fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Ekstraklasa: Mistrz liderem. Przetasowania na szczycie tabeli

PAP/ Bartłomiej Zborowski
Legia bezdyskusyjnie pokonała Lecha 2:0, a jako że Jagiellonia została w Gdańsku zdeklasowana aż 0:4, to obrońcy tytułu z Warszawy po raz pierwszy w tym sezonie zostali trzy kolejki przed końcem nowym liderem.

Goście z Poznania wyglądali – szczególnie w pierwszej połowie – na przestraszonych i jakby mecz ten przegrali w głowach jeszcze zanim wyszli na murawę. Nenad Bjleica, który zbierał tyle pochwał od kibiców i ekspertów, powtórzył ustawienie z niedawnego meczu, który Lech przegrał tracąc gola w doliczonym czasie gry. Wtedy eksperyment z zostawieniem Marcina Robaka na ławce rezerwowych i wystawieniem w jego miejsce Dawida Kownackiego się nie udał. Młodszy z napastników był bezradny  w starciach z reprezentantem Michałem Pazdanem, a fizycznie nie miał szans z rosłym i dobrze zbudowanym Maciejem Dąbrowskim. Chorwacki szkoleniowiec jednak nie wyciągnął żadnych wniosków i znów przez ponad pół meczu kibice Lecha z niedowierzaniem kręcili głową ilekroć Kownacki odbijał się od Pazdana albo Dąbrowskiego.

Ale to i tak było niczym w porównaniu jak zawodnicy Lecha odbijali się od Vadisa Odjidji Ofoe. Belg wyglądał jak chłopak ze starszej klasy, który wyszedł na podwórko pograć z młodszymi kolegami. Nie chodzi nawet o pięknego gola, którego strzelił w siódmej minucie po długim i bardzo dokładnym podaniu Dąbrowskiego. Odjidja Ofoe po prostu przerastał o klasę wszystkich pozostałych uczestników meczu w Warszawie. Łatwość z jaką wprowadzał piłkę do ataku, spokój z jakim mijał rywali, to ile widział i jak dobrze podawał, powodowało, że fani z Warszawy ze spokojem mogli oglądać to spotkanie.

Kwintesencją jego postawy w tym meczu była akcja z 76. minuty. Ofoe tak zakręcił w głowie Janowi Bednarkowi, że młody stoper Lecha wywrócił się niemal uderzając twarzą w murawę, i zostawił tyle miejsca belgijskiemu pomocnikowi, że ten pobiegł na bramkę Matusa Putnockiego, ale tuż przed polem karnym został sfaulowany przez Abdula Aziza Tetteha. Za co sędzia Daniel Stefański pokazał mu żółtą kartkę.

- Legia miała jednego zawodnika, który nie pasuje do tej ligi, mówię o Odjidji-Ofoe. Perfekcyjny technicznie, bardzo szybki, nie wiedzieliśmy jak przeciwko niemu grać, to był zdecydowanie najlepszy zawodnik tego meczu – przyznawał z rozbrajającą szczerością Bjelica.

Bramkę na 2:0 zdobył wracający po wyleczeniu urazu Michał Kucharczyk – człowiek, który wiecznie musi dowodzić, że nie jest za słaby na Legię i którego wiecznie na siłę z klubu się wypycha. Kucharczyk dostał podanie od Tomasza Jodłowca, Władymir Kostewycz nie nadążył z założeniem pułapki ofsajdowej i Kucharczyk znalazł się sam przed Putnockim. Przerzucił nad nim delikatnie piłkę, minął bramkarza i głową skierował piłkę do siatki. Gol jak z podwórka.

- Zagraliśmy dobry mecz i wygraliśmy zasłużenie. Od początku narzuciliśmy swój styl, graliśmy tak jak zakładaliśmy sobie na odprawie taktycznej. Wyrachowanie z przodu i z tyłu – mówił po spotkaniu trener Jacek Magiera. – Teraz najważniejsze dla nas by zachować koncentrację. Pierwszy raz w tym sezonie zostaliśmy liderem ekstraklasy i już od jutra będziemy się koncentrować na kolejnych spotkaniach.

W Gdańsku Jagiellonia wysoko przegrała, mimo iż w pierwszym kwadransie to goście dominowali. Podopieczni Michała Probierza stworzyli sobie trzy doskonałe okazje do zdobycia gola, ale żadnej nie wykorzystali. I gdy tylko nieco spuścili z tonu posypały się na nich kolejne nieszczęścia. Najpierw w polu karnym faulował Ziggy Gordon Sławomira Peszkę, a osiem minut później Guti powalił Jakuba Wawrzyniaka. Oba rzuty karne wykorzystał Marco Paixao.

Można się było spodziewać, że reakcja trenera Probierza będzie wybuchowa, szkoleniowiec Jagiellonii od lat toczy swoją małą prywatną wojnę z sędziami. O ile pierwszy rzut karny był ewidentny, tak do drugiego można było mieć wątpliwości. Kamery telewizyjne pokazały jak wściekły Probierz krzyczy na Tomasza Musiała. W przerwie ponoć próbował też skonfrontować się z trenerem Lechii Piotrem Nowakiem, ale został oddzielony przez ochroniarzy.

Jagiellonia  w niedzielę podejmie u siebie nowego lidera – Legię. Z kolei Lech zagra u siebie z Lechią Gdańsk.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA