fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Jarosław Gowin: Uczelniom opłaci się łączenie

Jarosław Gowin
Fotorzepa, Piotr Guzik
Powstanie nowy typ szkół wyższych – uczelnie badawcze. Studia na nich będą elitarne, a nie masowe. Stworzymy też zachęty do konsolidacji uczelni – zapowiada w rozmowie z Katarzyną Wójcik wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

W najbliższych dniach resort nauki ma przedstawić białą księgę innowacyjności. Mógłby pan zdradzić, co się w niej znajdzie?

Jarosław Gowin: Oczywiście wszystkiego powiedzieć jeszcze nie mogę. Biała księga cały czas powstaje. Na razie w projekcie tzw. małej ustawy o innowacyjności poprawiliśmy zaniedbania rządzących z ubiegłej kadencji. Przede wszystkim proponujemy realne ulgi podatkowe. To najbardziej wymierna ze zmian. Znieśliśmy np. opodatkowanie podatkiem dochodowym aportu własności intelektualnej i przemysłowej. Polega to na tym, że akcje spółki otrzymane w zamian za wniesioną wartość intelektualną nie podlegają opodatkowaniu – takie rozwiązanie było już w ustawie z 2015 r., ale teraz wprowadziliśmy ten mechanizm na stałe. Ograniczamy też tę koszmarną biurokrację towarzyszącą procesowi innowacyjności. Postaraliśmy się także, żeby dwukrotnie wydłużyć okres, w którym przedsiębiorcy mogą odliczać koszty na działalność badawczo-rozwojową. Likwidujemy cezurę czasową, po przekroczeniu której naukowcy nie mogli czerpać zysków z komercjalizacji swoich badań. Mamy jednak świadomość, że nie są to jeszcze rozwiązania docelowe. Dlatego równolegle do szybkich prac legislacyjnych odbyliśmy dziesiątki spotkań z przedstawicielami świata biznesu i nauki, centrów transferu technologii. Wiedzę, którą zdobyliśmy, przedstawimy właśnie w formie białej księgi innowacji. Zawiera ona odniesienie m.in. do dalszych prac nad ulgami podatkowymi na działalność badawczo-rozwojową, ulgami dla inwestujących w start-upy, reformą instytutów badawczych, doktoratami przemysłowymi, nowymi zasadami oceny parametrycznej jednostek naukowych na lata 2017–2020, a także zasadami zatrudniania i oceny aktywności pracowników naukowych, zwłaszcza w innowacyjności.

Do czego ma posłużyć ta biała księga?

Na jej podstawie powstanie systemowa ustawa o innowacyjności. Rozpoczęliśmy już prace nad nią . Planujemy przesłanie jej do uzgodnień i konsultacji publicznych na początku 2017 r. Zakładamy, że wejdzie w życie na początku 2018 r.

Pojawia się już krytyka małej ustawy o innowacyjności. Zapomnieliście ponoć o zachętach dla inwestorów, by chcieli powierzać innowacyjnym przedsiębiorcom swój kapitał.

Na razie musieliśmy znaleźć rozsądny kompromis między potrzebami gospodarki, m.in. inwestorów, a wymogami budżetu. Zarówno wysokość ulg podatkowych, jak i brak dostatecznych zachęt dla inwestorów jest wynikiem naszych rozmów z Ministerstwem Finansów. Minister Szałamacha był współautorem małej ustawy o innowacyjności. A to on odpowiada za przyszłoroczny budżet. Wysokość ulg podatkowych została określona więc tak, by była do udźwignięcia przez ten budżet.

A czy w dużej ustawie o innowacyjności będą i wyższe ulgi, i zachęty dla inwestorów?

Tak. Chcemy, by docelowo ulgi były przynajmniej dwukrotnie wyższe. A zgodnie z małą ustawą o innowacyjności małe i średnie firmy będą mogły odliczyć 50 proc. wydatków na działalność badawczo-rozwojową (dotychczas było to 10–30 proc.). Po podniesieniu tych limitów znaleźlibyśmy się w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o wspieranie innowacyjności. Żeby to było możliwe, najpierw musimy jednak doprowadzić do szybszego rozwoju gospodarczego. Inaczej budżet nie będzie w stanie udźwignąć transferów związanych z realizacją programu Rodzina 500+, a także inwestycji w obszar nowych technologii. Ulgi podatkowe oznaczają przecież w początkowym okresie mniejsze wpływy do budżetu. Zwiększając innowacyjność polskiej gospodarki, dopiero za kilka lat przyniosą korzyści, które znajdą odzwierciedlenie w budżecie.

Podobno ma powstać nowy rodzaj spółek dla przedsiębiorstw innowacyjnych. Czy dotychczasowe formy prawne nie wystarczają?

Nad nową ustawą o innowacyjności pracujemy więc wspólnie z innymi resortami. Projekt nowej spółki to inicjatywa Ministerstwa Rozwoju. Przedstawiło ono do wstępnych konsultacji koncepcję nowej formy prowadzenia działalności gospodarczej – prostej spółki akcyjnej (PSA). PSA ma być pierwszym wyborem przede wszystkim dla przedsiębiorców, których najcenniejszym zasobem jest pomysł i determinacja, by go przetestować w warunkach rynkowych. Chodzi przede wszystkim o innowacyjne start-upy, ale nie tylko – forma PSA byłaby dostępna dla każdego. PSA ma łączyć w sobie zalety spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i spółki akcyjnej. Obecnie żadna z nich nie jest w 100 proc. przyjazna firmom na wczesnym etapie rozwoju. Przykładowo, w spółkach z o.o. utrudniony jest obrót udziałami i pozyskiwanie finansowania, natomiast utworzenie i prowadzenie zwykłej spółki akcyjnej jest stosunkowo drogie i skomplikowane. Podstawowe założenia nowego typu spółki to swoboda w kształtowaniu struktury i zasad funkcjonowania PSA, m.in. elastyczne możliwości wnoszenia wkładów, swoboda w zakresie struktury organów (w tym – możliwość powołania jednego organu sprawującego zarząd i nadzór w spółce), zapewnienie łatwych i różnorodnych form inwestycji w przedsięwzięcie oraz rozluźnienie rygorów formalnych związanych z utworzeniem, bieżącym działaniem i likwidacją spółki.

Uniwersytety Jagielloński i Warszawski to jedyne polskie uczelnie, które znalazły się w tzw. rankingu szanghajskim (ARWU), czyli na liście 500 najlepszych uczelni świata. Były w piątej setce zestawienia. W poprzednich latach zajmowały wyższe miejsca. Co zamierza pan zrobić, by poprawić sytuację polskich uczelni?

Rzeczywiście polskie uczelnie zajmują z roku na rok niższe miejsca w rankingach. I nie jest to problem nowy. Jak widać, poprzednie reformy szkolnictwa wyższego nie okazały się skuteczne. Staramy się tę sytuację naprawić. Obecnie koncentrujemy się na obszarze styku nauki i biznesu. I mam tu na myśli nie tylko ustawę o innowacyjności. Chcemy, by polskim naukowcom projekty badawcze przynosiły korzyści na kilku płaszczyznach, np. na ekonomicznej i naukowej. Proponujemy, by doktorat, habilitację czy tytuł profesora można było uzyskać nie tylko za prace teoretyczne, lecz także za współpracę z przedsiębiorstwami i wdrożenia gospodarcze. Dlatego zależy mi na doprowadzeniu do przyjęcia nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Wyjątkowej ustawy. Wyjątkowej, bo nie będzie ona pisana zza ministerialnych biurek, tylko przy możliwie największym udziale środowisk akademickich. Stąd nowatorska metoda pracy – konkurs. Wyłoniliśmy w nim trzy zespoły, które zaproponowały najciekawsze rozwiązania. Teraz każdy z nich przygotowuje własną koncepcję i model szkolnictwa wyższego. Zwycięży najlepszy. Albo zwyciężą najlepsze pomysły z każdej z propozycji. Równolegle do prac trzech zespołów przygotowujemy serie konferencji, które złożą się jesienią przyszłego roku na Narodowy Kongres Nauki. Na tym kongresie przedstawię projekt nowej ustawy. I będzie on albo poprawioną wersją jednego z zaprezentowanych w trybie konkursowym, albo projektem zainspirowanym wieloma rozwiązaniami przedstawionymi przez zespoły.

Czy wiadomo już, że jakaś zmiana musi się w nim znaleźć?

Na razie z całą pewnością mogę powiedzieć, że musimy wyłonić nowy typ uczelni – uczelnie badawcze. Tylko one zapewnią polskiej nauce wysokie miejsca w rankingach światowych, a przede wszystkim – realny dorobek naukowy.

Nie przykładam nadmiernej wagi do samych rankingów. Na przykład ten szanghajski promuje przede wszystkim uczelnie, w których pracują nobliści. Polskie szkoły wyższe może i stać na zatrudnianie noblistów, ale samo to nie przełoży się na wzrost poziomu nauki, którą uprawiają. Dlatego, przede wszystkim, chcę doprowadzić do tego, by powstawały u nas uczelnie, które nie kształcą masowo. Zależy mi na elitarności studiów i badań naukowych. Nasze najlepsze uniwersytety kształcą ogromną liczbę studentów, mam wręcz wrażenie, że zbyt dużą jak na swoje możliwości.

A czy to nie kłóci się z pana innym pomysłem – konsolidacji uczelni? Na przykład uczelnia powstała na skutek połączenia Uniwersytetu Warszawskiego z Politechniką Warszawską i Warszawskim Uniwersytetem Medycznym zajęłaby wyższe miejsce w rankingu, ale miałaby jeszcze więcej studentów. Znów nie byłoby więc mowy o elitarnym kształceniu.

Konsolidacja to powszechny i konieczny w czasach globalizacji kierunek zmian na uczelniach. Uczelnie europejskie konkurują już nie tylko z amerykańskimi, ale też z bardzo dynamicznie rozwijającymi się uczelniami azjatyckimi. Warunkiem sukcesu jest między innymi konsolidowanie potencjałów naukowych. Uczelnie nie mogą być tak rozproszone jak obecnie. W Polsce, w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, jest ich czterokrotnie więcej niż średnio w Europie. W ramach programu POWER chciałbym stworzyć realne zachęty finansowe do konsolidowania się. Ministerstwo nie będzie oczywiście niczego narzucać. Chcemy stworzyć warunki premiujące taką decyzję władz uczelni. Zależy nam nie na połączeniu polegającym na wchłonięciu małej uczelni przez większą, ale na sumowaniu potencjałów naukowych i dydaktycznych. Naszą rolą jest zapewnienie im warunków prawnych do takich zmian oraz zachęt finansowych, ponieważ uważamy, że to słuszny kierunek zmian. W Krakowie jest już pierwsza jaskółka takiego procesu. Trzy uczelnie – Akademia Górniczo-Hutnicza, Politechnika Krakowska i Uniwersytet Rolniczy – stworzyły związek uczelni. Gdyby w przyszłości stały się jedną uczelnią, ta z pewnością zostałaby uwzględniona w rankingu szanghajskim.

Jakie zachęty do konsolidacji uczelni planuje pan wprowadzić?

Jedną z nich – być może też najbardziej interesującą – jest zachęta finansowa. Na konsolidację w kilku ośrodkach jesteśmy w stanie przeznaczyć łącznie około pół miliarda złotych, i to w najbliższych latach.

Jaka najważniejsza zmiana zostanie wprowadzona z początkiem nadchodzącego nowego roku akademickiego?

Zacznie obowiązywać większość przepisów tzw. ustawy deregulacyjnej. Zawiera ona zmiany, których środowisko akademickie wyczekiwało jak kania dżdżu. Poprzednie reformy, choć przyświecał im słuszny cel – zwiększenie konkurencyjności polskich uczelni – w efekcie doprowadziły do rozrostu biurokracji. Od października zostanie ona znacząco ograniczona, chociażby poprzez nowe zasady dotyczące krajowych ram kwalifikacji. Rozporządzenie dotyczące tego zagadnienia jest trzy razy mniejsze od poprzedniego. Oznacza to nie tylko mniej przepisów, ale też mniej kontroli i większą autonomię dla uczelni. Polska Komisja Akredytacyjna nie będzie już sprawdzała, czy wszystko się zgadza „w papierach". Od tego są ministerialni urzędnicy. Eksperci PKA mają być mentorami, którzy doradzą uczelniom, w jaki sposób podnieść poziom kształcenia. Kolejną racjonalizatorską zmianą, która ucieszy choćby wykładowców, jest racjonalniejszy tryb ocen pracowników. Będzie się odbywał nie rzadziej niż co cztery lata, a nie jak teraz – co dwa. Oczywiście pozostawiamy możliwość częstszego sprawdzania pracowników, gdy zajdzie taka potrzeba.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA