fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Obietnice wyborcze pod lupą: PO

materiały prasowe
Program PO zawiera wiele postulatów, choćby na temat podatków, rynku pracy, polityki prorodzinnej. Jak mogą się one przełożyć na finanse państwa, analizuje ekspert CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.

Jednolity podatek dochodowy, likwidacja umów cywilnoprawnych i zastąpienie ich jednorodnym kontraktem, wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej w wysokości 12 zł oraz grant dla wchodzących na rynek pracy – to propozycje PO, które wywołują największe emocje i są komentowane w mediach.

Program PO obejmuje dużo więcej obszarów (w tym politykę prorodzinną i senioralną, ochronę zdrowia i edukację), ale to powyższe postulaty wydają się najbardziej reformatorskie. Jak mogą się one przełożyć na finanse państwa?

Jednolity podatek dochodowy – gdzie jest trik

Jednolity podatek dochodowy ma zastąpić wszystkie składki, które są obecnie odprowadzane przez pracujących obywateli na rzecz państwa. Oznacza to m.in. likwidację osobnych składek na ZUS i NFZ. Rozwiązanie to zakłada uproszczenie systemu podatkowego – od pensji odprowadzana będzie tylko jedna składka obejmująca wszystkie świadczenia.

W 2014 r. dochody Funduszu Ubezpieczeń Społecznych z tytułu składek wyniosły ponad 131 mld zł, a prognozy Funduszu zakładają ich wzrost w kolejnych latach. Z kolei plan finansowy NFZ na rok 2015 r. zakłada wpływy z tytułu składek na ubezpieczenie zdrowotne w wysokości niecałych 67 mld zł. Oznacza to, że likwidacja tych składek kosztowałaby budżet państwa prawie 200 mld zł.

Program PO zakłada, że ta kwota zostanie pokryta częściowo z jednolitego podatku, a częściowo z budżetu państwa – drugi przypadek dotyczyłby osób uboższych. Wydaje się jednak, że jeśli w przypadku większości obywateli składki zostaną odprowadzone z jednolitego podatku, to mamy raczej do czynienia jedynie z przeksięgowaniem tych danin, a nie ich likwidacją.

Propozycje PO oznaczają fundamentalną zmianę skali podatkowej – stawki PIT 18 proc. i 32 proc. powiększone o składki na ZUS i NFZ mają zostać zastąpione jednolitym podatkiem, który ma wynieść od 10 proc. w przypadku najbiedniejszych do 39,5 proc. w przypadku najbogatszych. Według zapewnień PO mają na tym zyskać wszyscy, również bogatsi – suma podatków i składek w przypadku najbogatszych wynosi bowiem obecnie 43,5 proc. dochodów.

PO szacuje koszty tej zmiany w systemie podatkowym na jedynie 10,2 mld zł. Trudno polemizować z tą wartością, nie znając dokładnych obliczeń i konkretnego projektu ustawy.

Jest to relatywnie niewielki koszt, ale gdyby trzeba było go ponieść w 2015 r., oznaczałby zwiększenie absolutnej wielkości deficytu budżetowego o 22 proc. Powstaje jednak pytanie, w jaki sposób ten system ma się bilansować, jeśli wszyscy podatnicy zapłacą mniej, a państwo wierzy, że dopłaci tylko 10,2 mld (czyli ok. 50 zł miesięcznie na jednego pracującego).

PO zakłada, że obniżenie efektywnej stawki podatkowej pozwoli na redukcję szarej strefy, co przyniesie dodatkowe wpływy do budżetu. Nie powiedziano jednak, o jakich liczbach mowa.

Warto oczywiście podkreślić, że zmiany w systemie podatkowo-składkowym mające na celu jego uproszczenie są krokiem w dobrym kierunku. Przede wszystkim pozwolą one na obniżenie kosztów administracyjno-księgowych ponoszonych przez przedsiębiorstwa.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że jeśli będzie tylko jeden poborca składek (w tym wypadku Ministerstwo Finansów), można nawet spodziewać się oszczędności po stronie administracji publicznej. Co więcej, dochód do opodatkowania ma być wyliczany na podstawie dochodu na osobę w gospodarstwie domowym z uwzględnieniem liczby dzieci, co może stanowić zachętę podatkową do ich posiadania.

Likwidacja śmieciówek – tak, ale jak to wpłynie na rynek pracy

Wprowadzenie jednorodnego kontraktu obejmującego wszystkie formy zatrudnienia ma na celu likwidację tzw. śmieciówek. Umowy cywilnoprawne i umowy o pracę mają być tak samo oskładkowane, co pozwoli na zniesienie dualizmu na rynku pracy. Można wtedy liczyć na to, że zwiększą się dochody budżetu państwa, co dodatkowo zamortyzuje koszty opisanych wyżej zmian w systemie podatkowym. Ze względu jednak na brak wiarygodnych statystyk dotyczących dochodów uzyskiwanych z pracy w ramach umów cywilnoprawnych trudno oszacować, o ile wpływy do budżetu się zwiększą.

Likwidacja umów cywilnoprawnych jest realizacją rekomendacji Komisji Europejskiej, która zaleca Polsce podjęcie działań w celu ograniczenia nadmiernego wykorzystywania takich kontraktów. Trzeba jednak pamiętać, że całkowita likwidacja tych umów spowoduje wyższe koszty po stronie pracodawców, a co za tym idzie, spadek popytu na pracę, zwłaszcza osób o niskich kwalifikacjach. Z tych samych powodów można się także spodziewać wzrostu szarej strefy. Likwidacja umów cywilnoprawnych wpłynie też na zmniejszenie elastyczności na rynku pracy, niezbędnej w przypadku niektórych zawodów.

Program PO zakłada również wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej za pracę w ramach umów cywilnoprawnych wraz z obowiązkiem określenia liczby godzin w umowie. Stawka ta ma wynieść 12 zł brutto. Takie rozwiązanie z jednej strony ma na celu podniesienie zarobków, ale z drugiej podwyższa koszty przedsiębiorców i redukuje popyt na pracę. Efektem ubocznym nowej płacy minimalnej może się okazać zwiększone bezrobocie i dodatkowe usztywnienie na rynku elastycznych form zatrudnienia, jakimi są umowy cywilnoprawne.

Należy też zadać sobie pytanie, jaki sens ma wprowadzenie płacy minimalnej w przypadku tego typu umów, skoro i tak mają być one zgodnie z rządowymi propozycjami zlikwidowane. Zamiast poszukiwać sztucznych rozwiązań zwiększających wynagrodzenia, powinno się raczej koncentrować na sposobie podniesienia konkurencyjności i innowacyjności gospodarki, które z kolei przekładają się na wzrost wydajności pracy i tym samym wzrost płac. PO liczy tu na fundusze unijne, które mają sfinansować działania na rzecz budowania gospodarki opartej na badaniach i innowacjach.

Grant na start

Kolejną obietnicą zawartą w programie PO jest „grant na start" dla osób wchodzących na rynek pracy. Wsparcie to ma wynosić maksymalnie 4 tys. zł na osobę i być udzielane przez 24 miesiące. Wydaje się, że jest to ważny instrument pozwalający na poprawę sytuacji młodych ludzi na rynku pracy. Pozwoliłby on bowiem na obniżkę kosztów związanych z odprowadzaniem składek na ubezpieczenia społeczne – grant ma mieć bowiem formę zwrotu z tytułu tych właśnie danin.

PO nie podaje osobnych wyliczeń kosztów tego działania – w połączeniu z oskładkowaniem umów cywilnoprawnych, przynoszącym wzrost dochodów do budżetu, koszt netto obu tych rozwiązań ma wynieść 1 mld zł w pierwszym, i 2,2 mld zł w drugim roku jego funkcjonowania. Jako że nie znamy skutków oskładkowania umów cywilnoprawnych, trudno zweryfikować te liczby.

Według danych GUS w 2013 r. przyjęto w poczet pełnozatrudnionych ponad 165 tys. absolwentów i 67 tys. innych osób po raz pierwszy podejmujących pracę. Gdyby wszyscy oni mieli dostać po 4 tys. zł przez dwa lata, kosztowałoby to budżet państwa ponad 1,8 mld zł. Koszt ten jest jednak zaniżony ze względu na fakt, iż grant przysługiwałby również pracownikom na umowach-zleceniach.

Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednej obietnicy PO dotyczącej podatków – od 2017 r. stawka VAT ma zostać obniżona o 1 pkt proc. Propozycja ta ma kosztować budżet 6,5 mld zł (i można wierzyć, że jest poprawna, jeśli wyliczona z danych Ministerstwa Finansów).

Warto jednak odnieść tę wartość do wzrostu przychodów z tytułu VAT po jego podwyższeniu w 2011 r. – wówczas wzrosły one o niecałe 13 mld zł, co oznacza, że odwrócenie tej operacji ma być według obliczeń PO o połowę tańsze. Trzeba jednak przypomnieć, że obniżka VAT to tylko wypełnienie wcześniejszego zobowiązania PO – podwyżka z 2011 r. miała mieć jedynie charakter tymczasowy.

Z jednej strony wydaje się, że obietnice wyborcze PO idą w dobrym kierunku – upraszczania systemu podatkowo-składkowego, obniżania obciążeń podatkowych dla najuboższych, likwidacji nierównego oskładkowania tej samej pracy i ułatwiania startu młodym na rynku pracy. Z drugiej strony w programie partii nie przedstawiono dokładnych wyliczeń ani założeń, na których te wyliczenia bazują.

Trudno zatem zweryfikować, na ile realne są to propozycje i czy mają solidne fundamenty.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA