fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Zamki na piasku, statki z papieru

Bloomberg
99 lat temu gen. Józef Haller dokonał w Pucku symbolicznych zaślubin Polski z Bałtykiem. Wydarzenie to miało znaczenie nie tylko polityczne. Dla II Rzeczypospolitej dostęp do morza był także priorytetem gospodarczym.

Gdyby dziś gen. Józef Haller ożył, to zamiast nad morze pogalopowałby na Warszawę. I to z szablą w dłoni! Żeby przetrzepać skórę tym, którzy od dekad marnują potencjał polskiej gospodarki morskiej. Z medialnych wyliczeń wynika, że w ciągu ostatniego ćwierćwiecza nasza flota handlowa z niemal 250 statków zmalała do 96. Przy czym tylko sześć pływa pod biało-czerwoną, a reszta pod tzw. tanimi banderami. Co więcej, tych kilka jednostek pod „narodową" to nie są bynajmniej statki dwóch czołowych polskich armatorów państwowych, tj. Polskiej Żeglugi Morskiej (PŻM) czy Polskiej Żeglugi Bałtyckiej (PŻB). Cztery promy będące własnością grupy PŻB pływają obecnie pod flagą Bahamów. Czyli nawet nie pod „tanią banderą unijną", za jaką uważana jest bandera cypryjska!

To, że polscy armatorzy, w tym przede wszystkim prywatni, jeszcze funkcjonują, to niemal cud. Biblijny Noe to przy nich amator, a potop to dziecinna igraszka. Nasi armatorzy muszą walczyć z fatalnymi regulacjami rejestru okrętowego oraz wysokimi opłatami i kosztami związanymi z pływaniem pod biało-czerwoną. Co gorsza, ich branża najwyraźniej znalazła się w trybach machiny wyborczej.

Od jakiegoś czasu krąży bowiem w armatorskim światku projekt ustawy, który ma zmienić przepisy „w celu ułatwienia rejestracji statków pod polską banderą". Na pierwszy rzut oka budzi on nadzieję, że Polska stanie się dla armatorów bardziej atrakcyjna. Pomija jednak sprawy kluczowe dla branży: zmiany w morskim prawie pracy, uregulowanie zasad ubezpieczeń społecznych marynarzy, zabezpieczeń dla finansowania inwestycji w nowe jednostki, hipoteki morskiej itd. A to jest sedno problemów! W projekcie jest tylko apel o szybką zmianę rozporządzenia w sprawie rejestru i postępowania rejestrowego – bez konkretnych rozwiązań. Sporo uwagi za to poświęcono kwestiom... opodatkowania wynagrodzeń dla marynarzy. Jak więc ten projekt ma „ułatwić rejestrację statków pod polską banderą", skoro nie dotyka najważniejszych kwestii?

Można podejrzewać, że prawdziwy cel jest zgoła inny. Tytuł tej ustawy wspaniale nadaje się do zbudowania medialnej kampanii „Dobra zmiana – Polska wraca na morza i oceany". Obywatele zostaliby nafaszerowani hurraoptymistycznymi informacjami o budowie narodowej morskiej potęgi. Marynarze zyskaliby zaś trochę wyższe wynagrodzenia. W języku polityki obie te okoliczności oznaczają więcej zdobytych głosów.

Czy jednak taka ustawa realnie wzmocni polskich armatorów? Zapewne tak samo jak PŻB wzmocni prom, którego budowę prawie dwa lata temu uroczyście zainicjował rząd. Do dziś nie opracowano projektu technicznego. Podobno trwają rozmowy, by „rzutem na taśmę" kupić gotowy projekt za granicą.

Polską flotę handlową można odbudować jedynie poprzez przemyślaną zmianę całokształtu uregulowań jej dotyczących. Opracowaną przy czynnym udziale wszystkich armatorów. Z wyborczych ulotek można najwyżej złożyć papierowe stateczki i puszczać je po stawie w parku. I taki właśnie „stawowy" poziom mają na razie pomysły odbudowy morskiej potęgi naszego kraju.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA