Opinie

Tomasz Pietryga: Zatrzymanie Frasyniuka, czyli Radbruch by się uśmiał

Władysław Frasyniuk
Fotorzepa / Jakub Ostałowski
Miało być jak za komuny: policja o świcie, kajdanki,wielogodzinne przesłuchania politycznego dysydenta. Show się jednak nie udał.

Zapowiadało się groźnie. 6.10, mroźny poranek, policjanci bez mundurów pukają do drzwi legendarnego opozycjonisty Władysława Frasyniuka. Są też kajdanki, i brak informacji gdzie zatrzymany został przewieziony.

Całe zdarzenie filmuje żona, która zaraz potem przekazuje je jednej z komercyjnych stacji. Chętnie udziela też wywiadu wygłaszając mowę o końcu demokracji w Polsce.

Płomienne wystąpienie ma też adwokat zatrzymanego mec. Schramm, który być może pod wpływem zbyt mocnego porannego espresso mówi o obywatelskim nieposłuszeństwie, powołując się nawet na słynną formułę Radbrucha stosowaną wobec prawa faszystowskich Niemiec. Głosi ona, że jeśli norma prawna w drastyczny sposób łamie podstawowe normy moralne, to nie obowiązuje (łac. lex iniustissima non est lex). Może być odrzucona, niestosowana przez obywateli.

Dzięki zastosowaniu tej formuły przez niemieckie sądy tuż po II wojnie światowej możliwe było podważenie wielu krzywdzących aktów prawnych, wyroków i decyzji wydanych w czasach Trzeciej Rzeszy.

Formułę tą postanowił chyba wykorzystać również Frasyniuk, tym razem do walki z panstwem PiS. Tyle, że fakty są inne. Frasyniuk robił wiele by uczynić z siebie męczennika. W internecie krąży mnóstwo filmów, w których legenda opozycji bardzo prowokacyjnie i lekceważąco odnosi się do opanowanych, młodych policjantów, pilnujących porządku podczas manifestacji.

„Brutalne" zatrzymanie Frasyniuka podczas kontrmiesięcznicy smoleńskiej byłoby aktem politycznym, dowodem na autorytarność władzy, która tłumi wszelkie objawy nieprawomyślności, nie szanując nawet takich ikon takich, jak on.

Tyle, że prowokacja nie udała się, policjanci zachowali wtedy zimną krew. Nie było „rzucania na glebę" i kajdanek. Działacz Solidarności nie został zatrzymany. Ale co się odwlecze...

Frasyniuk z premedytacją ignorował wezwania do prokuratury, jako „instytucji politycznej", ostentacyjnie informując o tym w mediach.

Otrzymał dwa wezwania, które osobiście doręczyli policjanci. Chociaż brak reakcji już na pierwsze wezwanie mogło zakończyć się zatrzymaniem.

W ten sposób legenda opozycji dopięła swego zostając męczennikiem, więźniem politycznym, prześladowanym przez PiS została. Niestety na bardzo krótko. Przesłuchanie Władysława Frasyniuka trwało 10 minut. Po tym czasie podejrzany został zwolniony do domu.

A teraz trochę o rzeczywistości. Wszyscy jesteśmy równi wobec prawa i w takim samym stopniu podlegamy jego rygorom.

Ignorowanie doręczonych wezwań do prokuratury zarówno na przesłuchanie, jak i w charakterze podejrzanego czy świadka, zawsze kończy się zatrzymaniem i doprowadzeniem do śledczych. Chyba że niestawiennictwo zostanie usprawiedliwione przez lekarza sądowego. Władysław Frasyniuk był wcześniej już dwukrotnie wzywany w związku z tą sprawą do prokuratury – na 12 stycznia i 1 lutego 2018 roku. Za każdym razem nie stawiał się bez usprawiedliwienia. Stąd na dzisiejsze przesłuchanie został doprowadzony, zgodnie z przepisami kodeksu postępowania karnego ,dotyczącymi nieusprawiedliwionego niestawiennictwa podejrzanego.

Podczas przesłuchania podejrzany skorzystał z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień.

Prokurator przedstawił dziś Władysławowi Frasyniukowi zarzut naruszenia nietykalności cielesnej dwóch policjantów na służbie i przesłuchał go w charakterze podejrzanego. Jest to przestępstwo z art. 222 par. 1 kodeksu karnego.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL