fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Stefan Szczepłek: Jacek Magiera, trener, który łączy

Fotorzepa/Waldemar Kompala
Trzecie miejsce Legii w grupie Ligi Mistrzów i związana z tym gwarancja gry w Lidze Europejskiej to nie jest awans. Liga ta w porównaniu z Ligą Mistrzów znajduje się bowiem o stopień niżej. Ale jest to niewątpliwy sukces, o jakim jeszcze latem żaden kibic Legii nie marzył.

Ten brak wiary wynikał przede wszystkim z faktu, że zatrudniony przez klub albański trener z Belgii w każdym kolejnym meczu przekonywał o swojej niekompetencji. Wybierając skład i taktykę, zachowywał się, jakby postawił u bukmacherów na porażkę Legii. Większego amatora na tym stanowisku w Legii nie pamiętam. Trzeba było dopiero blamażu z Borussią w Warszawie (0:6), żeby szefowie klubu zobaczyli to, o czym kibice i dziennikarze mówili od tygodni.

Nie wiem, czy Jacek Magiera był pierwszym wyborem władz, ale fakt, że Bogusław Leśnodorski zatrudnił trenera, którego wcześniej wyrzucił, coś o prezesie mówi. Mało tego, kiedy już Legia rozstała się z Magierą, to jeszcze prezes dzwonił do niego z prośbami o rozmaite rady. Za chwilę dowiemy się, że cała ta akcja była przemyślana i chodziło o to, żeby w zaprzyjaźnionym Zagłębiu Magiera nabierał doświadczenia jako pierwszy trener zespołu seniorów. Bo wcześniej czy później na Łazienkowską miał wrócić.

Wniosek o zwolnienie Magiery podpisał ówczesny dyrektor sportowy Jacek Mazurek. Nic mi nie wiadomo o jego dokonaniach trenerskich ani żadnych innych, wiem, że wybrany przez prezesa mówił zawsze jego głosem i wśród licznej grupy klubowych potakiwaczy wyróżniał się bezrefleksyjnością. Dziś jest dyrektorem akademii Legii.

To, że Magiera odmienił Legię, wszyscy wiedzą. Być może ważniejsze od sukcesu sportowego jest jednak to, że wprowadził nowe obyczaje. Magiera znany był jako kulturalny zawodnik, mający szacunek dla przeciwnika, kiedy grał, i rozumiejący każdego podopiecznego, kiedy już stał się trenerem. Jakub Rzeźniczak i Kamil Grosicki być może nie byliby tym, kim są, gdyby nie trafili na na Magierę.

Panowała opinia, że magister historii – niepijący, rzadko przeklinający, niedzwoniący do „Fryzjerów", nieubliżający zawodnikom, nieszalejący przy linii bocznej, niewymuszający na sędziach decyzji korzystnych dla Legii, niezabiegający o swój wizerunek w mediach, niepodlizujący się ultrasom – nie pasuje do tych czasów i kariery nie zrobi. Właśnie robi, i to w tempie do tej pory w polskiej piłce niewidzianym.

Dzieje się to w najbogatszym klubie, który, choć ze względu na możliwości, stuletnią tradycję i warszawski adres jest skazany na sukcesy, to zbyt często w wyniku niekompetencji ludzi te atuty trwoni. W klubie, gdzie grupka dobrze znanych, ale bezkarnych bandziorów uniemożliwiła normalnym kibicom obejrzenie meczu z Realem. Okazało się, że historyczny remis można było wywalczyć bez Żylety. Jacek Magiera jest hołubiony i przez nią, i przez tych, których pieniądze ratuje. Za swoją postawę jest też szanowany na innych stadionach. Trener piłkarski, który łączy? Może to początek normalności.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA