fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Narkobiznes zabija tropikalne lasy Ameryki Środkowej

Fotolia
Problem wylesiania Ameryki Środkowej zaczął już zagrażać ludności tubylczej i całemu zróżnicowanemu ekosystemowi tego regionu. Powodem nie jest uprawa krasnodrzewu pospolitego, czyli koki. Wynika to ze sposobu prania brudnych pieniędzy z nielegalnych zysków.

Naukowcy postanowili przyjrzeć się dokładnie skali tego zjawiska. Wyniki badania, które zostało sfinansowane przez Open Society Foundations, przy wsparciu przez National Socio-Environmental Synthesis Center, opublikowano w czasopiśmie Environmental Research Letters.

Okazuje się, że prowadzona od ponad 15 lat przez Stany Zjednoczone walka z przemysłem narkotykowym na Karaibach i Meksyku wypchnęła handlarzy do miejsc, które są trudniejsze do patrolowania, na przykład duże, zalesione obszary Ameryki Środkowej – mówi David Wrathall, geograf z Oregon State University i współautor badania. – Pojawili się tam z całą masą nielegalnych środków, które trzeba było na coś wydać. Zorientowali się, że jednym z najlepszych sposobów prania pieniędzy w tamtym rejonie jest ogrodzenie olbrzymich działek leśnych, wycięcie drzew i budowa własnej farmy bydła. To główny, nierozpoznany wcześniej powód kurczenia się lasów tropikalnych w Ameryce Środkowej.

Na podstawie danych z programu Global Forest Change oceniającego ubytki lasów, zespół badawczy stwierdził, że w latach 2001–2014 zidentyfikowano nieregularne lub nieprawidłowe wylesienia, które nie pasowały do uprzednio określonych wzorców przestrzennych lub czasowych spowodowanych bardziej typowymi formami osadnictwa lądowego lub kolonizacji granicy. Następnie zespół oszacował stopień, w jakim handel narkotykami przyczynia się do utraty lasów, wykorzystując zestaw 15 wskaźników opracowanych na podstawie zgromadzonych danych, w celu określenia szybkości, czasu i stopnia zaniku lasów. Wyniki były szokujące – handel kokainą może stanowić 30 proc. całkowitej utraty lasów w Hondurasie, Gwatemali i Nikaragui w ciągu ostatniej dekady. Z tego od 30 do 60 proc. strat wystąpiło na obszarach chronionych przepisami krajowymi i międzynarodowymi.

To ważne, by na tych terenach nikt się nie osiedlał. Wyobraźcie sobie chmurę dwutlenku węgla z całego płonącego lasu – kontynuuje Wrathall. – Najbardziej gwałtowne zmiany w zagospodarowaniu terenu pojawiały się na obszarach, gdzie własność gruntów nie była jasna – w lasach, w odległych obszarach Hondurasu, Gwatemali i Nikaragui, gdzie kwestia tego, kto jest właścicielem ziemi jest zawiła.

W Panamie został zbudowany cały system finansowy do prania pieniędzy z handlu kokainą. Nikt nie musi więc wycinać drzew na budowę ranch. W Hondurasie bankiem jest ziemia.

Hodowla bydła i rolnictwo nie są jedynymi rozwiązaniami handlarzy narkotyków, które zagrażają lasom tropikalnym. Pieniądze rozpływają się w legalnych firmach zajmujących się górnictwem, turystyką i rolnictwem przemysłowym.

Wrathall alarmuje, że wpływ ten dotyka zarówno ludzi, jak i ekosystemów. Mieszkańcy, którzy żyli w sposób zrównoważony w swoich środowiskach, zostają wysiedleni i stają się jedynie zarządcami ziemi – twierdzi naukowiec. – Są to bardzo ważne obszary ekologiczne z ogromną różnorodnością biologiczną, która może zostać bezpowrotnie utracona. To nasze ostatnie dzikie przestrzenie w Ameryce Środkowej – dodaje. – Oczywiście zakończenie nielegalnego handlu narkotykami byłoby najlepszym rozwiązaniem, ale tak się nie stanie. W rzeczywistości, gdy działania w zakresie egzekwowania prawa są skuteczne, często wypychają narkobiznes do odległych obszarów, które nie miały wcześniej podobnych problemów. Poza tym wzrost przemocy w Ameryce Środkowej, która towarzyszy handlowi narkotykami, jest uznawany za główny motor migracji w regionie.

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA