fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

30 lat wolnego rynku. Pretensje do dentysty

Fotorzepa, Marta Bogacz
Równo 30 lat temu Polacy zetknęli się z nową rzeczywistością. Sklepy same ustalały ceny towarów, złote można było swobodnie wymieniać na dolary, deficytowe przedsiębiorstwa nie mogły liczyć na budżetowe dotacje, a każdy, kto miał pomysł na biznes, mógł go realizować bez obaw, że naraża się organom państwa.

W momencie wprowadzania planu Balcerowicza,popierała go ponad połowa Polaków, a tylko niecałe 10 proc. było przeciw. Ludzie zdawali sobie sprawę, że komunizm zbankrutował, a sytuacja kraju jest niemal beznadziejna – i zakładali, że pewnie gorzej być już nie może.

Wielu powodów do nadziei jednak nie było. Produkcja już od roku spadała, za to gwałtownie wzrastała inflacja (w ostatnim kwartale 1989 r. ceny się podwoiły). Czarnorynkowy kurs dolara oszalał, półki sklepowe były nadal puste, walił się budżet. Zdaniem wielu wpływowych ekspertów rządzącej już demokratycznej opozycji jedyną szansą na uniknięcie katastrofy byłby „nowy plan Marshalla", czyli masowe, wielomiliardowe wsparcie finansowe z Zachodu (tyle że nikt nam takiego wsparcia nie był gotów udzielić). A zdaniem wielu Polaków jedyną realną szansą życia w normalnym świecie pozostawała emigracja zarobkowa.

Czytaj także: Balcerowicz: To, co dobre, stało się w 1990, kolejny rok był trudniejszy

A jednak udało się wprowadzić w życie całościowy plan reform, choć brakowało nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim wiedzy, co i jak należy zrobić. Polska była pierwszym krajem w historii odbudowującym gospodarkę rynkową po ponad czterech dekadach komunizmu. Nie mając wyboru, zamknęła oczy i zdecydowała się na skok głową naprzód z wysokiej trampoliny do basenu, w którym mogło w ogóle nie być wody.

Na szczęście okazało się, że woda była. Z czasem większość Polaków odnalazła się w nowych warunkach, nabrała wiary w siebie i zaufania do gospodarki rynkowej. A ta zaczęła coraz lepiej funkcjonować, tworzyć miejsca pracy i przynosić wzrost stopy życiowej. Najpierw wypełniły się sklepowe półki, z czasem powstały nowoczesne fabryki, złoty stał się solidną walutą, spadło bezrobocie. Od roku 1990 PKB wzrósł już trzykrotnie – i rośnie nadal.

Mimo to większość Polaków uważa dziś, że reformy poszły w niewłaściwym kierunku. Wspierani przez antyliberalnych polityków, związkowców i część ekonomistów krytycy wskazują na spadek realnych płac, bankructwo wielu państwowych przedsiębiorstw, bezrobocie i wzrost nierówności dochodowych jako dowody popełnionych błędów.

Dlaczego plan Balcerowicza jest do dziś tak niepopularny? No cóż, można przyjąć racjonalne argumenty, że reformy można było nieco inaczej zaplanować i rozłożyć w czasie (zwłaszcza gdybyśmy jakimś cudem wiedzieli wtedy o gospodarce polskiej to wszystko, co wiemy dziś). Ważniejsze jest jednak to, że niemal wszystkie wymieniane dowody bólu związanego z planem Balcerowicza to konsekwencje nie tego planu, ale przede wszystkim trwającego od lat rozkładu komunistycznej gospodarki. Spadek płac wynikał z konieczności wstrzymania druku pustego pieniądza i zduszenia inflacji, bezrobocie było wynikiem przerostów zatrudnienia w haniebnie zarządzanych przedsiębiorstwach, rygor finansowy był warunkiem odzyskania kontroli nad sytuacją kraju bankruta.

Innymi słowy, oskarżanie Leszka Balcerowicza przypomina nieco pretensje do dentysty o to, że boli nas leczenie zaniedbanych zębów. Ale spróbujmy wyjaśnić dzieciom, że to nie dentysta jest temu winny!

Witold M. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, Akademia Finansów i Biznesu Vistula

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA