fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Uczelnie muszą szukać pieniędzy

Jarosław Gowin
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Jarosław Gowin | Granty powinny stawać się silniejszym zastrzykiem finansowym dla uczelni badawczych. Pracujemy też nad nowym algorytmem podziału dotacji. Chcemy brać pod uwagę nie tylko liczbę studentów, ale także ich poziom mierzony wynikami w nauce – podkreśla w rozmowie z Katarzyną Wójcik wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Rz: Panie premierze, wybrał pan dość ciekawy sposób na przygotowanie nowej ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym.

Zależy mi na tym, by ustawa powstała w podwójnym dialogu. Po pierwsze, aby prace nad nią doprowadziły do dialogu wewnątrz środowiska akademickiego. Po wtóre zaś, chcę uniknąć sytuacji, w której to środowisko odebrałoby nowe rozwiązania jako narzucone z góry przez polityków i urzędników. Dlatego nowa ustawa powstanie też w szerokim dialogu ministerstwa ze środowiskiem. Metodą na zainicjowanie tego podwójnego dialogu jest konkurs na napisanie szczegółowych założeń do ustawy przez trzy konkurencyjne zespoły eksperckie wyłonione z gremiów akademickich.

Skąd pomysł na taki tryb pracy?

Inspiracją były dla mnie rozwiązania duńskie. W drugiej połowie lat 90. rządzący wówczas socjaldemokraci ogłosili konkurs na opracowanie strategii rozwoju Danii. Po paru latach prac rządzący zaprosili do rozmów prawicową opozycję. Wspólnie wybrano jedną z kilku przygotowanych strategii. Od tamtej pory rządy się zmieniają, raz rządzi lewica, raz prawica, każda ekipa wprowadza modyfikacje, ale strategia jest spójna. Dzięki temu Dania tak znakomicie się rozwija. Chciałbym, aby taka kultura polityczna zapanowała kiedyś w Polsce. Na razie dążę do zbudowania jak najszerszego konsensusu w sprawie przyszłego modelu szkolnictwa wyższego i nauki. Pierwszym etapem prac jest konkurs. Przewidziane w nim granty pozwolą na powstanie solidnych opracowań, które będą podstawą do dalszych prac.

Jaka jest wysokość grantów?

300 tys. zł. W ramach tej kwoty każdy z nagrodzonych zespołów ma do stycznia nie tylko przygotować projekt założeń, ale i przeprowadzić jego jak najszersze konsultacje.

W czwartek zadecydował pan o składzie komisji konkursowej.

Pełny skład ogłosimy w tym tygodniu. Uchylając rąbka tajemnicy, mogę zdradzić, że komisji przewodniczyć będzie czołowy polski uczony prof. Tomasz Dietl. W jej skład wejdą zarówno osoby o ogromnym doświadczeniu, jak prof. Zbigniew Marciniak, były wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, a obecnie wiceprzewodniczący Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, jak i wybitni uczeni młodego pokolenia, np. prof. Janusz Bujnicki, zdobywca europejskiego małego Nobla, czyli grantu European Research Council. Ale w komisji zasiądzie też przedstawiciel przedsiębiorców – Małgorzata Adamkiewicz, współwłaścicielka jednej z najbardziej innowacyjnych polskich firm. Do prac w komisji zaprosiliśmy także osobę pełniącą funkcję kanclerza, bo jednym z ważnych problemów, które trzeba rozstrzygnąć, jest model zarządzania uczelniami.

Dlaczego prawo o szkolnictwie wyższym trzeba napisać od nowa?

Po pierwsze, obecna ustawa narzuca uczelniom jarzmo biurokracji. Prawo o szkolnictwie wyższym trzeba odbiurokratyzować. Z częścią zmian nie można czekać aż do napisania nowej ustawy. Dlatego do konsultacji międzyresortowych trafił projekt nowelizacji, który modyfikuje głównie przepisy dotyczące funkcjonowania Polskiej Komisji Akredytacyjnej oraz Krajowych Ram Kwalifikacji. Chcemy, by uczeni zajęli się nauką, a nie sporządzaniem kolejnych sprawozdań.

Jednak w środowisku akademickim powszechne jest przekonanie, że obecna ustawa była nowelizowana tyle razy, że stała się nieczytelna. Nie chcę jednak nowej ustawy pisać pospiesznie. Wymaga ona spokojnego namysłu, wielu dyskusji, a także współpracy wszystkich partii politycznych, także opozycyjnych.

Czy zamierza pan dać zespołom pracującym nad założeniami do nowej ustawy zupełnie wolną rękę?

Wskazaliśmy tylko ramy tematyczne, np. wspomniany problem zarządzania uczelniami, kwestię finansowania szkół wyższych, model i ścieżki kariery akademickiej czy fundamentalne zagadnienie autonomii uczelni. Ale przy wypełnianiu tych ram tematycznych zespoły mają całkowitą swobodę.

Czyli nie będzie pan narzucał żadnych rozwiązań, np. dotyczących finansowania uczelni?

Nie, nie jest tajemnicą, że mam swoje poglądy i będę dążył do tego, by wprowadzić mechanizmy projakościowe. Dziś finansowanie uczelni jest zbyt ściśle powiązane z liczbą studentów. To skutkuje umasowieniem studiów, a w ślad za tym – obniżeniem ich poziomu. Pracujemy w tej chwili nad nowym algorytmem, który spowodowałby, że uczelniom będzie się opłacało przyjmowanie mniejszej liczby studentów, ale za to tych dobrych. Chcemy więc brać pod uwagę nie tylko liczbę studentów, ale także ich poziom, mierzony wynikami matury.

Czyli wyższe dotacje będą szły za dobrymi maturzystami?

Tak, ale z zastrzeżeniem, że nie odbije się to na finansowaniu mniejszych, regionalnych uczelni, takich jak państwowe wyższe szkoły zawodowe. W sytuacji niżu demograficznego, który będzie się pogłębiał jeszcze przez kilka lat, trzeba znaleźć efektywniejsze metody finansowania szkolnictwa wyższego.

Niż demograficzny pociąga za sobą spadek liczby studentów niestacjonarnych, których czesne było istotnym elementem finansowania uczelni.

Tak, niestety, uczelnie w coraz większym stopniu uzależnione są od dotacji.

Niektóre uczelnie publiczne sprzedają nawet nieruchomości.

Jeśli pozbywają się niepotrzebnych nieruchomości, by inwestować w rozwój, to dobrze. Ale na ogół przeznaczają pozyskane w ten sposób środki na przetrwanie. To droga donikąd. Uczelnie muszą szukać dodatkowych dochodów w zależności od swojej specyfiki. Uczelnie techniczne coraz lepiej współpracują z przemysłem. Granty naukowe powinny stawać się coraz silniejszym zastrzykiem finansowym dla uczelni badawczych. Z kolei w przypadku PWSZ i ambitnych uczelni niepublicznych szansą rozwoju jest wprowadzenie tzw. piątego poziomu kwalifikacji. Mówiąc krótko – zamiast konkurować z najlepszymi uniwersytetami o środki na badania, powinny raczej uruchamiać szkolenia odpowiadające poziomowi dawnych szkół pomaturalnych. Wszystkie badania rynku wskazują na to, że ten poziom wykształcenia cieszy się rosnącym zainteresowaniem pracodawców.

Czy część uczelni będzie musiała zniknąć?

Na pewno czeka to część uczelni niepublicznych. Zresztą już teraz reagują one na sytuację demograficzną racjonalnie i coraz częściej się konsolidują. Nie wydaje mi się natomiast, by zagrożone było istnienie uczelni publicznych. PWSZ wpisały się w potrzeby lokalnego rynku pracy. Odgrywają też ważną rolę kulturotwórczą. Myślę, że wspólnym wysiłkiem państwa i samorządu uczelniom tym zapewnimy warunki do dobrego funkcjonowania z korzyścią dla lokalnych społeczności. Nie zmienia to faktu, że w epoce globalizacji na całym świecie rozwija się zjawisko konsolidacji uczelni. Także w Polsce byłaby ona pożądana.

Ale wcześniej powiedział pan, że środki na uczelnie będą powiązane z poziomem maturzystów. Źródłem finansowania mają być też granty. Oznacza to, że słabsze uczelnie będą w gorszej sytuacji materialnej.

Nie przewiduję obniżenia dotacji dla takich uczelni. Inna jest rola państwowych wyższych szkół zawodowych, inna misja uniwersytetów. Przed tymi ostatnimi stoi wyzwanie, jakim jest awans w światowych rankingach. Zawstydzające jest to, że najlepsze polskie uczelnie są w czwartej setce rankingów światowych, a w opublikowanym ostatnio rankingu uczelni europejskich nie ma żadnej polskiej wśród 200 najlepszych. Potrzebujemy spokojnej, uczciwej dyskusji, co zrobić, by grupa najlepszych polskich uczelni zaczęła się piąć w górę.

Zrezygnował pan z programu „Studia dla wybitnych", pozwalającego najlepszym polskim studentom i doktorantom studiować na najbardziej prestiżowych uczelniach na świecie. Co w zamian?

Chciałbym skierować środki przeznaczone na ten program do innej grupy odbiorców – do doktorantów i młodych doktorów, tzw. postdoców. Wysyłanie absolwentów studiów licencjackich na bardzo drogie studia zagraniczne w większości przypadków kończyłoby się tym, że pozostawaliby na emigracji. Staram się unikać krytykowania moich poprzedników, ale ten program to pomysł zaiste diabelski: prowadziłby do utraty najzdolniejszej części młodego pokolenia, a na dodatek mieliby się na to składać polscy podatnicy!

Z Ministerstwem Rozwoju chcemy szerzej niż do tej pory wykorzystywać pieniądze unijne na umiędzynarodowienie polskich uczelni. Pracujemy nad dużym programem stypendialnym, który będzie umożliwiał zarówno współfinansowanie zagranicznych studiów dla wspomnianych doktorantów i postdoców, jak i przyciągnięcie do polskich uczelni studentów i doktorantów z innych krajów, i to nie tylko zza naszej wschodniej granicy. Mamy pozytywne przykłady – na polskich uniwersytetach medycznych kształcą się tysiące studentów z całego świata. Trzeba podobne standardy wprowadzać na innych uczelniach.

Słyszałam, że zamierza pan zmienić zasady przyznawania kredytów studenckich.

Rzeczywiście, finalizujemy prace nad zmianą rozporządzenia. Jest to odpowiedź na postulaty Parlamentu Studentów RP. Projekt rozporządzenia zakłada skrócenie ostatecznego terminu podpisywania umów kredytu o trzy miesiące. Przesunie się z 31 marca na 31 grudnia, co w praktyce oznacza szybszą o miesiące wypłatę środków. Obecnie dochodziło do paradoksalnej sytuacji, w której student otrzymywał środki z kredytu dopiero podczas drugiego semestru studiów. Ponadto umożliwimy ubieganie się o kredyt już w wakacje – w tym świeżo upieczonym maturzystom. Obecnie musieli czekać ze składaniem wniosków do października, kiedy formalnie uzyskiwali status studenta. Wprowadzimy również większą różnorodność rat kredytu – do obecnych 600 zł i 800 zł dodajemy ratę w wysokości 400 zł i 1000 zł. Dodatkowo dokonujemy korekt w ustawie, które pozwolą nam usprawniać system kredytowy w następnych latach.

- rozmawiała Katarzyna Wojcik

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA