fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Lepiej współtworzyć euro2

Bloomberg
Przyjęcie wspólnej waluty byłoby dla Polski romantycznym skokiem do chybocącego się pojazdu – piszą profesorowie z Wydziału Zarządzania UW.

Grzegorz Kołodko w artykule „Czy Polska zbawi Europę” („Rzeczpospolita” z 3 stycznia) zachęca do romantycznego gestu dla ratowania Unii Europejskiej i strefy euro. Takim gestem byłoby, jego zdaniem, przystąpienie Polski do strefy w obecnej sytuacji kłębiących się problemów i namiętności zagrażających integracji europejskiej.

Naszym zdaniem byłby to niestety dla Polski romantyczny skok do chybocącego się pojazdu, w nadziei że swoim ciężarem uchroni go przed wypadnięciem z torów i umożliwi dalszą stabilną jazdę. Tymczasem dla Polski ważniejsze jest posiadanie własnej strategii rozwoju, oczywiście kompatybilnej – gdzie tylko to możliwe z kształtowaną na nowo polityką gospodarczą Unii Europejskiej.

Czy dalej byłoby już dobrze

Wolny rynek, który tworzą nierówni pod względem produktywności i konkurencyjności partnerzy, prowadzi do tego, że muszą często korzystać ze zmiany kursów walut dla jej poprawy. Dewaluacje dostosowawcze, zgodnie regułami Bretton Woods poprawiały przynajmniej czasowo salda bilansów obrotów bieżących. Gdy ten system się załamał, a dewaluację źle widzieli partnerzy wspólnego rynku, problem konkurencyjności w systemie kursów płynnych „rozwiązywała” deprecjacja krajowego pieniądza, powodowana przez bardziej luźną politykę monetarną bądź fiskalną. Obliczone na przeciwdziałanie tego typu złym praktykom węże walutowe jednak nie sprawdzały się, dlatego wprowadzono euro, traktując je jako spoiwo wspólnego rynku.

Wspólna waluta oraz wiara w skuteczność wolnego rynku miała scementować wspólnotę i wyzwolić proces tzw. konwergencji realnej. Jednak euro, wolny rynek i swobodny przepływ kapitału nie przyniosły spodziewanych postępów konwergencji. Nastąpiło swoiste wypłukiwanie działalności przemysłowej w krajach mniej rozwiniętego Południa Europy.

Działo się tak z kilku powodów. Po pierwsze, euro okazało się zbyt mocne dla Południa, stąd ujemne bilanse obrotów bieżących. Po drugie, było nazbyt słabe dla rozwiniętych krajów Północy, skąd brały się dodatnie bilanse obrotów bieżących. W rezultacie dla wyrównania sald bilansów płatniczych następował przepływ kapitału – z Północy na Południe .

W wyniku kryzysu finansowego końca ubiegłej dekady dokonywał się zwrot kierunku przepływu kapitału i fragmentyzacja rynku pieniężnego, wzrost kosztu i dostępności kredytu w krajach mniej rozwiniętych. Kryzys uwypuklił też podział uczestników wspólnoty na wierzycieli i dłużników. I jak się wydaje szok wywołany akcesją, tak dużego kraju jak Polska, nic tu nie zmieni.

Dla stabilizacji i wzmocnienia strefy euro, ale także i samej UE potrzebna jest wyraźniejsza zmiana jej polityki gospodarczej. Jej elementy już się zresztą rysują. To:

– polityka regionalna z uwzględnieniem inteligentnych specjalizacji,

– polityka przemysłowa i tzw. plan Junckera,

– nieortodoksyjna polityka pieniężna EBC.

Dalsze zmiany w polityce monetarnej powinny prowadzić do tego, aby unijny pieniądz euro był mniej egzogeniczny, przez to umożliwiający bardziej elastyczne zasilanie krajów podążających za liderami i sprzyjający konwergencji.

Dla rozwoju gospodarczego potrzebna jest też Unii bardziej aktywna polityka gospodarcza, zarówno po popytowej, jak i podażowej stronie gospodarki – tak w ujęciu horyzontalnym, jak i wertykalnym. Chodzi tu o politykę przemysłową (czy ogólniej – sektorową) polegającą na wspieraniu przedsiębiorczości, a nie na osłanianiu przed konkurencją. W unijnej perspektywie finansowej na lata 2016–2020 można dopatrzyć się nieśmiałego początku takiej polityki. Czy będzie to rzeczywiście polityka sprzyjająca gospodarczo, społecznie i ekologicznie zrównoważonemu wzrostowi, jak słusznie postuluje Grzegorz Kołodko, trudno dziś osądzić.

Trzy sugestie

Jakie wnioski dla Polski?

- Trzeba patrzeć na szanse naszej gospodarki w strefie euro w długim dystansie a nie na krótkotrwałe korzyści. Do strefy euro nie jest łatwo przystąpić, ale w razie niepowiedzenia, jeszcze trudniej ją opuścić, jeśli to w ogóle możliwe.

- Korzystać z mocnego euro jako parasola ochronnego nad walutami krajów Unii, pozostających poza strefą, w warunkach turbulencji na rynkach pieniężnych.

- Życzliwie wspierać ewolucję strefy euro, włączając się czynnie w dyskusje i prace organów UE kształtujących przyszłą Unię Gospodarczą i Walutową, a w jej ramach odnowioną po kryzysie strefę euro 2.0.

Wydaje się zatem, że z punktu widzenia Polski należy spoglądać na problemy występujące w strefie euro oraz dylematy, jakie się z nią wiążą z szerszej perspektywy, którą wyznaczają nie tylko procesy regionalizacji, ale i globalizacji.

Zmiany zachodzące w gospodarce światowej oraz ich spodziewane następstwa wymagać będą reakcji polityki gospodarczej w Polsce i nowej polityki przemysłowej. Dyskusja o dalszym rozwoju naszej gospodarki toczy się przede wszystkim wokół rządowego planu nazwanego „Strategią odpowiedzialnego rozwoju” (SOR). W Polsce, tak jak w innych krajach, nie można oczekiwać, że polityka przemysłowa spowoduje wzrost zatrudnienia. W świetle tendencji w gospodarce światowej zatrudnienie w przemyśle spada i będzie spadać, a nowo tworzone miejsca pracy wymagają wysokich kwalifikacji. To właśnie nowe technologie i wysokie kwalifikacje dają wzrost wydajności pracy, wysoką wartość dodaną, która może być wykorzystana – w wyniku redystrybucji – w sektorze usług, w tym usług publicznych podnoszących standard życia społeczeństwa (zdrowie, oświata, wykształcenie, kultura).

Tam właśnie tworzone są miejsca pracy, które mogą przenieść wzrost zatrudnienia nie tylko w usługach okołoprzemysłowych, lecz także w usługach z zakresu konsumpcji publicznej. Wysoka produktywność produkcji przemysłowej sprzyja konkurencyjności kraju w relacjach z zagranicą, co ułatwia osiąganie równowagi w obrotach handlowych z zagranicą.

W polityce przemysłowej nie można liczyć na to, że rozwój gospodarczy będą ciągnęły wytypowane czempiony produkcji przemysłowej: promy, drony czy samochody elektryczne. Trudno oczekiwać, że właśnie wytypowane gałęzie będą umiały partycypować w tworzeniu najwyższych technologii.

Nie byłby też słuszny priorytet udomowienia, czy też unarodowienia produkcji przemysłowej w Polsce. Oczywiście trzeba wspierać rodzimą wytwórczość i powstawanie krajowych oszczędności i kapitału. Nie można jednak ograniczać inwestycji zagranicznych, a także przedsiębiorczości imigrantów. Mimo podkreślania wysokiego udziału kapitału zagranicznego w Polsce władze państwowe słusznie zabiegają o nowe inwestycje bezpośrednie wielkich i znanych producentów światowych, które mogą być nośnikiem nowych technologii.

Trzeba także doceniać inicjatywy przedsiębiorczych imigrantów. Dane statystyczne z USA, Wielkiej Brytanii i Niemiec wskazują, że odsetek inicjatyw przedsiębiorczych zakończonych powodzeniem wśród imigrantów jest zdecydowanie wyższy od odsetka imigrantów tej narodowości w populacji danego kraju, a więc imigrują przede wszystkim ludzie przedsiębiorczy. Przedsiębiorczości imigrantów nie musimy szukać daleko, bo widzimy ją w Polsce w usługach, zwłaszcza handlu i gastronomii.

Jaka powinna być polityka przemysłowa? To pytanie ważne przede wszystkim z powodu metod i narzędzi skutecznego działania. Nie ma na nie prostych odpowiedzi. Możemy bez trudu sięgać do doświadczeń dziesiątków krajów, ich sukcesów i niepowodzeń i nie znajdziemy jednoznacznych wskazówek skutecznej polityki. Wynika to ze złożoności czynników, które mają wpływ na skuteczność polityki - od czynników losowych, przez instytucje konstytuujące funkcjonowanie danego społeczeństwa, fachowość realizatorów po uwarunkowania kulturowe i warunki polityczne wewnętrzne oraz zewnętrzne.

Można w uproszczeniu wyodrębnić trzy rodzaje tej polityki:

1. wolnorynkowy – horyzontalna polityka przemysłowa,

2. model państwowego interwencjonizmu – polityka wertykalna,

3. model mikroekonomiczny – inteligentna specjalizacja.

Można też mówić o czwartym, który jeszcze nie zaistniał: modelu ekologiczno-prospołeczny.

Model wolnorynkowy jest polecany krajom uprzemysławiającym się przez kraje, które stały się już wysoko zaawansowanymi w rozwoju. Polecały go też do niedawna międzynarodowe instytucje finansowe: Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, ogólnie – zwolennicy tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego. Polityka przemysłowa stawia przede wszystkim na działanie mechanizmów wolnego rynku, wspomagając jego działanie przez usuwanie przeszkód regulacyjnych państwa, motywowanie rozwoju niskimi podatkami i innymi obciążeniami dochodów z pracy i od kapitału. Ponadto miała jej sprzyjać wiarygodna polityka pieniężna banków centralnych (celu inflacyjnego), oszczędna administracja taniego bo „małego państwa”, zrównoważone finanse, umożliwiające interwencję fiskalną, gdy wystąpią zdarzenia szokowe. Chodzi więc o sprzyjające warunki do rozwoju przemysłu bez narzucania zmian strukturalnych i bez typowania zwycięzców przed gonitwą. Taka polityka dobrze służyła interesom handlowym krajów rozwiniętych, mniej krajom rozwijającym się, którym ją polecano. W poważnym stopniu nie sprawdziła się też w UE – w strefie euro. Nie sprzyjała bowiem konwergencji krajów biedniejszego Południa, czego oczekiwano od wolnego rynku: towarów, usług, pracy i swobodnego przepływu kapitału.

Model interwencjonizmu państwowego i polityka wertykalna ma długą tradycję. Stosowała ja praktycznie większość krajów dziś wysokorozwiniętych. Charakteryzuje ją długofalowe wspieranie wybranych gałęzi produkcji przemysłowej i możliwie szczelna ich osłona przed konkurencją zewnętrzną, aż umocnią się, a przez wspieranie finansowe i silne propagowanie eksportu uzyskają uznanie na rynkach zagranicznych. Współczesnym przykładem skuteczności tego modelu jest pomyślny rozwój Azji Południowowschodniej. Wcześniej w Europie było to planowanie indykatywne typu francuskiego. Nie wszędzie ta metoda polityki przemysłowej przynosiła pozytywne rezultaty. Pozytywnym przykładem jest Korea Południowa. Przykłady niepowodzeń to Indie, krajów Północnej Afryki i Ameryki Południowej. Obecnie trudno oczekiwać pozytywnych rezultatów tego modelu w obliczu globalizacji i finansyzacji gospodarki światowej.

Dla Polski model horyzontalny jest niepraktyczny, nie gwarantuje powodzenia w warunkach wyzwań globalizacji i reindustrializacji gospodarki światowej. Musimy pobudzać wzrost gospodarczy kraju m.in. przez wspieranie przemysłu, od którego zależy modernizacja gospodarki jako całość i wzrost produktywności we wszystkich jej sektorach. Trzeba korzystać z metod polityki przemysłowej stosowanych z powodzeniem w różnych krajach, na co wskazuje wielu badaczy, w tym Dani Rodrik.

Nie możemy przyjąć modelu interwencjonistycznego, choćby z tego powodu, że zobowiązują nas umowy WTO, UE, zasady OECD oraz różne porozumienia dwustronne. Gdybyśmy nawet od nich odstąpili, to i tak nie udałoby się stworzyć gospodarki zamkniętej, jeśli tym razem nie brać za wzór Korei Południowej, lecz Koreę Północną.

Wybór dla Polski

Pozostaje więc model, nazwany modelem mikroekonomicznym - inteligentnej specjalizacji, a więc: wyszukiwanie szans i inicjatyw przedsiębiorczych, wspieranie ich, lecz nie osłanianie przed konkurencją metodami administracyjnymi czy taryfami celnymi. W krajach rozwiniętych gospodarczo, rozwijających się i nowo uprzemysłowionych praktykuje się metody wyszukiwania, wspierania oraz selekcji projektów przedsiębiorczych i inicjatyw innowacyjnych. Chodzi o znajdowanie odkrywców rynkowych i ich odkryć – nisz rynkowych, umożliwiających podjęcie opłacalnych działalności. Są to z reguły innowacje naśladowcze z wykorzystaniem technologii poznanej w wyniku rozpowszechniania się wiedzy o zmianach technologicznych, jej kopiowania. Można to nazwać efektem rozlewania (spillover effect). Oczywiście mogą się też zdarzyć autentyczne wynalazki nowych produktów, czy też nowych sposobów wytwarzania, ale to raczej sytuacje wyjątkowe. Takie indywidualne inicjatywy działalności władze publiczne wspierają zamiast typować potencjalnych czempionów przemysłu. Stosują wyszukiwanie, zachęcanie i wspieranie startujących przedsiębiorców, połączone z selekcją nieudanych prób biznesowych w różnych fazach zaawansowania.

Jest kilka szczebli inkubacji i wsparcia. Począwszy od poziomu inkubatorów przedsiębiorczości wspieranych przez kapitał zalążkowy (Seed Found), startupy, i inwestycje podwyższonego ryzyka, venture capital, tj. fundusze wchodzące w bardziej dojrzałe projekty. Powstają też różne formy prywatnego angażowania się w powstające inicjatywy np. tzw. anioły biznesu. Występuje też symbioza startupów z wielkimi korporacjami przemysłowymi czy handlowymi.

Te formy wsparcia oraz organizacje wzajemnej współpracy innowatorów są w Polsce znane, lecz fundusze przeznaczone na wsparcie są zbyt skromne. Finasowanie tego typu przedsięwzięć jest warunkiem koniecznym dla dalszej poprawy produktywności, wydajności i konkurencyjności gospodarki. Wiążą się z ryzykiem, ale z pewnością wystąpi łączny efekt lepszy niż np. w przypadku przekopu Mierzei Wiślanej…

Podobne metody wspierania przemysłu weszły ostatnio do praktyki UE, dzięki zaleceniom w ramach perspektywy finansowej na lata 2014-2020. Niezbyt skuteczne metody pobudzania aktywności w zakresie zmniejszania różnic w rozwoju państw i regionów w poprzednich okresach finansowych zdecydowały na postawienie zadania inteligentnej specjalizacji. Mamy więc Krajową Inteligentną Specjalizację (KIS), która polega na wyznaczaniu priorytetów i skupianiu inwestycji na tych obszarach, gdzie można uzyskać zwiększenie produktywności, a zatem i wartości dodanej oraz konkurencyjności w handlu zagranicznym. Odnosi się to również do regionów, a więc także Regionalnej Inteligentnej Specjalizacji (RIS). Samorządy regionalne mają za zadanie dokonać identyfikacji wyjątkowych cech każdego regionu umożliwiających wykorzystanie przewagi konkurencyjnej. W tym zachęcanie do łącznia aktywności partnerów i ich zasobów np. w ramach klastrów dla osiągnięcia ich przewag. Wsparcie unijnych funduszy spójności ma umożliwić realizację tych zamierzeń.

W podobnym kierunku idzie też wykorzystanie funduszy unijnych w ramach planu przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claude  Junckera, utworzonego z jego inicjatywy Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji strategicznych (EFIS). Środki przeznaczone na ten cel jak - podkreśla Werner Hoyer, prezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego –przeznaczone są na gwarancję dla inwestorów na ważne, lecz ryzykowne przedsięwzięcia. Dzięki nim inwestorzy mają pewność, że jeśli jakiś projekt się nie powiedzie, nie będą musieli ponosić części strat, co zdejmuje do pewnego stopnia ciężar ryzyka. W ten sposób mają być wykorzystywane fundusze unijne zamiast dotychczasowych grantów i subsydiów.

Globalizacja i integracja gospodarki światowej nie wykluczają, ani też nie czynią bezskuteczną politykę przemysłową państw i regionów. Zmiany w gospodarce w warunkach globalizacji oraz postępująca rewolucja technologii przemysłowej zachęcają, jeśli nie wręcz wymuszają, aktywną politykę przemysłową, niesprzeczną z zasadami integracji ekonomicznej. Niewidzialna ręka rynku musi być naprowadzana na wyrównywanie szans krajów i regionów i wykorzystywanie z pożytkiem przemysłu w naszej, zależnej od niego, cywilizacji. Dziś uważamy, że kwestia wyboru przez Polskę modelu rozwojowego opartego na inteligentnej specjalizacji jest zdecydowanie ważniejsza od dylematu, który sygnalizuje Grzegorz Kołodko w artykule „Czy Polska zbawi Europę”.

Alojzy Z. Nowak jest profesorem i dziekanem Wydziału Zarządzania UW, a Kazimierz Ryć – profesorem na tym wydziale

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA