fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nowe technologie

Facebook polityczny

Mark Zuckerberg nieprzychylnie mówił o Donaldzie Trumpie, ale sponsoruje republikanów
AFP
Największy portal społecznościowy zniekształca obraz świata, ukrywając materiały o konserwatywnym brzmieniu. Facebook zaprzecza.

„Edytorzy Facebooka rutynowo ukrywali artykuły i wiadomości, które mogłyby interesować konserwatywnych odbiorców" – ujawnił w serwisie Gizmodo były pracownik internetowego giganta. Takie artykuły ręcznie kasowano z listy najciekawszych materiałów promowanych na Facebooku. W ich miejsce „sztucznie" wstawiano te, których wydźwięk pokrywał się ze światopoglądem edytorów.

„Od dawna podejrzewaliśmy, że wiadomości na Facebooku sztucznie obniżają rangę konserwatywnych artykułów, a promują postępowość" – oświadczyli przedstawiciele Breitbart News Network, jednego z największych prawicowych portali w USA.

„Dla każdego, kogo interesuje wolność prasy, to przerażająca informacja" – napisał na Twitterze Bill Grueskin z Bloomberga.

Facebook stanowczo zaprzecza, podkreślając, że „nie znaleziono żadnych dowodów potwierdzających anonimowe doniesienia". „Popularne tematy są wybierane przez algorytm, a następnie przeglądane przez członków naszego zespołu, aby upewnić się, że są to rzeczywiście interesujące wiadomości, a nie zwodnicze linki, kłamstwa czy popularne tematy, lecz bez znaczenia – takie jak np. lunch" – tłumaczy oficjalnie jeden z szefów Facebooka Tom Stocky. „Nasi edytorzy mają jasne wytyczne co do tego, jakie tematy wybierać, biorąc pod uwagę źródła oraz rzeczywiste wydarzenia. Nie mogą natomiast dyskryminować żadnych źródeł lub ideologii, a ich wszystkie działania są rejestrowane, a następnie przeglądane i oceniane".

I na tym sprawa mogłaby się zakończyć, gdyby nie to, że Facebook już wcześniej próbował takich „eksperymentów". A mówimy o serwisie, który na całym świecie ma 1,65 miliarda użytkowników. Codziennie zagląda na niego ponad miliard ludzi. To największy „wydawca" wiadomości na świecie, przez którego przepływa znaczna część informacji z mediów.

Dla użytkowników Facebooka świat wygląda tak, jak chce tego Facebook.

A jak chce? Przed wyborami w USA w 2012 roku portal zaczął wyświetlać prawie 2 mln swoich użytkowników więcej wiadomości politycznych, z zamiarem „pobudzenia" ich do działania. Ludzie zostali potraktowani jak króliki doświadczalne, bo oczywiście nikt ich nie uprzedził, że biorą udział w eksperymencie. Naukowcy chcieli sprawdzić, czy i w jaki sposób wpłynie to na zwiększenie zainteresowania wyborami. Wpłynęło – podniosło frekwencję.

Taki sam cel ma wyświetlanie – również w Polsce – informacji o tym, czy się wzięło udział w wyborach. Ma to działanie motywujące dla kręgu znajomych. Wystarczy motywować w ten sposób określoną grupę użytkowników (ich przekonania polityczne łatwo sprawdzić, analizując ich zachowanie), aby realnie wpłynąć na wynik głosowania.

Facebook przetestował swoją władzę już w 2010 roku. W tym eksperymencie wzięło nieświadomy udział 61 mln użytkowników serwisu. Tym razem psycholodzy i politolodzy z Uniwersytetu Kalifornijskiego chcieli się przekonać, na ile odpowiednio spreparowane wpisy na Facebooku wpływają na głosujących. Dwa lata później opisali w jednym z najważniejszych magazynów naukowych świata – tygodniku „Nature", jak dzięki drobnej zmianie algorytmu Facebooka udało się podnieść frekwencję o... 340 tysięcy dodatkowych głosów.

Czy ogromna firma internetowa może wykorzystać swoją władzę nad umysłami użytkowników, aby mieć wpływy polityczne?

Sprawa jest tym ciekawsza, że założyciel Facebooka Mark Zuckerberg kilka tygodni temu otwarcie zaatakował Donalda Trumpa za pomysły „budowania murów i oddzielania się od ludzi, których nazywa się obcymi". Wspomniany już serwis Gizmodo ujawnił wcześniej, że wewnątrz firmy trwała dyskusja o „odpowiedzialności i roli Facebooka w sprawie niedopuszczenia do wyboru Trumpa na prezydenta".

Jednocześnie Facebook jest jednym ze sponsorów nadchodzącej konwencji republikanów w Cleveland. Społecznościowy gigant finansuje tam podobno jedną z wydzielonych sal spotkań. „To nie jest wspieranie tej partii, ale umożliwianie dialogu między głosującymi, kandydatami i działaczami" – podkreśla Erin Egan z Facebooka.

Facebook nie jest jedyny. Pod petycją nakłaniającą Microsoft i Google do wycofania się ze sponsorowania tej imprezy zebrano ponad 65 tys. podpisów. „To nieodpowiedzialne i niebezpieczne, że takie korporacje jak Google i Microsoft promują język nienawiści Trumpa" – przekonują organizatorzy akcji z CREDO Action. Coca-Cola pod naciskiem opinii publicznej zredukowała swój wkład.

Facebook jednak nie ustąpił i zamierza sponsorować konserwatystów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA