fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Witold M. Orłowski: Woda w szynce i PKB

Fotorzepa/Robert Gardziński
W czasach sporów i podziałów premierzy krajów Grupy Wyszehradzkiej znaleźli temat, który ich zjednoczył.

Wyrywkowe badania wykazały, że w sklepach naszej części Unii sprzedaje się żywność niższej jakości niż w sklepach zachodnioeuropejskich. W dodatku mówimy o tych samych sklepach – np. sieciach hipermarketów. I o tych samych produktach. Tak samo opakowanych, wytworzonych przez te same koncerny, sprzedawanych pod tą samą nazwą. Pozornie identyczny (jeśli nie wczytywać się w drobny druczek) napój owocowy kupiony w Austrii bazuje na prawdziwym soku, a kupiony w odległym o rzut beretem sklepie na Słowacji prawdziwego soku już nie zawiera. Wędliny zawierają u nas więcej wody, czekolada – mniej czekolady (nieuchronnie przypominają się pionierskie badania Mieczysława Czechowicza nad zawartością cukru w cukrze!).

Taka praktyka rzeczywiście może oburzać, ale jest po prostu wynikiem pewnego cichego, zawartego ćwierć wieku temu, układu między środkowoeuropejskimi konsumentami a producentami. Wy dostarczacie towary gorszej jakości, my to akceptujemy. Ale w zamian domagamy się, by tak samo opakowane produkty były u nas tańsze niż u zamożniejszych sąsiadów. I rzeczywiście – ceny żywności w Polsce należą do najniższych w Unii i są o niemal 40 proc. niższe od unijnej średniej, choć surowce rolne mają w zasadzie ceny takie same. Wyjaśnienie jest tylko jedno – niższa jakość. Na szczęście niewynikająca z niższych standardów ochrony zdrowia, ale po prostu z cichej akceptacji. Podobnej do tej, która pozwala naszym konsumentom kupować mniej intensywne środki do prania, byle tylko na pierwszy rzut oka nie różniły się opakowaniem od niemieckich, a były tańsze.

Dość powszechna akceptacja konsumentów dla niższej jakości produktów ma jednak również swoje konsekwencje makroekonomiczne. Wpływa bowiem na poziom PKB mierzony według parytetu siły nabywczej – kluczowy wskaźnik określający np. dostęp do funduszy strukturalnych Unii.

Metoda pomiaru PKB według parytetu siły nabywczej jest dość prosta. Urzędy statystyczne wszystkich krajów Unii wysyłają do sklepów ankieterów, każąc im zapisać ceny określonych towarów (tzw. reprezentantów). Potem, zakładając, że chodzi o identyczne produkty, wyznacza się przeciętny poziom cen w danym kraju i w ślad za tym rzeczywistą siłę nabywczą walut. Ankieterzy, znajdując w sklepie dany produkt – powiedzmy, proszek do prania firmy X albo napój owocowy firmy Y – nie badają jego jakości. Jeśli produkt ten jest w Polsce tańszy niż w Niemczech, po prostu uznają, że taka właśnie jest relacja cen. A tymczasem niższa cena w Polsce może, przynajmniej w jakiejś części, odzwierciedlać po prostu niższą jakość – a produkt naprawdę taki sam nie byłby wcale tak znacznie tańszy.

Nieuwzględnienie w badaniach statystycznych różnic w jakości produktów prowadzi więc do zawyżenia szacunku PKB na głowę mieszkańca według parytetu siły nabywczej. A to może prowadzić do błędnych ocen i błędnych decyzji gospodarczych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA