fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: Oblany test miłości do przedsiębiorcy

Adobe Stock
O konstytucji biznesu lansowanej jako kopernikański przewrót można mówić długo i namiętnie przy okazji różnych rządowych nasiadówek, forów czy konferencji. Na tym jej przydatność się kończy.

W kontakcie z rzeczywistością idee wspierania przedsiębiorczości, państwa wreszcie przyjaznego biznesowi, o których tak przekonuje premier Mateusz Morawiecki, okazują się tylko frazesem. Tym razem potwierdzają to dane zgromadzone przez rzecznika małych i średnich przedsiębiorstw. Wynika z nich, że główne założenia tzw. konstytucji biznesu dotyczące podatników nie działają.

Kiedy półtora roku temu wchodziła w życie, dużo mówiło się o poprawie relacji przedsiębiorca–urząd skarbowy, o końcu uznaniowości i arbitralności urzędników, o tym, że głos podatnika w sprawach, które budzą wątpliwości, choćby ze względu na niejasne przepisy czy ich interpretacje, miał być brany pod uwagę. Ze zwierzyny łownej właściciel firmy miał się przeistoczyć w partnera dla urzędu. Dane pokazują tymczasem, że naczelną zasadę konstytucji biznesu, jaką jest rozstrzyganie wątpliwości na korzyść przedsiębiorcy, administracja skarbowa ignoruje. Przedsiębiorców, którzy z niej skutecznie skorzystali, można policzyć na palcach jednej ręki. To margines marginesów.

Podobnie jest w sądach, które w takich sytuacjach orzekły na korzyść podatnika tylko w 56 przypadkach w sprawach VAT-owskich i 26 w sprawach PIT. To jest ledwie ułamkiem spraw, które do nich trafiły.

Czytaj także:

Świetnie się natomiast mają stare metody fiskusa, takie jak hodowanie odsetek. Chodzi np. o wszczynanie postępowań karnoskarbowych w ostatnim kwartale przed upływem terminu przedawnienia, tak aby pognębić podatnika jak największymi odsetkami, mimo że ta praktyka była wielokrotnie krytykowana również przez przedstawicieli rządu.

Sfera podatkowa to zresztą niejedyny obszar, w którym górnolotne zasady konstytucji biznesu są ignorowane. Inną z jej naczelnych zasad, mówiącą o pewności i stabilności prawa, również można włożyć między bajki. Pamiętamy, jak rozgrywany był pomysł zniesienia tzw. 30-krotności składek, który uderzał w stabilność budżetów wielu firm. Stał się kartą przetargową w negocjacjach koalicyjnych. Nie liczyli się przedsiębiorcy, ich dobro, tylko polityczna rozgrywka. Podobnie było wcześniej z tzw. testem przedsiębiorcy. Przez pół roku blisko milion obywateli, którzy prowadzą indywidualną działalność gospodarczą, nie wiedziało, czy restrykcyjne prawo pozwalające urzędnikom weryfikować, kto prowadzi własną firmę, a kto według nich tylko udaje, wejdzie w życie. Otrzymywali tylko sprzeczne, wzajemnie się wykluczające informacje członków tego samego rządu, co było kpiną z zasady przewidywalności prawa.

Tego rodzaju przykładów niestabilnego ustawodawstwa, z którym miała skończyć konstytucja biznesu, jest więcej. Nie przyniosła zmiany na tyle dużej, aby można było powiedzieć, że żyjemy w stabilnym otoczeniu rynkowym. To zmarnowana szansa, a sama konstytucja może jedynie zwiększyć rezerwę i dystans podatników do administracji, zamiast budować do niej zaufanie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA