fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Nowy-stary świadek spadkobierców

Stadion Narodowy powstał na gruntach objętych roszczeniami
Fotorzepa/ Marta Bogacz
Jest pani dziedziczką fortuny – usłyszała od prawniczki 82-letnia Jadwiga. Kiedy przestała korzystać z jej usług, ta podważyła postępowanie spadkowe, które sama przeprowadziła.

Rzecz dotyczy m.in. 10 hektarów gruntów pod Stadionem Narodowym. Ziemia może być warta nawet 4 mld zł. Ostrożne szacunki mówią o 1 mld zł. Tak czy inaczej, gra jest warta świeczki.

Dobra nowina

Roszczenia do terenu zagrabionego dekretem Bieruta zgłaszają dwie rodziny. Jedna to spadkobiercy Aparda Chowańczaka, właściciela jednego z największych zakładów kuśnierskich w II RP, na stale mieszkający w Argentynie. Druga rodzina – Grzybowskich – została w Warszawie. Ubiega się o zwrot także innych nieruchomości – m.in. kamienicy na Pradze-Północ.

Sprawa jest niepodobna do setek innych nie tylko ze względu na gigantyczne pieniądze i wyjątkową nieruchomość. Spadkobierców reprezentuje prawniczka, której działania budzą coraz więcej wątpliwości. Ale po kolei.

Jest rok 2004. Do 82-letniej wówczas pani Jadwigi dzwoni nieznajoma kobieta. – Jest pani bardzo bogata – mówi do słuchawki – opowiada dziś pan Łukasz, wnuk pani Jadwigi. Tak zaczyna się wieloletnia znajomość, może nawet przyjaźń.

– Młoda prawniczka przekonuje babcię, że jest specjalistą od spraw nieruchomościowych i dekretowych. Mówi o sobie „mecenas". Pokazuje artykuły w prasie, o skutkach dekretu Bieruta mówi w programach telewizyjnych. Powołuje się na znajomości w kręgach rządowych. Jest szalenie medialna – mówi pan Łukasz. Do pani Jadwigi młoda prawniczka zaczyna mówić „ciociu". – Byłam przekonana, że mam do czynienia z radcą prawnym – pisze dziś do sądu pani Jadwiga. – Podpisałam z nią umowę cesji, przekazując 1 proc. przysługujących mi uprawnień do użytkowania wieczystego do nieruchomości, m.in. pod Stadionem Narodowym. Podpisałam też umowę współpracy, zgodnie z którą miałam jej przekazać 25 proc. odzyskanego majątku.

Rok 2005. Prawniczka – jako pełnomocnik pani Jadwigi oraz osoba, która miała interes prawny w sprawie – składa wniosek o stwierdzenie nabycia spadku po byłych właścicielach nieruchomości. W 2007 roku sąd wydaje postanowienia, w wyniku których uprawnienia do majątku nabyła pani Jadwiga.

Kiedy na objętych roszczeniami ziemiach, na których działał słynny Jarmark Europa, rusza budowa stadionu, młoda prawniczka grzmi w mediach, że to skandal.

– Ja i mój brat nie interesowaliśmy się wcześniej tą sprawą. Pochłaniały nas studia. Wiedzieliśmy tylko, że babcia ma zaprzyjaźnioną prawniczkę, która zajmuje się sprawami rodziny. Słyszeliśmy, że kończy aplikację radcowską. Wtedy to nam wystarczało. Więcej wiedział nasz nieżyjący już ojciec – opowiada dziś pan Łukasz. – Babcia była bardzo przywiązana do tej pani. Ufała jej bezgranicznie. Wierzyła, że robi wszystko, by jej pomóc.

Ale potem przyszło poważne rozczarowanie. – Prowadząc sprawę o odszkodowanie za utraconą nieruchomość na Pradze, prawniczka złożyła wniosek przeciwko miastu, a nie Skarbowi Państwa. Roszczenie zostało oddalone, a termin na jego złożenie minął – opowiada pan Łukasz.

Wtedy wnukom zapala się w głowie czerwona lampka. – Profesjonalista na pewno by wiedział, przeciwko komu występuje, nie wspominając o pilnowaniu terminów – mówi. – Próbowaliśmy z nią rozmawiać, zadawać pytania. Nie chciała jednak podtrzymywać z nami kontaktu. Nie miała czasu na spotkania, ciągle jej coś wypadało. Przychodziła jednak bez zapowiedzi do naszej babci. A my ze zdziwieniem czytaliśmy artykuły w prasie na temat roszczeń do gruntów pod stadionem, w których prawniczka się wypowiadała. Nigdy niczego z nami nie uzgadniała, o nic nie pytała – wspomina.

Pani Jadwiga ostatecznie wypowiada prawniczce umowę i udzielone pełnomocnictwa. – Uświadomiłam sobie, że pani mecenas nie jest żadnym specjalistą, że nie może mnie nawet reprezentować w postępowaniu sądowym – pisze dziś do sądu pani Jadwiga. Drogi obu pań się rozchodzą. Nie na długo jednak.

Czyj ten spadek

Już po zerwaniu umowy z prawniczką, w listopadzie 2015 roku do sądu wpływa wniosek o... zmianę stwierdzenia nabycia spadku. Świadek – była pełnomocniczka pani Jadwigi – twierdzi teraz, że spadkobiercą byłych właścicieli nieruchomości jest ktoś inny, a nie jej była klientka. Ze złożonych w sądzie dokumentów wynika, że prawniczka miała widzieć „w mieszkaniu pani Jadwigi dokument, który wedle jej przypuszczeń był własnoręcznie sporządzonym testamentem". Na mocy tego testamentu fortuna, w skład której wchodzą tereny pod stadionem, należą się komuś innemu.

Pani Jadwiga nie ma wątpliwości co do intencji swojej byłej pełnomocniczki. – Śmiem przypuszczać, że to odwet. Wniosek jest zupełnie nieuzasadniony – podnosi.

Jej wnuk pytany o straty, jakie poniosła rodzina na współpracy z panią „mecenas", mówi m.in. o utracie szansy na rekompensatę za zagrabienie praskiej kamienicy oraz kilkudziesięciu tysięcy złotych wydanych na sprawy sądowe prowadzone przez prawniczkę. – Nie możemy jednak skutecznie ubiegać się o naprawienie tej szkody od prawniczki, bo nie ma ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej, jakie musi mieć profesjonalny adwokat czy radca prawny – podkreśla pan Łukasz.

Ostatecznie rodzina powierzyła sprawę profesjonalnej kancelarii.

– Klientka zgłosiła się do mnie w czerwcu zeszłego roku, szukając pomocy w sprawie o odszkodowanie za utratę nieruchomości na Pradze. Sprawa była już przedawniona. Poprzednia pełnomocnik złożyła pozew przeciwko niewłaściwej osobie, więc pozew został oddalony – wyjaśnia adwokat Beata Wasyluk z kancelarii Stachura Urbańska Wasyluk. – Złożyłam apelację, choć szanse na uratowanie sprawy są niewielkie. Szkoda może sięgać ok. 6 mln zł – szacuje.

Adwokat zajmuje się też sprawą praw do gruntów pod stadionem. Podkreśla, że była pełnomocnik, która w imieniu pani Jadwigi przeprowadziła postępowanie spadkowe, w wyniku którego ta nabyła prawo do nieruchomości, teraz podważa postanowienie sądu.

– O zmianę wnoszą osoby twierdzące, że są spadkobiercami testamentowymi. Testamentu fizycznie nie ma, ale świadkiem na jego istnienie jest była pełnomocnik – przypomina Beata Wasyluk.

O roszczeniach do gruntu, ziemi pod stadionem, odszkodowaniu i testamencie chcieliśmy porozmawiać z prawniczką. Nie odbierała telefonów. Na e-mailową prośbę o kontakt medialna do tej pory pani mecenas odpisuje: „Proszę powiedzieć, czy to temat z własnej inicjatywy czy też na czyjeś zlecenie?". Wysyłamy pytania. Pytamy m.in. o testament. Dlaczego nie był ujawniony we wcześniejszym postępowaniu spadkowym?

„Czy może przesłać mi Pani tekst, który zamierza Pani opublikować?" – dostajemy odpowiedź. Zapewniamy, że jej wypowiedzi na pewno autoryzujemy. Wtedy odpisuje: „Informuję, że sprawy objęte Pani pytaniami są przedmiotem różnych postępowań sądowych (...). W postępowaniach tych pojawia się także moja osoba (jako strona lub świadek). Stąd też w mojej opinii na podstawie art. 13 prawa prasowego jestem zobowiązana do odmowy wypowiadania się w tych kwestiach, a także jestem uprawniona do żądania, aby nie podawali Państwo moich danych w swoich materiałach. W zakresie nieobjętym powyższym przepisem odmawiam zgody na podawanie moich danych osobowych na podstawie przepisów o ochronie danych osobowych, a ponadto odmawiam zgodny na publikację mojego wizerunku na podstawie przepisów o prawie autorskim i prawach pokrewnych".

Do tej pory prawniczka nie miała wątpliwości, czy może się wypowiadać w tej sprawie. Co się zmieniło? To pytanie pani mecenas pozostawiła bez odpowiedzi.

Po wielu latach

O prawo do praskiej fortuny walczą dziś krewne byłych właścicieli nieruchomości. Twierdzą, że rodziny były bardzo zaprzyjaźnione. A jedna z pań 70 lat temu jako dziecko miała widzieć testament. Żadna z nich nie zdecydowała się na rozmowę z „Rz".

Pytania wysłaliśmy do prawnika, który je reprezentuje, powołując na świadka byłą pełnomocnik pani Jadwigi. Michał Niemirowicz-Szczytt, radca prawny, tłumaczy w piśmie do „Rz", że dość często w sprawach dotyczących nieruchomości objętych dekretem Bieruta wnioski o stwierdzenie nabycia spadku składane są nawet kilkadziesiąt lat po śmierci spadkodawcy.

– Wynika to z faktu, że prawa i roszczenia związane z tymi nieruchomościami są niejednokrotnie jedynym albo najistotniejszym składnikiem majątku spadkowego. Dlatego też kwestia potwierdzenia praw do spadku staje się dla spadkobierców istotna dopiero wówczas, gdy zdecydują się wszcząć wieloletnią batalię przed organami sądowymi i administracyjnymi w celu realizacji swoich praw i roszczeń – wyjaśnia Michał Niemirowicz-Szczytt. – Z uwagi na skomplikowanie materii oraz różnorakie koszty i czas, wiążące się z poszczególnymi procedurami, podjęcie decyzji o wkroczeniu na tę drogę zajmuje często całe lata. Nie uzyskaliśmy odpowiedzi na pytania, dlaczego jego klientki nie zgłaszały prawa do spadku, skoro od dziesięcioleci wiedziały, że się im należy.

Zdaniem eksperta

Paweł Kuglarz, radca prawny i partner w kancelarii Wolf Theiss

Polska jest jedynym – poza Białorusią – państwem regionu, które dotychczas nie przeprowadziło reprywatyzacji.

Najbliżej rozwiązania tego problemu byliśmy w 2001 r., kiedy to 11 stycznia Sejm RP uchwalił ustawę o reprywatyzacji. Byli właściciele mieli otrzymać generalnie 50 proc. wartości utraconych nieruchomości pomniejszone o podatek spadkowy. Do najistotniejszych postanowień ustawy należał zakaz handlu roszczeniami. Prezydent Aleksander Kwaśniewski zawetował jednak ustawę reprywatyzacyjną, a Sejm nie zdołał tego weta odrzucić, co spowodowało, że żaden jej przepis nie stał się obowiązującym prawem.

Warszawa znajduje się w nietypowej sytuacji, jeżeli chodzi o zagadnienie reprywatyzacji. Dekret Bieruta zlikwidował prywatną własność gruntów na terenie stolicy. Na mocy dekretu Bieruta władza „ludowa" przejęła po wojnie 17 tys. warszawskich nieruchomości. Po 1989 r., na podstawie obowiązujących przepisów, organy administracji i sądy poczęły przyznawać dawnym właścicielom prawo do nieruchomości odebranych po 1945 r., a kiedy było to niemożliwe – zasądzały odszkodowania.

Znaczącą część roszczeń można zidentyfikować, a duża ich część nie została rozpatrzona. Do spadkobierców takich właścicieli zgłaszały się i nadal zgłaszają osoby, które uzyskały informacje o roszczeniach. Jednak odzyskiwanie majątków na podstawie obowiązujących przepisów to dla byłych właścicieli trudne wyzwanie. Niezwykle istotne jest z punktu widzenia spadkobierców, kto będzie reprezentował ich interesy.

Na warszawskim rynku działają osoby i firmy nadużywające nazwy „kancelaria prawna". Dlatego pierwszym krokiem powinno być sprawdzenie, czy przyszły pełnomocnik jest radcą prawnym lub adwokatem (lista jest publicznie dostępna). Drugim etapem jest umowa. Coraz częściej takie kontrakty mają charakter mieszany – zawierają wynagrodzenie stałe i tzw. succes fee, czyli procent od wartości odzyskanej nieruchomości lub odszkodowania.

Z zasad etyki radców i adwokatów wynika zakaz reprezentowania przeciwników lub konkurentów procesowych. Rozwiązaniem – choćby do czasu uchwalenia tzw. małej ustawy reprywatyzacyjnej – mogłoby być stworzenie funduszu, który wykupywałby roszczenia od spadkobierców. Dla wielu osób, często będących w podeszłym wieku, kwota kilkudziesięciu tysięcy złotych teraz jest ważniejsza niż ewentualne przyszłe miliony.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA