fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Czy wreszcie koniec z kominówką

Andrzej Malinowski
materiały prasowe
Rzadko powiedzenie, że chytry traci dwa razy, tak bardzo pasuje do sytuacji, jak w przypadku kominówek – odgórnego ograniczenia zarobków członków zarządów spółek Skarbu Państwa i samorządowych.

Wprowadzana w dobrej wierze regulacja nie sprawdziła się i odchodzi w przeszłość. Pytanie, jak będzie funkcjonowało to, co dziś proponowane jest w jej miejsce.

Niesławne kryterium bylejakości – czyli kryterium niskiej ceny – dotykało w ciągu ostatnich lat nie tylko przetargów publicznych, ale i obsady spółek Skarbu Państwa. Abraham Lincoln pisał, że demagogia często polega na tym, że prymitywne idee ubiera się we wzniosłe słowa. Takim słowem było oszczędzanie, a taką ideą – kominówka.

Do czego to „oszczędzanie" faktycznie prowadziło? Do konsekwentnego obniżania konkurencyjności państwowych spółek wobec rywali. Do dobierania zarządów według klucza politycznego, a nie kryteriów fachowych. Do tego, że najlepsi menedżerowie na rynku unikali tych spółek jak ognia, nie tylko ze względu na gorsze zarobki, ale też na opinię, że idą tam ci, którzy słabiej sobie radzą w sferze prywatnej. W końcu zrodziły całą skomplikowaną technologię legalnego, półlegalnego i nielegalnego rekompensowania niskich, jak na pełnioną funkcję, zarobków – czego najlepszym przykładem były wysokie odprawy, które przysługiwały już w momencie podpisania umowy przez prezesa czy członka zarządu.

Kominówki odbierały państwu przede wszystkim podstawowe narzędzie motywacji swoich pracowników, czyli członków zarządów spółek. Bo z całym szacunkiem dla uścisków dłoni, odznaczeń, pochwał i chwały wiekuistej, w gospodarce opartej na pieniądzu najłatwiej zachęcać do lepszej pracy właśnie pieniędzmi. A tu panowała peerelowska zasada „czy się stoi, czy się leży na pierwszego się należy".

Dlatego kominówki muszą odejść! Proponowane przez ministra skarbu Dawida Jackiewicza rozwiązania budzą optymizm. Szczególnie tam, gdzie przypominają mechanizmy znane z rynku. Dynamiczne ustalanie wysokości wynagrodzeń, uzależnienie ich od wielkości i potencjałów spółek, ale też – co bardzo istotne – od poziomu realizacji założonych planów i od wyników.

Naprawdę warto oprzeć się na tym, co sprawdzone w ludzkim gospodarowaniu od tysiącleci. Czyli zasadzie, że obrotniejszy, pracowitszy, inteligentniejszy i bardziej kreatywny zarabia lepiej, co motywuje do rozwoju tych cech. Dobrze też, że państwo zaczyna wprowadzać jednolite zasady odnośnie do zakazów konkurencji i odpraw. Do tej pory to one były dynamiczne, a płace statyczne.

Projekt ustawy budzi też wątpliwości. Ponownie mamy ograniczenia zarobków menedżerów, choć już nie tak sztywne jak poprzednio. To może rodzić obawę, że najlepsi z nich będą unikać spółek Skarbu Państwa. Dalej część wynagrodzenia zależeć będzie od realizacji celów zarządczych, a jeśli tych nie da się precyzyjnie określić, to i wynagrodzenie będzie uznaniowe.

Ponadto projekt został wniesiony bezpośrednio pod obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów z pominięciem konsultacji, opiniowania oraz uzgodnień. W końcu, jeśli tak długo utrzymywaliśmy fikcję, to miesiąc czy dwa nas nie zbawi. Chyba że planowane są zmiany związane z walnymi zgromadzeniami.

W dodatku w piśmie przewodnim do przewodniczącego Komitetu zwraca się uwagę na to, iż „istotne jest, aby projektowane zmiany weszły w życie w możliwie najkrótszym terminie". Skąd ten pośpiech? Czy w nowej ustawie mamy coś dopisanego drobnym drukiem, co zauważyć można dopiero, gdy się dłużej nad nią pochyli? Minister skarbu, który tak wprowadza swój pomysł, musi się liczyć z tego rodzaju pytaniami.

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA