fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

W Warszawie wbrew scenariuszowi

PAP/Bartłomiej Zborowski
W hitowym meczu w Warszawie padł remis 1:1. Ale to Piast był bliższy wygranej. Legioniści modlą się już o urlopy.
Po ostatnim gwizdku sędziego to piłkarze Piasta padli sobie w objęcia i gratulowali sobie postawy na boisku. W końcu po raz pierwszy w historii swoich występów w ekstraklasie nie przegrali na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej i utrzymali przewagę pięciu punktów nad goniącą ich Legią. Prawda jednak jest taka, że bardziej uzasadnione byłyby wybuchy radości u legionistów. Piast nie tylko był zespołem lepszym, ale stworzył sobie więcej okazji do zwycięstwa.
 
Mecz w Warszawie nie przebiegał według tak dobrze znanego przy Łazienkowskiej scenariusza. Czyli że goście wychodząc z tunelu już niemal są pogodzeni z porażką, stają całą drużyną w okolicach własnego pola karnego i tylko modlą się o jak najniższy wymiar kary. Piast przyjechał do stolicy, jak na lidera tabeli przystało, grać w piłkę. W pierwszej połowie długimi momentami to Legia cofała się całą jedenastką – łącznie z Nemanją Nikoliciem – pod własne pole karne i próbowała, niezbyt poradnie, wyprowadzać kontry.
 
Dla Legii mecz z Piastem był już spotkaniem numer 37 w tej rundzie! To tyle ile kolejek ma cały sezon ekstraklasy. Piast do maja rozegra zaledwie jeden mecz więcej – w Pucharze Polski zespół z Gliwic odpadł już w pierwszym swoim spotkaniu ze Stalą Stalowa Wola. I na boisku było to widać. Legioniści już marzą o wakacjach, jakimkolwiek urlopie. Akcje zespołu Stanisława Czerczesowa były toczone w jednostajnym tempie, Ondrej Duda nie potrafił ani razu przyspieszyć ofensywy Legii. A Piast mądrze się bronił, nie dopuszczał, by Nikolić znalazł się przodem do bramki z piłką przy nodze i to wystarczało.
 
Zespół Czerczesowa w tej rundzie jest po prostu nijaki. Ostatnią postacią, która tej nijakości nie uległa był Michał Pazdan, ale gdy jego z Piastem zabrakło, zespół po prostu nie miał lidera. Ani pomysłu na grę. Coraz częściej słychać, że zimą dojdzie w Warszawie do wietrzenia szatni. Że kilku piłkarzy będzie musiało odejść, a w ich miejsce pojawią się nowi. Już zresztą ogłoszono, że do końca sezonu wypożyczony z Krasnodaru zostanie były zawodnik Legii i były podopieczny Czerczesowa – Artur Jędrzejczyk.
 
W zespole Radoslava Latala pierwsze skrzypce grali Radosław Murawski i Kamil Vacek. Były momenty, że czeski środkowy pomocnik z legionistami po prostu tańczył. Gdy w pierwszej połowie na prawej stronie, w okolicach pola karnego Legii, Piast wydostał się spod pressingu akcją w trójkącie Marcin Pietrowski-Vacek-Mateusz Mak, nawet kibice Legii z niedowierzaniem patrzyli na swobodę z jaką to zrobili.
 
Ale to Legia jako pierwsza zdobyła gola – po godzinie gry w zamieszaniu podbramkowym po rzucie rożny, przytomnie zachował się Nikolić, a brazylijski obrońca Piasta Hebert próbując ratować sytuację wpakował piłkę do własnej siatki. Po golu nastąpił jedyna dłuższa chwila w meczu, gdy to Legia całkowicie przejęła inicjatywę. Mnóstwo ożywienia wniósł w ofensywę warszawian Aleksandar Prijović, z drugim napastnikiem przy boku lepiej zaczął wyglądać Nikolić.
 
10 minut. Tyle potrzebowali goście z Gliwic, by się przebudzić z letargu. Najpierw Dusana Kuciaka dwukrotnie wyręczył Igor Lewczuk, który po uderzeniach Gerarda Badii i Josipa Barisicia wybijał piłkę turlającą się do bramki, ale w końcu Lewczuka zabrakło. Patrick Mraz na skraju pola karnego w dziecinny sposób ograł Łukasza Brozia, a Badia miał o tyle ułatwione zadanie, że Tomasz Brzyski próbował nowatorskiego ustawienia w obronie i próbował przeszkadzać Hiszpanowi plecami.
 
I to Piast prowadził przez 10 minut, które zostały do końca meczu grę, ale na zwycięską bramkę zabrakło i czasu i sił. Legia za tydzień zagra na wyjeździe z Koroną Kielce, a Piast czeka jeszcze jednak niesamowicie ważny mecz. Do Gliwic przyjeżdża rozpędzony Lech, który zaliczył właśnie szóste z rzędu zwycięstwo (2:0 z Zagłębiem Lubin). Tak czy inaczej przerwę zimową to zawodnicy Latala spędzą na pierwszym miejscu w tabeli.

Legia Warszawa – Piast Gliwice 1:1 (0:0) 


Bramki: 1:0 Hebert (62-samobójcza), 1:1 Gerard Badia (79-głową). 


Żółte kartki: Legia – Ondrej Duda, Guilherme, Igor Lewczuk, Michał Kucharczyk. Piast – Kamil Vacek.


Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).


Widzów: 21 191. 


Legia Warszawa: Dusan Kuciak - Łukasz Broź, Igor Lewczuk, Tomasz Jodłowiec, Tomasz Brzyski - Michał Kucharczyk (86. Bartosz Bereszyński), Stojan Vranjes, Guilherme, Ondrej Duda, Ivan Trickovski (61. Aleksandar Prijovic) - Nemanja Nikolic. 


Piast Gliwice: Jakub Szmatuła - Marcin Pietrowski, Uros Korun, Patrik Mraz, Hebert - Mateusz Mak (89. Tomasz Mokwa), Kamil Vacek, Radosław Murawski, Paweł Moskwik (71. Gerard Badia), Bartosz Szeliga - Martin Nespor (34. Josip Barisic).

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA