fbTrack

Obyczaje

Niechęć do turystów będzie narastać

Filip Frydrykiewicz
Turystyka zrównoważona wymaga grubych portfeli i większego oczytania. Tymczasem turystyka masowa jest ślepa na tubylców - mówi Paweł Cywiński, orientalista, kulturoznawca i geograf z Uniwersytetu Warszawskiego, współtwórca projektu internetowego Post-turysta.pl

Marzena Tarkowska: Polacy chętnie wyjeżdżają za granicę. Rośnie liczba klientów polskich biur podróży, ale rośnie też liczba miejsc, których mieszkańcy głośno się skarżą, że nie chcą już u siebie turystów.

Paweł Cywiński: Jednym z trendów na świecie jest coraz większe zainteresowanie tym, jaki wpływ nasze życie ma na społeczeństwa i przyrodę na drugim końcu świata. Widać to też w turystyce, która odpowiada za 10 procent globalnego produktu brutto i tworzy co dziesiąte miejsce pracy na świecie. W zeszłym roku odbyliśmy prawie 1,4 mld zagranicznych podróży turystycznych. Przy tak wielkiej skali wpływ na środowisko czy obce kultury musi być znaczący. Stąd rodzą się pytania o bardziej zrównoważoną turystykę.

Ale to refleksja, która ogranicza się zapewne do ludzi bogatszych i lepiej wykształconych.

Niestety, zazwyczaj tak. Znakomita większość konsumentów na wakacjach takich pytań sobie nie zadaje. To wciąż raczkujący sposób myślenia o sobie w świecie, którego turystyka jest ważną częścią. Niewątpliwie pewna moda na zrównoważoną turystykę rodzi się w kręgach ludzi zamożniejszych lub lepiej wykształconych, bo zwyczajnie wymaga to grubszych portfeli oraz większego oczytania. Dopiero z czasem takie myślenie staje się coraz popularniejsze i masowe. Choć oczywiście nie można generalizować.

Jedziemy na wakacje i chcemy się po prostu dobrze bawić. To chyba normalne...

Takie podejście poniekąd jest wpisane we współczesną turystykę: myślimy zazwyczaj wyłącznie w kontekście zwiedzania i zabawy. Winni jesteśmy też my – naukowcy i aktywiści – bo nie umiemy w prosty sposób opowiadać o tak złożonym zjawisku i jego konsekwencjach. Tak naprawdę rzadko spotykamy mieszkańców miejsc, które odwiedzamy. A im bardziej turystyka jest masowa, tym bardziej jest ślepa na tubylców.

Chciałabym pojechać do Wenecji, ale Wenecja mnie nie chce. Mam zrezygnować?

To pytanie, na które każdy musi sobie sam odpowiedzieć zgodnie z własnym systemem etycznym. Jeśli mamy świadomość, że wenecjanie są zirytowani masową turystyką i coraz częściej sobie jej nie życzą, to trzeba sobie zadać pytanie, czy chcemy i czy powinniśmy tam jechać. Mieszkańcy coraz lepiej widzą, że do nich pieniądze z turystyki nie docierają, zostają na kontach wielkich korporacji i przemysłu turystycznego. Dotrą dopiero wtedy, gdy przy każdym wyborze naturalnym pytaniem dla każdego z nas będzie: kto jest właścicielem tego hotelu czy restauracji? Możemy przecież sprawdzić, czy to pizzeria jakiejś sieci, czy należy do człowieka, który mieszka tuż nad nią. Może wtedy mieszkańcy w końcu odczuliby większe zyski płynące z turystyki.

Czy masowa turystyka zmieni się w przyszłości? Jak będzie wyglądała np. za 20 lat?

Niestety, będzie silnie narastać niechęć do turystów. Szczególnie w miejscach odwiedzanych masowo. Z drugiej strony na turystykę będzie miała wielki wpływ rozszerzona rzeczywistość, która prawdopodobnie jeszcze bardziej zmonopolizuje sposób dotarcia z informacją turystyczną. Chodzi o tzw. internet 4.0. Jeśli będziemy mieć np. Google Glass, nie będziemy potrzebować nawet monitorów do łączenia rzeczywistości z siecią. To się stanie około 2025 roku. Już mamy przykłady aplikacji, które umożliwiają zobaczenie wyglądu miejsca sprzed 100 lat, jeśli wodzimy komórką po krajobrazie. To kwestia kilku, kilkunastu lat, gdy na soczewki czy okulary będziemy dostawać tłumaczenia z obcych języków potrzebne do zwiedzania; informacje o tym, na co patrzymy, czy oferty zakupu mijanych usług.

Albo zobaczymy obok siebie wspomnianą pizzerię lokalnego właściciela. Może nie będzie więc tak źle.

Właśnie. W momencie gdy w trakcie tej rewolucji technologicznej wielkie korporacje dostrzegą możliwość zarobienia na świadomym turyście, będziemy uratowani i zrobimy skok w zrównoważoną turystykę. To pytanie otwarte, czy największe firmy turystyczne myślą w ten sposób. Np. czy Booking.com oznaczy ofertę, na której zarobi lokalna społeczność?

Są trzy drogi do budowania naszej świadomości turystycznej. Biznes, który dostrzeże w tym zysk. Druga to prawodawstwo, czyli większa regulacja lokalnej turystyki, a trzecia – edukacja. Już w szkole podstawowej można uczyć dzieci o czasie wolnym. Byłoby wspaniale, gdyby udało się połączyć te trzy elementy, ale obawiam się, że to myślenie życzeniowe.

Wenecję już straciliśmy. Trzeba pracować nad tym, żeby turystyka nie skolonizowała nowych i jeszcze nietkniętych miejsc. Obecnie walka toczy się o te, które jeszcze nie weszły do kanonu turystyki.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL