fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Hańba w Gijon, 12:1 i końcówka meczu Polska-Japonia

AFP
Kiedy w 74 minucie meczu Senegal-Kolumbia Yerry Mina strzelił gola dla Kolumbijczyków, w rozgrywanym równolegle meczu Japonia-Polska, mimo prowadzenia Polaków 1:0, Japończycy przestali atakować i przez ostatnie kilkanaście minut podawali do siebie piłkę niemal na stojąco, niezbyt agresywnie atakowani przez Polaków. Powód? Przy takim układzie wyników Japończycy zapewniali sobie, dzięki mniejszej liczbie żółtych kartek obejrzanych w turnieju, awans do dalszej fazy rozgrywek.

Zachowanie Japończyków i Polaków, którzy nie kwapili się do zaatakowania bramki Eiji Kawashimy nie spodobało się kibicom zasiadającym na trybunach stadionu w Wołgogradzie. Ostatnie minuty meczu rozgrywane były przy akompaniamencie gwizdów - a trener Adam Nawałka nie był w stanie wpuścić na murawę Jakuba Błaszczykowskiego, ponieważ piłka, którą Japończycy podawali sobie w okolicach środka boiska, nie opuszczała pola gry.

Czytaj więcej:

Na koniec komedia

W przeszłości na wielkich imprezach piłkarskich (a także w eliminacjach do nich) zdarzały się już mecze, w których konkretny wynik satysfakcjonował obie strony (lub jedną ze stron), co z kolei doprowadzało do niestandardowych zachowań lub budzącego pytania o postawę fair-play osiągania dokładnie takich wyników, jakie w danym momencie były potrzebne grającym w meczu drużynom lub jednej z drużyn.

Najsłynniejszym takim spotkaniem był bodaj mecz RFN-Austria rozgrywany w ramach mundialu z 1982 roku. RFN do awansu do dalszej fazy gier potrzebowało zwycięstwa, ale aby wynik ten nie oznaczał wyeliminowania Austriaków Niemcy nie mogli wygrać więcej niż dwiema bramkami. A wszystko przez sensacyjną postawę Algierii, która w pierwszym meczu grupowym wygrała z RFN 1:2, a potem jeszcze pokonała 3:2 Chile (Austriakom Algierczycy ulegli 0:2). W efekcie przed ostatnim meczem (rozgrywanym dzień po meczu Algierczyków z Chile), w którym RFN mierzyli się z Austrią, Algierczycy i Austriacy zajmowali miejsca premiowane awansem. Gdyby Niemcy nie wygrali - wróciliby do domu.

Mecz RFN z Austrią zyskał sobie miano "Hańby w Gijon".

O ile w meczu Polska-Japonia gra skończyła się dopiero na 15 minut przed końcem meczu, to w rozgrywanym w Gijon pojedynku RFN i Austrii obie drużyny przestały grać w... 10 minucie, gdy gola dla Niemców zdobył Horst Hrubesch. Komentator austriacki komentujący ten mecz, Robert Seeger, w ramach protestu zamilkł na 30 minut przed jego zakończeniem i nie odezwał się aż do końcowego gwizdka. Komentator niemiecki, Eberhard Stanjek, oburzał się na haniebne zachowanie piłkarzy. Zgromadzeni na trybunach hiszpańscy kibice gwizdali, ale piłkarze nic sobie z tego nie robili. Ostatecznie Niemcy i Austriacy awansowali do dalszej fazy gier, a RFN zdobyło nawet wówczas tytuł wicemistrza świata.

O "mecz przyjaźni" oskarżono też w czasie Euro 2004 Duńczyków i Szwedów. Obie te drużyny znajdowały się w grupie m.in. z Włochami i przed ostatnią serią gier sytuacja ułożyła się tak, że remis 2:2 lub wyższy w meczu Danii i Szwecji premiował awansem obie drużyny pozbawiając szans na awans Włochów. I mecz zakończył się remisem 2:2 - przy czym Szwecja strzeliła wyrównującego gola w 89. minucie.

Wątpliwości co do sportowej postawy obu drużyn wzbudził też mecz eliminacji Euro 1984 w którym Hiszpania mierzyła się z Maltą. W grupie 7 eliminacji Hiszpanie ostro rywalizowali o awans na Euro z Holendrami - i przed ich meczem z Maltą wydawało się, że będą musieli obejść się smakiem. Aby awansować Hiszpanie musieli bowiem nie tylko wygrać z Maltą - ale dodatkowo wygrać z nią stosunkiem 11 goli. Wydawało się to kompletnie nieosiągalne - zwłaszcza że po 24 minutach meczu było 1:1. Potem jednak rozpoczęła się kanonada Hiszpanów, którzy ostatecznie pokonali Maltę 12:1 - tylko w drugich 45 minutach strzelając 9 goli. W uczciwość osiągnięcia takiego wyniku wątpili m.in. dziennikarze niemieckiego "Bilda" oraz szwajcarskiego "La Suisse". Rząd Malty wszczął śledztwo mające wyjaśnić, czy piłkarze angażowali się wystarczająco w grę, a maltańska prasa zastanawiała się, czy kraj nie powinien wycofać swojej reprezentacji z międzynarodowych rozgrywek.

Co ciekawe Hiszpanów i Maltańczyków o nieczysta grę nie oskarżyli wówczas Holendrzy, których ów wynik eliminował z udziału w Euro 1984.

Hiszpania była potem jedną z rewelacji Euro - dotarła aż do finału, w którym uległa jednak Francji prowadzonej do mistrzostwa kontynentu przez Michela Platiniego.

Zdecydowanie najdziwniejszy przebieg miał jednak mecz rozgrywany w 1998 roku w ramach tzw. Pucharu Tygrysa (brało w nim udział 8 reprezentacji krajów Azji). W meczu kończącym rozgrywki w grupie A Tajlandia mierzyła się z Indonezją. Zwycięstwo oznaczało wygranie grupy - co z kolei oznaczało grę w półfinale turnieju z Wietnamem, a nie z - uznawanym za znacznie słabszą drużynę - Singapurem. Do 90 minuty utrzymywał się wynik 2:2 dający zwycięstwo w grupie Indonezji - wtedy jednak zawodnicy Indonezji zaczęli podawać piłkę do tyłu, a ostatni z nich posłał piłkę do siatki obok przypatrującego się temu bramkarza. W ostatniej fazie tej "akcji" bramki Indonezji próbował nawet bronić... napastnik Tajlandii.

Co ciekawe ten "taktyczny samobój" nie przyniósł Indonezji sukcesu - lekceważony Singapur, jak się okazało, wygrał cały turniej.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA