fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Zakaz propagowania komunizmu przez nazwy budowli użyteczności publicznej

www.sxc.hu
W cieniu spraw dotykających samych podwalin państwa prawa, w tym pozycji ustrojowej Trybunału Konstytucyjnego, powstaje niemało ustaw niebudzących aż tak szerokiego zainteresowania.

Oto 1 kwietnia Sejm uchwalił niemal jednogłośnie ustawę o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. Zgodność klasy politycznej sprawia, że raczej mało prawdopodobne jest zaskarżenie do TK przepisów tej ustawy, co jednak nie przeszkadza ocenić jej postanowień w relacji do niektórych zasad konstytucyjnych. Warto też, to uwaga także do historyków, podjąć trud interpretacji wprowadzanych zakazów.

Co do samej decyzji o ustawowej ingerencji w nazewnictwo, by wyeliminować z przestrzeni publicznej przeżytki nazewnicze minionego ustroju, zdania mogą być podzielone. Nawet w umyśle jednego komentatora argumenty za i przeciw mogą walczyć o pierwszeństwo. W istocie problem anachronicznych nazw, z których część budzi sprzeciw etyczny, istnieje. W niektórych miejscowościach wciąż honorowane są takie postacie jak Julian Marchlewski czy Karol Świerczewski lub daty i wydarzenia takie jak 22 lipca czy PKWN. Argument, że inne państwa, które przeszły epokę realnego socjalizmu, np. Czechy i Niemcy, także noszą jego pozostałości w nazewnictwie (zob. http://www.psc.cz/cz/Stredocesky-kraj/Praha-zapad/Kosor/Rude-armady/, http://www.welt.de/kultur/article134757693/Wo-die-DDR-in-Deutschland-noch-zu-Hause-ist.html. Dostęp: 8.04.2016r.), nie jest jako taki rozstrzygający.

Rządząca obecnie partia Prawo i Sprawiedliwość przywiązuje ogromną wagę do polityki historycznej, co rodzi obawy pewnej instrumentalizacji. Trzeba jednak przyznać, że uchwalona w zupełnie innej konfiguracji politycznej konstytucja z 2 kwietnia 1997 r. również nie jest wolna od dość wyraźnej narracji historycznej. Wystarczy przeczytać pewne fragmenty preambuły lub art. 13, który zakazuje, mówiąc w skrócie, działalności partii praktykujących lub propagujących totalitarne metody nazizmu, faszyzmu bądź komunizmu. Od „komunistycznego" (termin ten nie jest ostry) patrona ulicy do wpływania na politykę państwa metodami totalitarnymi droga daleka, ale samo odcięcie się od politycznego dziedzictwa komunizmu i innych ustrojów antywolnościowych ma pewne racje konstytucyjne. Pytanie jednak, czy mimo ogólnie słusznego celu nie wylewa się dziecka z kąpielą poprzez zbyt szerokie pole interwencji ustawodawcy. Jest ona zresztą jakimś wyrazem braku zaufania do społeczności lokalnych, niewiary w to, że są one zdolne rozpoznać godne i niegodne tradycje historyczne, co rodzi wątpliwości z punktu widzenia zasady subsydiarności, chyba że uznać, iż indolencja niektórych wspólnot samorządowych w tej sprawie przekroczyła punkt krytyczny.

Merytorycznie zakres oddziaływania władz państwa na nazewnictwo samorządowe wyznacza art. 1 ustawy: „Nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, w tym dróg, ulic, mostów i placów, nadawane przez jednostki samorządu terytorialnego nie mogą upamiętniać osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny ani w inny sposób takiego ustroju propagować". O ile czasowniki tu użyte: „symbolizować", „upamiętniać", „propagować", są w miarę jasne, o tyle wnikliwych dociekań wymagają odwołania do wskazanych ustrojów politycznych decydujące o nowej kwalifikacji prawnej nazw miejscowych. Dopełnieniem tej normy jest art. 1 ust. 2 uznający za propagowanie komunizmu nazwy odwołujące się do osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących system władzy w Polsce w latach 1944–1989. Już sama nazwa „komunizm" nie jest ostra. Niezbyt wiele łączy komunizowanie Ludwika Waryńskiego i Feliksa Dzierżyńskiego, Marcina Kasprzaka i Władysława Gomułki. Z kolei znak równości między każdym upamiętnieniem wydarzenia lub postaci związanej ze wskazanym okresem powojennym a propagowaniem dawnego ustroju byłby nadinterpretacją. Czy jeśli, załóżmy, w jakiejś miejscowości istnieje ulica Wyścigu Pokoju albo Przodowników Pracy, to symbolizuje to epokę realnego socjalizmu oraz ją propaguje?

Przenosząc tę ustawę do praktyki, warto mieć na uwadze, że władze PRL zawłaszczyły niektóre daty dla podbudowania swojego mitu założycielskiego. Dotyczy to na przykład rewolucji 1905 r. Inny przykład to data 17 stycznia 1945 r. Pytanie, czy data ta symbolizuje Armię Czerwoną, która wtedy zajęła Warszawę, czy jednak bardziej koniec terroru hitlerowskiego. Problemy może nastręczać także ustalanie owego „symbolizowania" systemu władzy w Polsce w latach 1944–1989. Nie będzie łatwo ustalić, czy Jerzy Ziętek był osobą ucieleśniającą ten system jako wojewoda śląski i członek KC PZPR, czy też ważniejsze, że zapewne był dobrym gospodarzem w swoim regionie. Jeszcze inna kwestia to nazwy sporne, mające zarówno zagorzałych przeciwników, jak i obrońców (np. ulica Dąbrowszczaków). Wielu z tych wątpliwości dałoby się uniknąć, gdyby przyjęto poprawkę zgłoszoną w drugim czytaniu projektu, a polegającą na upoważnieniu ministra spraw wewnętrznych do wydania rozporządzenia zawierającego wykaz nazw, których nie wolno nadawać (lub zachowywać). Zakres ingerencji w samodzielność gminy byłby co do istoty podobny, ale uniknięto by – gdyby wprowadzić, czego nie proponowano, konsultacje uniwersyteckich wydziałów historii – ryzyka pochopnych i dowolnych ocen. Choć i to rozwiązanie nie byłoby pozbawione słabości, związanych np. z nieuwzględnieniem w tym wykazie nazw synonimicznych lub bardzo zbliżonych. W jakich sytuacjach lepiej nie ingerować?

W każdym wypadku wątpliwości należałoby rozstrzygać w duchu poszanowania samodzielności jednostek samorządu terytorialnego (zob. art. 16 ust. 2 w zw. z art. 165 ust. 2 konstytucji) i wspomnianej subsydiarności i nie wydawać rozstrzygnięć nadzorczych.

Jeśli chodzi szczególnie o nieoczywistych patronów ulic, placów itp., wskazana jest konsultacja historyczna, i to nie tylko Instytutu Pamięci Narodowej, co przewiduje ustawa. Konstytucyjne względy proporcjonalności z zakazem nadmiernej ingerencji przemawiają za tym, by nie reagować metodami nadzorczymi na nazwy niemające zdecydowanie „komunistycznego" oblicza. Sądzę, że z tych powodów należałoby zachować – o ile czego innego nie domagają się zgodnie mieszkańcy – patronów znanych głównie z twórczości artystycznej czy naukowej, mających epizody współpracy z systemem czy nawet momenty jego wychwalania. Nie powinno się też raczej usuwać nazw, które co prawda kojarzą się z minionym ustrojem, ale mają starszą genezę lub zostały przez władze Polski Ludowej w istocie zawłaszczone. Tego rodzaju nieuczciwość intelektualna nie dyskwalifikuje samej nazwy i upamiętnianej postaci. Chodzi tu np. o nazwiska Ludwika Waryńskiego, Stefana Okrzei czy Marcina Kasprzaka.

Jak wynika z doniesień agencyjnych, radni gmin typują do zmiany nazwy nie tylko szeroko kojarzone z komunizmem, ale też takie, które dotyczą osób niemal nieznanych (http://wiadomosci.onet.pl/krakow/dekomunizacja-ulic-w-krakowie-nie-wszyscy-mieszkancy-tego-chca/vz06h8). Sądzę, że tego typu nazwy nie mają żadnego potencjału agitacyjnego. Ulica hipotetycznego działacza PZPR Mariana Pawiana jest właściwie neutralna światopoglądowo, podobnie jak ulica Ptasia, Lipowa czy Estońska. Zmiany powinny być przeprowadzone jedynie wtedy, gdy ów działacz, patron ulicy (placu, mostu), popełnił zbrodnie lub kierował aparatem represji.

Na marginesie komentowanych przepisów nasuwa się myśl, że zasadne byłoby uspołecznienie procesu nadawania i zmian nazw ulic. Przykładem może być Wrocław, w którym Rada Miejska stale współpracuje z Komisją Nazewnictwa Ulic Towarzystwa Miłośników Wrocławia.

Autor jest doktorem prawa konstytucyjnego zatrudnionym na Politechnice Opolskiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA