Piłka nożna

Wschodzący Białystok. Jagiellonia drugi raz wicemistrzem Polski

Łukasz Burliga
Fotorzepa/ Grzegorz Rutkowski
Przed rokiem tylko kilka minut dzieliło Jagiellonię od mistrzostwa. W ostatniej kolejce Legia niespodziewanie zremisowała w Warszawie z Lechią 0:0, ale była w miarę spokojna, bo do przerwy w Białymstoku Lech prowadził z Jagą 2:0. Taka sytuacja dawała pierwsze miejsce Legii. Jednak w końcówce Jagiellonia strzeliła dwie bramki i parła nadal do przodu.

Mecz w stolicy się skończył, a po przerwach w Białymstoku jeszcze trwał. To było kilka najbardziej denerwujących minut dla obydwu drużyn. Legia mogła tylko czekać i kibicować... Lechowi, w obronie remisu. Jeden gol więcej dla Jagiellonii dałby jej tytuł mistrzowski.

Tak się jednak nie stało. Wicemistrzostwo i tak było największym osiągnięciem Jagiellonii w historii jej występów w ekstraklasie. Wiadomo było, że twórca sukcesu Michał Probierz odejdzie z klubu. I jakby tego było mało, miasto opuścił też jeden z najlepszych rozgrywających ligi, estoński pomocnik Konstantin Wasiljew, a zaraz po nim defensywny pomocnik Jacek Góralski.

Na starcie nowego sezonu dość powszechne było przekonanie, że Probierz wycisnął z Jagiellonii wszystko, co się dało, taki sezon zdarza się raz na kilka lat, a po nim klub skazany jest na ligową przeciętność. Tak się jednak nie stało i Białystok ma drugi tytuł wicemistrzowski.

Kto mógłby pracować po Probierzu w klubie, zatrudniającym w przeszłości m.in. Wojciecha Łazarka czy Adama Nawałkę? Szanse mieli: Franciszek Smuda, Jerzy Brzęczek, Waldemar Fornalik i Maciej Bartoszek, uznany niespodziewanie za najlepszego trenera sezonu za wyniki Korony. Wybrano kogoś zupełnie innego: Ireneusza Mamrota.

Trener z drugiego rzędu

W trzech pierwszych meczach sezonu Jagiellonia odniosła trzy zwycięstwa i marzenia wróciły. Wtedy zaczęto też bliżej interesować się trenerem, który debiutował w klubie ekstraklasy dość późno, bo w wieku 46 lat.

– Kiedy zadzwonił do mnie prezes Cezary Kulesza, byłem w szoku – mówi „Rz” Ireneusz Mamrot. – Tydzień wcześniej podpisałem nowy kontrakt z Chrobrym. Pracowałem w Głogowie od siedmiu sezonów, blisko mojej rodzinnej Trzebnicy, było mi tam bardzo dobrze. Ale propozycja z Jagiellonii była wyjątkowo kusząca. Z punktu widzenia trenera to najlepsze miejsce pracy w Polsce, obok Legii i Lecha. Nie zastanawiałem się długo, tym bardziej że już raz popełniłem błąd. Jako zawodnik trzecioligowej Pogoni Oleśnica dostałem ofertę z Sokoła Pniewy. Wtedy trochę się przestraszyłem, nie bardzo wiedziałem, co mnie tam czeka, i w ten sposób straciłem szansę gry na poziomie ekstraklasy. Minęły lata, nabrałem doświadczeń i wiem jedno: nie mogę się bać.

Ireneuszem Mamrotem zaczęto się interesować w Białymstoku od czasu meczu o Puchar Polski z Chrobrym we wrześniu 2014 roku. W Głogowie Jagiellonia wygrała 3:1, ale widocznie trener Chrobrego czymś zapisał się w pamięci. Od tej pory Mamrot i młodszy od niego o niecałe dwa lata Probierz wielokrotnie rozmawiali ze sobą telefonicznie. Chrobry i Jagiellonia rozegrały sparing w Grodzisku Wielkopolskim, a przed meczem ligowym w Lubinie Jaga trenowała na obiektach Chrobrego w Głogowie.

– Nim rozpoczęły się rozgrywki, prezes Kulesza zorganizował spotkanie z kibicami, na którym przedstawił mnie, witając na pokładzie jako nowego członka Jagiellonii i prosząc o wsparcie dla mnie. Usłyszałem tylko, że można wygrać lub przegrać, ale kibice nie wybaczą jednego: braku zaangażowania. No i chyba tego nie mogą nam zarzucić. Nasze stosunki z kibicami są bardzo dobre – powiedział trener.

Jaga gra do końca

To zaangażowanie widać było w wielu meczach, w których Jagiellonia zdobywała bramki w ostatnich sekundach meczów. Mamrot nie tylko dobrze przygotował i prowadził zespół, ale miał również potrzebne w tym zawodzie szczęście. W aż siedmiu meczach gole zdobywane przez Jagiellonię między 87. a 90. minutą gry przynosiły jej zwycięstwa lub remisy. Nawet kiedy prowadziła, walczyła o kolejne bramki. Tak było w spotkaniach w Kielcach (Arvydas Novikovas na 3:0 w 90. min) i Warszawie (Karol Świderski na 2:0 w 87. min).

Najbardziej szalony pod tym względem mecz odbył się w 28. kolejce. Arka od 64. minuty prowadziła w Białymstoku 2:1 i wydawało się, że panuje nad sytuacją. Ale w końcówce myślała już tylko o utrzymaniu wyniku. W efekcie straciła dwa gole, zdobyte przez Łukasza Burligę i Jakuba Wójcickiego w doliczonym czasie. Jagiellonia wygrała 3:2, pokazując wszystkim, że nie zamierza być biernym obserwatorem starcia gigantów z Warszawy i Poznania.

Jej aspiracje były uzasadnione. Dwa mecze z Legią w tym sezonie wygrała, jeden zremisowała. Żadna inna polska drużyna nie zdominowała Legii na Łazienkowskiej tak, jak Jagiellonia w lutym, wygrywając 2:0. Wcześniej równie komfortowo czuła się tu tylko Borussia Dortmund.

– Wiedzieliśmy, jak gra Legia – mówi Ireneusz Mamrot. – Wyszliśmy nastawieni na grę ofensywną, a tego nie lubi żaden przeciwnik, bo trudno mu nawet rozpocząć akcję na swojej połowie.

Skromność w cenie

Po tym meczu w loży prezesa Legii Dariusza Mioduskiego prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski i wiceprezydent Rafał Rudnicki oraz prezes Cezary Kulesza zachowywali się skromnie, jakby nie byli zwycięzcami.

 – Dlaczego się panowie nie cieszycie? Kiedy jesienią wygrywała tu Wisła, to prezydent Płocka tańczył – zauważył Dariusz Szpakowski. – Eee, chyba nie wypada – usłyszał w odpowiedzi.

Takie podejście ma też wpływ na wyniki. – W Białymstoku jest mniejsza presja niż w Warszawie czy Poznaniu. Ludzie mają oczywiście swoje ambicje, ale są skromni. Być może to nam pomogło, kiedy graliśmy ostatnio na Bułgarskiej. W marcu przegraliśmy tam z Lechem 1:5, a w maju pokonaliśmy go 2:0 – uważa Ireneusz Mamrot.

Dobry interes

Źródłem sukcesów Jagiellonii jest też stabilizacja materialna. Klub znajduje się w rękach kilku biznesmenów z Podlasia, robiących interesy w całej Polsce i za granicą. To przede wszystkim Wojciech Strzałkowski, Piotr Strzałkowski, Artur Laskowski, Jarosław Łukaszewicz, Wiesław Wołoszyn, Dariusz Kowalczyk, Józef Kosiorek, Wojciech Wasilewski, Adrian Kulesza. Ich firmy: MTC Plus, ASDEX, Fargotex i inne mają siedziby w Białymstoku. Zarabiają między innymi na hotelach, których są właścicielami, handlu sprzętem sportowym, tkaninami obiciowymi, mediach czy muzyce disco polo. Już do klubu nie dokładają. Jagiellonia ma 36 tzw. sponsorów premium. Są to w większości firmy związane z Podlasiem. Miasto pomaga niebezpośrednio, ale jest partnerem strategicznym i promuje się poprzez klub. Piłkarze Jagiellonii noszą na koszulkach hasło „Wschodzący Białystok”.

Główny udziałowiec Cezary Kulesza jest jednym z dwóch prezesów klubu ekstraklasy, który wcześniej był piłkarzem na tym poziomie rozgrywek (drugi to Krzysztof Zając w Koronie Kielce). On się na tym zna. Jego kompetencje mają znaczenie przy transferach. Umie tanio kupić i drogo sprzedać, robiąc to tak, aby nie osłabiać drużyny. A inaczej się nie da, bo transfery to jedno z podstawowych źródeł finansowania klubu.

Litwin Fedor Cernych, jeden z podstawowych zawodników Jagi, został sprzedany w styczniu do Dinama Moskwa, na czym klub zarobił ponad milion złotych. To był dobry interes, bo cztery miesiące później, po wygaśnięciu kontraktu, Litwin mógłby odejść za darmo. Za Irlandczyka Cylliana Sheridana zapłacono ok. 800 tys. złotych, a jego wartość w Białymstoku wzrosła. Kiedy jesienią za darmo sprowadzano do Jagiellonii ze Śląska 37-letniego Mariusza Pawełka, niektórzy się zastanawiali, po co taki bramkarz klubowi z aspiracjami. A Pawełek w wielu sytuacjach bronił jak w swoich najlepszych czasach w Wiśle Kraków czy Polonii Warszawa.

Jagiellonia ma nosa do piłkarzy. Odejście Wasiljewa, Cernycha czy latem Jacka Góralskiego (do mistrza Bułgarii Ludogorca Razgrad, za 3,5 mln złotych) nie wpłynęło niekorzystnie na grę. Ponad rok temu Jaga sprowadziła z VfL Bochum (za około milion złotych) reprezentanta Litwy Arvydasa Novikovasa, który znalazł się w trójce najlepszych pomocników ekstraklasy, nominowanych przez kapitułę NC+ i ESA SA.

Zasada muszkieterów

– My jesteśmy drużyną, o czym przekonuję się co tydzień – mówi trener Mamrot. – Jesienią podczas meczu z Zagłębiem przygotowywałem w końcówce zmianę Przemka Frankowskiego na Cilliana Sheridana. Ale Frankowski strzelił bramkę na 3:1, więc Sheridan podbiegł do mnie z pytaniem: panie trenerze, wchodzę, czy zmieniamy taktykę? On nie myślał o sobie, tylko o drużynie. Czasami mógłby się zdenerwować, kiedy zostawiam go na ławce, a on nie. Maska. Wychodzi na boisko i robi swoje – opowiada Mamrot.

Trener też taki jest. Cichy, spokojny, nie szaleje przy ławce, nie dyskutuje z sędziami. Charakterologiczne przeciwieństwo Michała Probierza. A Jagiellonia wciąż gra o najwyższe cele.

W szerokiej kadrze Polski na mistrzostwa świata w Rosji znalazło się aż pięciu piłkarzy, którzy grali lub grają w Jagiellonii: Thiago Cionek, Przemysław Frankowski, Jacek Góralski, Kamil Grosicki i Michał Pazdan. Taras Romanczuk był blisko. Jagiellonia już opuściła peryferie polskiego futbolu.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL