fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Witold M. Orłowski: Co zrobi strażak?

Bloomberg
Państwo musi się czasem zachować jak strażak. Kiedy w gospodarce jest pożar, musi z nim walczyć. Pytanie, co zrobi strażak, kiedy ogień będzie już ugaszony?

W wypowiedziach wielu polityków słychać dziś tony triumfu. Proszę bardzo, mówią, podstępni liberałowie przez lata twierdzili, że firmy powinny być prywatne, biurokracja ograniczona, decyzje urzędnicze zastąpione przez rynek. Ale kiedy dochodzi do kryzysu, wszyscy wyciągają ręce po pomoc do państwa. I tylko państwo jest w stanie udzielić takiej pomocy, tylko państwowe szpitale mogą nas chronić przed pandemią, tylko państwowe banki mogą udzielać kredytów, tylko państwowe inwestycje rozruszają gospodarkę po kryzysie.

No cóż, etatyści mają swój moment. Na całym świecie rządy wdrożyły gigantyczne programy ratujące przed masowym bankructwem i bezrobociem. Czy zwolennicy prywatnej gospodarki ośmielą się twierdzić, że ktokolwiek inny niż państwo byłby do tego zdolny?

Oczywiście, że nie. Gdy dochodzi do katastrofy (pandemie, wojny, załamania finansowe) nie ma wątpliwości, że tylko państwo jest w stanie szybko zaciągnąć ogromne długi, niezbędne, by wesprzeć walkę z gospodarczym kataklizmem. W warunkach katastrofy tylko państwo jest w stanie pożyczyć biliony dolarów czy setki miliardów złotych. A gdyby nawet państwu nikt nie chciał tych pieniędzy pożyczyć, zawsze może to zrobić państwowy bank centralny, dodrukowując potrzebne kwoty. Jeśli jednak ktoś z dumą podkreśla, że to państwo wspaniałomyślnie ratuje dziś prywatne firmy – to niech też pamięta, że firmy te wymagają pomocy głównie z powodu wprowadzonych przez rząd ograniczeń i zakazów działalności (oczywiście nieuniknionych, wobec ryzyka pandemii). I po drugie, że to nie hojne państwo coś od siebie daje – ale że po prostu zaciąga dziś w naszym imieniu ogromne długi, po to byśmy wspólnym wysiłkiem ratowali się przed gospodarczą katastrofą, długi spłacając w przyszłości.

Państwo pełni w ten sposób funkcję strażaka. Kiedy dochodzi do groźnego pożaru, tylko strażak ma odpowiedni sprzęt do gaszenia. I oczywiście jest to jego obowiązkiem – a naszym prawem jest oczekiwać takiej pomocy, nawet jeśli jest ona bardzo kosztowna (wybite szyby, zalane podłogi, konieczność przyszłego remontu całego mieszkania). Nie ma wątpliwości: jeśli się pali, wzywamy na pomoc strażaka i bez wahania wpuszczamy go do domu.

Prawdziwe pytanie jest takie: a co zrobi strażak, kiedy pożar jest już ugaszony? Od rozsądnego strażaka oczekiwalibyśmy, że opuści ugaszone mieszkanie, co najwyżej dając nam mandat (jeśli zawiniliśmy) i przestrogi na przyszłość. Tak właśnie zrobiły w latach 90. ubiegłego wieku rządy skandynawskie, najpierw w czasie kryzysu bankowego nacjonalizując część zagrożonych bankructwem banków, a potem sprzedając ich akcje prywatnym właścicielom, kiedy tylko kryzys minął (tak, mówiąc w skrócie, powstał Nordea Bank).

Problem pojawia się wtedy, kiedy strażak po ugaszeniu pożaru uzna, że spodobało mu się nasze mieszkanie i nie ma zamiaru z niego się wyprowadzać. Strażak, czyli państwo. Ale to już zależy od tego, co rządzący myślą o gospodarce: czy uważają, że ma ona być w rękach ludzi i za pośrednictwem rynku służyć ludziom, czy też ma głównie służyć rządzącym, a kryzys jest dobrą okazją, by te usługi w trwały sposób wymusić.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA