fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Mroczna strona cyfrowej rewolucji

Andrzej Malinowski
materiały prasowe
Rewolucja cyfrowa – czyż to nie brzmi dumnie? Kojarzy się z postępem, rozwojem, wzrostem wskaźników, nowoczesnością i bogactwem. O cyfryzacji mówią stale politycy kreślący śmiałe wizje i liczący pieniądze, jakie ona przyniesie. Wszelkiej maści eksperci wciskają nam „supernowoczesne cyfrowe rozwiązania dla biznesu". Odpowiadam na to szkolną mądrością – „nie bądźcie tacy hop do przodu, bo wam z tyłu zabraknie".

Hakerski atak z 12 maja na setkę krajów pokazał drugą stronę cyfrowej rewolucji. Jak ona wygląda? Jak wrota piekieł. Wirus zaatakował setki tysięcy komputerów, w tym sieci globalnych korporacji. Stanęła fabryka Renault, zainfekowano komputery FedExa i hiszpańskich koncernów telekomunikacyjnych. Nie funkcjonowały niektóre stacje benzynowe w Chinach i na Tajwanie, posłuszeństwa odmówiły nawet komputery rosyjskiego MSW! W brytyjskich szpitalach odwoływano operacje, a pasażerowie niemieckich kolei na peronach zamiast rozkładu jazdy widzieli okienko z żądaniem okupu za odszyfrowanie danych.

Czy to nie wygląda jak cyfrowy armagedon? A może być gorzej! Piątkowy atak dość szybko powstrzymał – i to przypadkiem – pasjonat, który odkrył w wirusie „bezpiecznik". Wyłączył go, ratując świat. Ów bohater ma 22 lata i podobno mieszka jeszcze z rodzicami.

Historia jak z filmu, prawda? Niech to jednak nikogo nie zmyli. Wydarzeń z 12 maja nie wolno traktować jak egzotycznej ciekawostki! Korzyści płynące z cyfryzacji przychodzą „w pakiecie" z cyfrowym zagrożeniem. Cyfryzacja to konieczność, ale trzeba do niej podchodzić z głową. Tymczasem tak nie jest. Hakerzy wykorzystali prosty fakt, że użytkownicy nie aktualizują oprogramowania lub używają przestarzałych systemów – jak na przykład brytyjska służba zdrowia pracująca na archaicznym Windows XP.

Jestem pewien, że część czytelników gorączkowo zaczyna teraz sprawdzać swój sprzęt. I słusznie. Każdy odpowiedzialny przedsiębiorca powinien wezwać specjalistę IT i docisnąć śrubę aktualizacji oprogramowania w firmie. I robić to regularnie w przyszłości! Jeśli używane są przestarzałe programy i systemy, to trzeba natychmiast kupić nowe. Żadne protesty pań z księgowości w rodzaju: „przecież to, co mamy, działa, to po co nowe?", nie mają prawa tego powstrzymać. Liczydła też do dziś działają bardzo dobrze, ale jakoś na biurkach księgowych ich nie widać.

Rewolucja cyfrowa nie jest bowiem piękną ideą czy przydatnym gadżetem. To jest rozwój i jednocześnie biznes. Żeby na niej zarobić, trzeba najpierw zainwestować, jak w każdym innym biznesie. I to szybko. Wystarczy popatrzeć, jak dużo cyfryzacji wniosą do życia uchwalane dziś ustawy. Już niedługo ruszą dziesiątki systemów – w służbie zdrowia, podatkach, rejestracji towarów i pojazdów, w relacjach obywatela z państwem. Będzie łatwiej – miejmy nadzieję – żyć oraz prowadzić biznes.

Jeśli jednak przedsiębiorcy lub instytucje państwowe zapomną przy tym o bezpieczeństwie, to zapatrzeni w cyfrowe niebo nieuchronnie wdepniemy w coś brzydkiego. Popełniać błędy, o których wcześniej trąbił cały świat, to zwyczajnie głupie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA