice stał się faktem. Klub prowadzony przez Waldemara Fornalika (dla którego po wicemistrzostwie i brązowym medalu z Ruchem Chorzów to także premierowe złoto) jest pierwszym nowym mistrzem Polski od 1991 roku i Zagłębia Lubin.

To także pierwszy od trzech dekad tytuł dla Górnego Śląska. W 1989 roku mistrzostwo zdobył Ruch Chorzów, a Fornalik miał wówczas pewne miejsce w składzie tamtego zespołu. Historia spięta klamrą.

Patrząc na radość w Gliwicach można było odnieść wrażenie, że piłkarze i kibice nie wiedzą do końca jak się zachować. Gdzieś tam w telewizji wcześniej widzieli wręczanie pucharów i wieszanie medali na szyjach, ale dla większości z nich było to pierwsze trofeum w życiu. Widać to było także po trybunach, na których pod koniec meczu słychać było przyśpiewkę kibiców Legii Warszawa, w której tylko nazwa klubu została zamieniona na Piasta. Owszem radość oczywiście była, ale ewidentnie do piłkarzy to wciąż nie docierało.

Szczepłek: Waldek znowu King

Piast Gliwice - nowa śląska jakość


 Jeszcze nie tak dawno temu Piast przecież tułał się po niższych ligach. W 1997 roku reaktywowano zamkniętą wiele lat wcześniej sekcję piłkarską seniorów. reaktywowano od najbliższej klasy rozgrywkowej – siódmego poziomu – czyli zabrzańskiej B-klasy. Dziś Gliwice świętują tytuł.
 
Zanim jednak doszło do świętowania mistrzostwa, Piast musiał rozegrać mecz z Lechem Poznań. Bardzo niewygodny mecz, bo poprzedzony kilkudniową dyskusją o ty, czy Lech się podłoży, czy będzie jednak grał na serio, a może wystawi juniorów. Porażki bowiem mieli domagać się kibice Lecha, którzy chcieli zminimalizować szansę na mistrzostwo znienawidzonej przez nich Legii.

Od początku więc wszyscy obserwatorzy dokładnie analizowali skład drużyny Dariusza Żurawia, a następnie pod lupę brali niemal każde zagranie zawodników gości. Czy w kopnięcie włożył wystarczająco dużo serca, czy na pewno się postarał, czy mógł zagrać lepiej.

Gdy już gremialnie stwierdzono, że jest ok, że Lech przeważa, zawodnicy Piasta są ewidentnie zdenerwowani i nie układa im się mecz, natomiast goście grają na luzie i definitywnie na poważnie, przyszła 27 minuta: Do bezpańskiej piłki na 30 metrze od pola karnego wyszedł rozgrywający swój ostatni mecz w Lechu bramkarz Matus Putnocky, Naprzeciwko niego biegł Rafał Janicki, ale Słowak krzyknął „moja”. Po czym nie trafił w piłkę, przejął ją Piotr Parzyszek i skierował do pustej siatki.

Użytkownicy mediów społecznościach natychmiast się podzielili niemal równo po połowie. Na tych grzmiących o sprzedanym meczu i korupcji i na tych, którzy mówili, że sytuacja była zbyt absurdalna i zbyt kuriozalna, by mogła zostać wyreżyserowana.

Wszystkie te rozmowy miałyby jednak sens, wyłącznie wówczas gdyby Legia swój mecz wygrała. Tymczasem walcząca o czwarte mistrzostwo z rzędu drużyna Aleksandara Vukovicia zremisowała u siebie z Zagłębiem Lubin 2:2, a punkt uratowała w ostatnich sekundach. Legia, która chciała mistrzostwa, w ostatnich czterech meczach – decydujących meczach – zdobyła dwa punkty. Fakt iż z takim marnym dorobkiem została wicemistrzem zakrawa na cud.

W Legii szykuje się wielka czystka. Tyle się mówiło i pisało o straconym sezonie Lecha i fakcie, że aż 10 zawodników pożegna się z Poznaniem. Tymczasem w Warszawie szykuje się  podobnych rozmiarów rewolucja. Dariusz Mioduski zapewnia, że brak tytułu nie wpłynie jakoś specjalnie na finanse Legii, ale pytanie czy jednak nie jest w tej kwestii zbytnim optymistą.

Ostatnie miejsce dające prawo gry w eliminacjach europejskich pucharów zajęła Cracovia, mimo iż przegrała u siebie wysoko z Pogonią 0:3. 

Piast Gliwice - nowa śląska jakość

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA