fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Witold M. Orłowski: Ciągle w górę

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Gospodarka lubi przewidywalność i stabilność. To jeden z gwarantów sukcesu.

Kolejna Lista 500. Kolejny rok pozytywnych zmian, wzrostu produkcji i zysków. Znów potwierdzenie, że polskie firmy są coraz mocniejsze, wzrasta ich konkurencyjnośći efektywność

Są jednak powody do zaniepokojenia – zwłaszcza rosnące dynamicznie straty w górnictwie i energetyce. Ale generalnie rzecz biorąc, wyniki odnotowane w roku 2015 są naprawdę dobre. I dziwić może właściwie tylko jedno: jak to możliwe, że sukcesowi gospodarczemu towarzyszą niedobre i coraz gorsze nastroje w społeczeństwie, znajdujące ujście w radykalizującej się polityce?

Zmienne nastroje

Czy kiepskie nastroje w kraju mogą być zagrożeniem dla dalszego rozwoju polskich firm? Pomocą w odpowiedzi na to pytanie mogą być doświadczenia z przeszłości. Tak jak w latach ubiegłych, przypomnę więc historię rozwoju polskich firm widzianą przez pryzmat komentowanej przeze mnie Listy 500. Cytując kolejne tytuły komentarzy, stanowiące odbicie obserwowanych procesów i zachodzących zmian. Z jednej strony ku pamiętnikarskiemu obowiązkowi, z drugiej ku refleksji i zastanowieniu co może nas czekać w przyszłości.

Mój pierwszy komentarz, dotyczący wyników roku 2002, był zatytułowany: „Atleci są zmęczeni". Na świecie panowała recesja, nastroje w kraju były fatalne, a firmy przechodziły okres bolesnej restrukturyzacji (ponad 20 proc. bezrobocia!). Lista 500 pokazywała jednak, że w polskich firmach ma miejsce silny wzrost wydajności pracy. A to dobrze wróżyło na przyszłość. W roku 2003 komentarz miał już tytuł: „Senne przebudzenie", bowiem restrukturyzacja zaczynała dawać efekty, a gospodarka odbijała się od dna. Po przebudzeniu, w kolejnym roku przyszła „Poranna gimnastyka", stopniowe rozkręcanie się sprzedaży i inwestycji, związane z przystąpieniem do Unii. Polityka szła w jedną stronę, gospodarka w drugą. Choć nastroje w kraju były pod psem, w roku 2005 polskie firmy znalazły się „Na rozbiegu", a gospodarka naprawdę ruszyła z miejsca.

Drastyczna restrukturyzacja dała owoce. Skutkiem było najpierw w roku 2006 „Wybicie do skoku", a w roku 2007 „Wielki skok". Produkcja, eksport i inwestycje rosły, polskie firmy nabierały siły, modernizowały się, snuły ambitne plany rozwoju. Zanim jednak zatraciliśmy się do końca w tym optymizmie, przyszedł zimny prysznic – wybuchł globalny kryzys, którego pierwsze symptomy dotarły do nas w końcu roku 2008. Zagroziła globalna recesja, żarty skoczyły się, polskie firmy znalazły się „Przed schodami".

Na szczęście jednak dały sobie radę. Kolejny komentarz, pisany z duszą na ramieniu, był jednak optymistyczny i nosił tytuł „Utrzymana równowaga". Choć wskaźniki wzrostu i zyskowności pogorszyły się, polskie firmy przetrzymały niebezpieczny okres. W roku 2010 nadeszło znów „Niepewne przyspieszenie", a po nim dalszy ruch „Ostrożnie, lekko pod górkę". W roku 2011 Europa znów zaczęła jednak zmierzać w stronę recesji, więc było znów „Ciężko, coraz ciężej", a w kolejnym roku gospodarka stanęła „Prawie w miejscu". Ale ponownie polskie firmy wszystko to wytrzymały, więc zeszłoroczny komentarz mogłem już opatrzyć tytułem „Mocny może więcej". Znów daliśmy sobie radę, znów przyspieszył wzrost produkcji, znów dynamicznie rosły inwestycje, znów mamy niskie bezrobocie, znów w solidny sposób wzrastają realne płace.

Firmy są silniejsze

A jednak, zamiast fajerwerków i butelek szampana, do których powinny zachęcać obserwowane w firmach trendy, nastroje w kraju silnie się pogarszały. Ogromna część Polaków podzieliła zdanie, że kraj znajduje się w gospodarczej ruinie, a wzrost jest tylko „na papierze" i wynika ze statystycznych sztuczek poprzedniego rządu. Otóż nie. Dane z Listy 500 – a więc informacje płynące bezpośrednio z polskich firm – potwierdzają, że mamy silną i rozwijającą się dobrze gospodarkę.

Zmiany, które nastąpiły w ostatnim ćwierćwieczu mogą się podobać jednym bardziej, a innym mniej. Owoce rozwoju mogłyby oczywiście być dzielone w sposób nieco inny. Nie ma też wątpliwości, że mechanizmy rozwoju, które dawały znakomite efekty w przeszłości, zaczynają się powoli wyczerpywać - co słusznie zauważył w swoim planie wicepremier Morawiecki. Ale dane z Listy 500 dokumentują, że polskie firmy są dziś znacznie silniejsze niż były w przeszłości. Można i należy dbać o to, by proces zmian nie ustawał, rosła innowacyjność, zwiększała się skala inwestycji, coraz liczniej docierały na światowe rynki polskie produkty z polskimi markami, a struktura gospodarki bardziej odpowiadała naszym ambicjom dogonienia wysoko rozwiniętego Zachodu. Ale trzeba też oddać sprawiedliwość temu, co udało się osiągnąć w przeszłości.

Dziś trendy nastrojów politycznych i gospodarczych wyraźnie się rozbiegły. Przez jakiś czas można z tym żyć. Ale politycy powinni pamiętać, że gospodarka lubi przewidywalność i stabilność. I lepiej, aby zdali sobie z tego sprawę jeśli chcą, by polskie firmy nadal się rozwijały, procesy modernizacji kontynuowały się i pogłębiały, rosły sprzedaż, zyski, płace i zatrudnienie. A w ślad za tym i wpływy podatkowe, tak potrzebne do realizacji politycznych obietnic.

prof. Witold M. Orłowski jest doradcą PwC w Polsce i rektorem Akademii Vistula

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA