fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Co czeka profesjonalnych pełnomocników w 2016 r.

123RF
Państwo niespecjalnie liczy się z zawodowymi prawnikami i wcale ich nie słucha, a wręcz traktuje czysto instrumentalnie – pisze radca prawny

Końcówka grudnia to zwyczajowy czas życzeń, podsumowań i prób odgadnięcia, co nas czeka w przyszłości. I choć profesja, którą wykonuję, w opinii niektórych może nie licować z przepowiadaniem, to jednak włączę się w ten świąteczno-noworoczny trend.

2015 rok upłynął nam pod znakiem walki o godność zawodów radcy prawnego i adwokata. Sprawy zaszły tak daleko, że nasi przyjaciele z warszawskiej palestry postanowili wyjść w ramach protestu na ulice. Marsz w togach pokazał, że środowisko profesjonalnych prawników jest zdeterminowane, aby bronić swoich praw i przeciwstawiać się próbom instrumentalnego wykorzystania przez stanowiących prawo. 2016 rok też, niestety, nie będzie dla nas rokiem spokoju, dostatku i obfitości, choć piszący te słowa wszystkim tego z całego serca życzy. Już teraz bowiem wiemy, że nieuchronnie będą miały miejsce wydarzenia, którym stanowczo musimy się sprzeciwić.

Mecenasi do pakamer

Od 1 stycznia 2016 r. zostaliśmy siłą „demokratycznych mechanizmów" wtłoczeni w państwowy system bezpłatnej pomocy prawnej stworzony ustawą z dnia 28 sierpnia 2015 r. o nieodpłatnej pomocy prawnej i edukacji prawnej (DzU z 2015 r. poz. 1255). W mediach społecznościowych jest ona jednak określana mianem „ustawy pakamerowej", bo pomoc prawna świadczona w jej ramach będzie funkcjonować nie w kancelariach prawników, którzy zostali do niej zaangażowani, co postulowaliśmy, ale w pomieszczeniach, które musieli na mocy ustawy wyszykować w swoich urzędach starostowie. Znając trudności lokalowe w administracji i chroniczne braki budżetowe, można z niemal 100-proc. pewnością założyć, że nie będą to gabinety ani sale konferencyjne, ale raczej bardziej niż skromne pokoiki „z boku" głównego nurtu działalności urzędowej, takie klitki i pakamery, które zbywają w starostwach.

Ustawę uchwalił poprzedni parlament niemal na zakończenie swojej kadencji, w pośpiechu, tuż przed wyborami. W efekcie stworzono ustawę nieuwzględniającą dochodzących zewsząd głosów krytyki przy zdecydowanym sprzeciwie środowiska radców prawnych i adwokatów, a więc tych najbardziej zainteresowanych – wykonawców i adresatów norm tej ustawy. Żeby było jasne – nie neguję tutaj w żaden sposób powinności państwa wynikającej z jego opiekuńczej roli, w tym konieczności zapewnienia nieodpłatnej pomocy prawnej osobom, które nie są w stanie z przyczyn obiektywnych i mierzalnych tej pomocy zapewnić własnym staraniem. Przedstawiciele zawodów prawniczych też wielokrotnie i od lat postulowali konieczność takich regulacji, a przy ich braku wyręczali państwo i udzielali tysiącom obywateli bezpłatnej pomocy prawnej w ramach wielu akcji pro bono (np. Niebieski Parasol u radców prawnych). Takie systemy pomocy państwa najbardziej potrzebującym funkcjonują z sukcesem w wielu krajach. Odgrywają doniosłą rolę społeczną i przyczyniają się do usprawnienia wymiaru sprawiedliwości. Jednak są wyposażane w znaczne środki budżetowe, bo w innych państwach jako podstawę tego rodzaju działań przyjmuje się założenie, że wynajęcie prawnika, nawet ze środków budżetowych, powinno się odbywać według stawek rynkowych, co jest naturalne, zgodne z wszelkimi prawidłami ekonomicznymi i pozwala za uczciwą płacę zapewnić potrzebującym usługę na najwyższym, profesjonalnym poziomie. Niestety, w naszym kraju oderwano się od tej zdroworozsądkowej reguły i stworzono ustawę w myśl zasady: „ustalimy głodowe stawki wynagrodzeń, nakażemy prawnikom wykonywać pomoc prawną za te stawki i damy ją za darmo każdemu, licząc na wdzięczność przy urnach wyborczych". W efekcie w naszym kraju zamiast efektywnego systemu pomocy prawnej dla potrzebujących stworzono regulację niemądrą, niewydolną i „na siłę", wręcz bubel prawny, który dla bezpieczeństwa beneficjentów pomocy z pewnością nie powinien się ostać.

Zasadnicza wada tej ustawy to jednak nawet nie tyle adresowany do radców prawnych i adwokatów państwowy przymus udzielania pomocy prawnej na przymusowych warunkach, ale fakt, że tak naprawdę pomoc prawna nie będzie trafiać do tych, którzy najbardziej jej potrzebują. Nasz ustawodawca stworzył bowiem regulację, która wcale nie realizuje tzw. prawa ubogich. Pomoc na podstawie ustawy przysługiwać będzie wszystkim bez względu na dochód, sytuację życiową i faktyczne potrzeby. Wystarczy, że osoba uprawniona udowodni, że spełnia jeden z poniższych warunków:

> przyznano jej świadczenie z pomocy społecznej,

> posiada Kartę Dużej Rodziny,

> jest kombatantem lub weteranem,

> nie ukończyła 26 lat,

> ukończyła 65 lat,

> w wyniku klęski żywiołowej, katastrofy naturalnej lub awarii technicznej znalazła się w sytuacji zagrożenia lub poniosła straty.

Na podstawie powyższych danych opracowano analizę, która pojawiła się w internecie. Wynika z niej, że prawo do bezpłatnej pomocy, w myśl ustawy, będzie miało np. siedem z dziesięciu osób z listy najbogatszych Polaków, publikowanej przez jeden z miesięczników (http://eprawo.com/ustawa-pakamerowa-dla-najbogatszych-polakow/). Analiza tej ustawy prowadzi do jeszcze dalej idących kuriozalnych wniosków, np. warunek przyznania darmowych świadczeń osobom, które w wyniku klęski żywiołowej, katastrofy naturalnej lub awarii technicznej znalazły się w sytuacji zagrożenia lub poniosły straty, oznacza w praktyce, że w sytuacji, gdy komukolwiek zepsuje się jego rolls-royce phantom i odda go do naprawy do warsztatu w Londynie, płacąc za nią (awaria techniczna i poniesienie strat), to bez dodatkowych kosztów, za darmo otrzyma od państwa pomoc radcy prawnego lub adwokata, który najpierw będzie mu doradzał np. w sprawie o podział rezydencji w Monako z byłą małżonką/byłym małżonkiem, a następnie niewykluczone, że w sprawie o defraudację 100 milionów euro.

Jeśli więc możemy mieć coś za darmo, to po co przepłacać. Sam rozważę, czy z tego nie skorzystać, pomimo że jestem radcą prawnym. Może pójdę do jednego z urzędujących w pakamerze prawników i powołując się na przesłankę awarii technicznej i straty w przypadku np. zepsutego kranu i konieczności jego naprawy, poproszę, aby pomógł mi w kilku prywatnych sprawach o podłożu prawnym, których nie jestem w stanie załatwić z powodu braku czasu.

Wszystko to powoduje, że ustawa nie cieszy się popularnością wśród profesjonalnych pełnomocników i np. spośród 11 tysięcy radców prawnych skupionych w stołecznym samorządzie, jedynie 77 osób wyraziło chęć świadczenia pomocy w jej ramach.

Nowe-stare stawki wynagrodzenia

Morze łez wylano, tony papieru zadrukowano i zdarto setki gardeł, aby ktoś usłyszał wołające na puszczy głosy o konieczności zmian w urągających godności stawkach, które minister sprawiedliwości każe wypłacać radcom prawnym i adwokatom świadczącym pomoc klientom z urzędu i które są zasądzane od strony przeciwnej na rzecz osób, które korzystają w sądach z pomocy profesjonalnych pełnomocników. Tutaj też nie mamy wyboru – państwo zatrudnia nas do pomocy klientom zwolnionym od opłat sądowych i płaci nam wedle własnego uznania, według ustalonego przez siebie taryfikatora, który nijak się ma do stawek rynkowych. W tym zakresie nadal aktualne są rozporządzenia ministra sprawiedliwości z 2002 r., których od momentu ogłoszenia ani razu nie zmieniano. I choć globalny kryzys spowolnił wszystkie światowe gospodarki, giełda leciała w dół, inflacja wyniosła kilkadziesiąt procent, zmieniały się rządy i papieże, upadali dyktatorzy, to radcy prawni i adwokaci niezmiennie i nieprzerwanie zmuszani byli przez państwo do zapewniania zastępstwa procesowego według stawek z innej epoki. Na przykład w toczących się przez kilka lat sprawach o przywrócenie do pracy, w trakcie których odbywało się kilkanaście rozpraw, było przesłuchiwanych wielu świadków i składano nieraz kilkadziesiąt pism procesowych, profesjonalny prawnik dostawał od sądu działającego w imieniu Skarbu Państwa ministra sprawiedliwości 60 złotych wynagrodzenia.

I nareszcie po 13 latach czekania i apelowania gdzie się dało o zmiany minister sprawiedliwości na odchodne, 22 października i 5 listopada br., postanowił zadośćuczynić naszym prośbom i wydał nowe rozporządzenia o stawkach, od razu dwa – pierwsze odnoszące się do stawek dla pełnomocników z wyboru, a drugie dla tych z urzędu. Dla radców prawnych ukazały się one odpowiednio pod pozycjami 1804 i 1805 Dziennika Ustaw. Obydwa akty zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2016 r. Lektura tych dość obszernych regulacji jest wielce pouczająca, bo doskonale pokazuje, jak należy zmieniać, aby było to widoczne, tak naprawdę nic przy tym nie zmieniając. Dla zobrazowania posłużę się tutaj tym przykładem zastępstwa w sprawach, gdzie dochodzone są roszczenia pieniężne. W obydwu rozporządzeniach stawka wzrosła aż dwukrotnie. I tak np. przewidziano, że w sporach o wartości w przedziale od 1500 zł do 5000 zł zamiast dotychczasowych 600 zł będziemy dostawali od państwa 1200 zł, czyli całkiem niezłą sumkę, a więc bogato i sprawiedliwie. Ale to tylko pozór, blichtr i sreberko, bo bardziej dokładne wczytanie się w treść tego aktu prowadzi do wniosku, że faktycznie to sądy nie będą wcale zasądzały tej dwukrotnie wyższej stawki, bo § 4 rozporządzenia stanowi wprost, że opłatę ustala się w wysokości co najmniej 1 opłaty maksymalnej. Zatem 1 z 1200 zł to 600 zł, czyli jak do tej pory bez zmian i bieda. Ale liczy się wrażenie i PR wśród prawników, bo czyż nie powinniśmy być wdzięczni za dwukrotną podwyżkę? Co z tego, że tylko na papierze i w teorii, ważne, że nareszcie jest zmiana, choć tak naprawdę stawki zostaną po staremu.

Zamieszanie w procesie karnym

Od 1 lipca 2015 r. na mocy przepisów ustawy z dnia 27 września 2013 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania karnego oraz niektórych innych ustaw mamy w Polsce nowy proces karny. W efekcie wieloletnich prac różnych komisji, komitetów i innych ciał kolegialnych autorytarnie stwierdzono, że w naszej prawnej rzeczywistości najlepiej sprawdzi się zasada kontradyktoryjności, która na prokuratorskie barki zrzuca ciężar udowodnienia winy, sędziego zaś czyni bezstronnym arbitrem sporu pomiędzy prokuraturą a oskarżonym. Tym razem też pominięto krytyczne głosy środowiska prawniczego, a zwłaszcza prokuratorów. Nikt nie chciał słuchać, że nasz wymiar sprawiedliwości i organy ściągania nie są na to przygotowane. Wprowadzono kolejną regulację w dużej mierze oderwaną od społecznych i środowiskowych oczekiwań. Niewątpliwym zaś pozytywem tej ustawy było zrównanie uprawnień procesowych radców prawnych i adwokatów. Po latach starań i zabiegów od 1 lipca br. radcowie prawni też mogą być obrońcami w sprawach karnych. Zniesiono tym samym ostatnią, sztuczną barierę dzielącą nasze zawody.

Proces kontradyktoryjny nie zadział się automatycznie i z biegu, przez samo uchwalenie i wejście w życie ustawy. Musieliśmy się na to we własnym zakresie przygotować, jak zawsze zresztą. Ustawodawca coś wymyśla, a prawnicy muszą to sami przyswoić. Wiele czasu poświęciliśmy, aby nauczyć się nowych konstrukcji procesowych i przenieść je na praktyczny grunt. I od pół roku je realizujemy. Nie wiemy natomiast, jak długo, bo z Ministerstwa Sprawiedliwości płyną głosy, że kontradyktoryjność procesu karnego należy cofnąć. Jeśli tak się stanie, to znowu czeka nas nauka i przyswajanie nowych norm prawnych. Mam nadzieję, że nie ucierpią na tym nasi klienci, a przede wszystkim, że powrót do poprzednich rozwiązań nie spowoduje odebrania radcom prawnym uprawnień do obrony w procesie karnym, które zdobyliśmy takim wysiłkiem i których tak łatwo nie oddamy.

Jak widać, państwo niespecjalnie liczy się z profesjonalnymi prawnikami i wcale nas nie słucha, a wręcz traktuje nas czysto instrumentalnie. Jeśli nic się w tym zakresie nie zmieni, to możemy umrzeć z głodu, świadcząc przymusową pomoc prawną, której beneficjentem jest państwo i jego aparat, chyba że wcześniej wyjdziemy w togach na ulice, czego ani państwu, ani sobie w tym nadchodzącym 2016 roku wcale nie życzę.

Autor jest członkiem Rady Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA