fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Patchwork Jerzego Brzęczka

PGE Narodowy/ Andrzej Hulimka
We wtorkowym meczu z Portugalią nie zagra Robert Lewandowski. Ostatni raz w meczu o punkty zabrakło go pięć lat temu.

To ostatni tegoroczny występ reprezentacji Polski. Trudno się spodziewać, że ta historia będzie miała happy end. Do meczu z Portugalią drużyna Jerzego Brzęczka przystąpi rozbita i osłabiona.

Przede wszystkim zabraknie Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji i najlepszy strzelec w jej historii jeszcze przed spotkaniem towarzyskim z Czechami (0:1 w Gdańsku) narzekał na ból w kolanie. Nie wiedzieć dlaczego zadecydowano jednak, że wystąpi w sparingu, zamiast oszczędzać go na spotkanie o punkty, które decydować będzie o miejscu biało-czerwonych w pierwszym koszyku przed grudniowym losowaniem eliminacji Euro.

Napastnik Bayernu nie strzelił gola w kadrze od 642 minut – 21 minut brakuje mu do wyrównania swojej najgorszej serii w reprezentacji. Jak ma jednak zdobywać gole, skoro w taktyce Brzęczka nie dostaje podań w polu karnym?

W meczu z Czechami sześć razy dotykał piłki na polu karnym rywala, co jest wynikiem przyzwoitym, ale dwa razy było to na skraju szesnastki i jedyne, co w tych sytuacjach mógł zrobić, to podać. Innym razem dośrodkowanie było tak złe, że fakt, iż Lewandowski dotknął tej piłki, tylko zaciemnia obraz i jest wodą na młyn dla tych, którzy twierdzą, że statystki ostatnimi czasy zbyt wiele znaczą w futbolu.

Sześć razy to i tak najlepszy wynik za kadencji Brzęczka – w meczu z Włochami w Chorzowie Lewandowski tylko raz miał piłkę w polu karnym rywala, a kilka dni wcześniej w spotkaniu z Portugalią ani razu! Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, że w pierwszym meczu Brzęczka (z Włochami w Bolonii) cztery razy dotykał piłki w szesnastce przeciwników i zaliczył asystę przy trafieniu Piotra Zielińskiego. Dla porównania – w meczu Bayernu z AEK w Lidze Mistrzów Lewandowski 12 razy dotykał piłki w polu karnym.

W Guimaraes reprezentacja będzie musiała poradzić sobie bez niego. W meczu o stawkę – choć od początku w PZPN panuje przyzwolenie na potraktowanie LN swobodniej, stawka jest całkiem realna – ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 2013 roku. Selekcjonerem był wówczas Waldemar Fornalik, ale rywal nie był wymagający i Polska pokonała San Marino 5:1 (w ataku zagrał Paweł Brożek, a zmienił go Marcin Robak).

Podczas kariery reprezentacyjnej Lewandowski opuścił jeszcze tylko jeden mecz o punkty – we wrześniu 2009 roku ze Słowenią (1:1) za kadencji Leo Beenhakkera. To był pierwszy raz, gdy napastnik, jeszcze wówczas Lecha, przyjechał na zgrupowanie reprezentacji. Przyglądał się z ławki starszym kolegom, a cztery dni później holenderski selekcjoner dał mu rozegrać pierwsze spotkanie w kadrze. Lewandowski odpłacił za zaufanie, zdobywając gola.

Do Portugalii nie pojechał też Artur Jędrzejczyk. Jeśli dobrze przystawić ucho, można usłyszeć, że meczem z Czechami ostatecznie zamknął sobie drzwi do reprezentacji Marcin Kamiński, do którego sztab szkoleniowy Brzęczka miał mnóstwo pretensji. Prawdopodobnie w podstawowym składzie wyjdzie więc na boisko Thiago Cionek – ten, który jeszcze kilkanaście dni temu był uznawany za zbyt słabego, aby dostać powołanie, i został zaproszony dopiero po kontuzji Kamila Glika.

Taka oto patchworkowa kadra pożegna się z kibicami aż do marca. Wcześniej okaże się, z którego koszyka zostaniemy rozlosowani do eliminacji Euro 2020, i poznamy rywali.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA