fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Polityka przestrzenna miasta. Ciągłość czy zmiana?

rp.pl
Pytanie zawarte w tytule pojawia się z całą siłą pod koniec każdej kadencji samorządu. Zadają je sobie aktualni zarządcy miast, ale też ich konkurenci. Warto też, byśmy sami je sobie zadali.

Co chcemy zmienić w naszej okolicy, a co nie powinno ulec zmianie? Wiele się buduje, ale czy chcemy tych nowych budynków obok naszego, a może chcemy więcej zieleni, czy tylko lepiej uporządkowanych ulic i poprawionych chodników, a może bardziej czystej okolicy? Może też bezpieczniejszej. Ale warto też sobie przypomnieć, jaka była nasza ocena skutków realizacji polityki przestrzennej miasta. A taki obowiązek władz gminy przecież istnieje. To art. 32 ustawy o planowaniu. Czy ta ocena była w ogóle zrobiona w trakcie kadencji, czy była powszechnie dyskutowana przed jej przyjęciem przez naszą radę? Bo przecież nasze potrzeby w znaczącym stopniu są związane z kształtem urbanizacji miejskiej, tak jak i wartość naszych nieruchomości. Dobrze więc wiedzieć, co władze miejskie przewidują w okolicy. Ale też dobrze byłoby, aby wybierane przez nas władze analizowały potrzeby nas, mieszkańców gminy.

Do tego służy socjologia miasta. Kiedyś polska specjalność, wystarczy przypomnieć nazwiska, Aleksandra Wallisa czy Jana Turowskiego z KUL. Teraz po latach zaniku socjologia miejska ponownie się rozwija. Może dlatego, że widzimy bezradność naszych działań, gdy oparte są tylko na intuicji.

Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej ma swoje instrumenty przetestowane w 49 miastach, wiele miast prowadzi własne badania. W Warszawie już od 14 lat funkcjonuje Barometr Warszawski. Paweł Kuczyński, jego autor, dostrzega jednak, że barometr, który służy do analizy zarządzania miastem, powinien być uzupełniony o wymiar przestrzenny. Potrzebujemy więc barometru urbanizacji, instrumentu socjologii przestrzennej, dla dobrego zarządzania naszą wspólną przestrzenią. Warto taki instrument dla analizy naszych socjoekonomicznych potrzeb uruchomić. Będziemy więcej wiedzieć o sobie i naszych marzeniach. W przypadku Warszawy niektóre już znamy. To obwodnica metropolii dla 31 proc. respondentów, budownictwo komunalne dla 13 proc., przebudowa placu Defilad dla 6 proc., tak jak i 6 proc. dla rewitalizacji Starej Pragi. To według badań na próbie 1100 mieszkańców z listopada sprzed roku. Ale te wielkie sprawy dotyczą całego miasta. A lokalnie, w badaniach, z czerwca 2017 roku, to naprawa dróg – 41 proc., służba zdrowia – 38 proc., korki w mieście – 34 proc., budownictwo mieszkaniowe – 11 proc. (można było dawać trzy odpowiedzi). Ale na pytanie „czy ogólnie interesuję się działaniem władz miasta", „tak, bardzo" odpowiedziało 9 proc, „tak trochę" – 40 proc., „mało się tym interesuję" – 37 proc., a „w ogóle" – 9 proc. A więc nie bardzo się interesujemy, a potem mamy pretensje. Warto więc zadać sobie pytania: co chcemy zmienić w naszej okolicy, może podyskutować z sąsiadami, czego na pewno nie chcemy. Ale realizacja naszych marzeń może być w sprzeczności z potrzebami innych. Konieczna jest więc rozmowa, dialog miejski, posługujący się również wizualnym wyobrażeniem naszych oczekiwań. Czyli propozycjami projektów dla rozwoju i przekształcania miasta. Nie w formie planów miejscowych i prawa, ale propozycji, jak nasza okolica może wyglądać. To dotyczy nie tylko wielkich miast, ale każdej gminy.

Ale też chcemy, aby po wyborach te pomysły były materializowane. Władze miasta nie mogą być jak teraz bezradne wobec tak uzgodnionych oczekiwań, muszą mieć możliwości prawne, instrumenty. Dzisiaj mogą już kształtować ład przestrzeni reklamowej, ale nie mają możliwości określania standardu urbanistycznego poprzez lokalne przepisy, nie mają też możliwości odmowy zgody na budynek, który zdaniem sąsiadów, a może i ekspertów gminnej komisji urbanistycznej, w sposób rażący narusza walory architektoniczne i krajobrazowe. Więc może zamiast wielkich zmian legislacyjnych zaproponujmy w ustawie małe konkretne zmiany, które pozwolą uniknąć bezradności w zagospodarowaniu miejskim.

Bo zarówno brak wiedzy o marzeniach, jak i bezradność w działaniu prowadzi do frustracji, a ta nie jest nam potrzebna w zarządzaniu miejskim. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA