fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauczyciele

Ile nauczyciel straci finansowo na strajku

Fotorzepa, Jakub Dobrzyński
Szkoły informują, jakie kwoty będą odejmowane od pensji, a samorządy się zastanawiają, jak je zrekompensować.

W jednej ze szkół w Gdyni pojawiły się informacje, ile nauczyciele stracą na tygodniowym strajku. Wynika z nich, że od pensji nauczyciela dyplomowanego zostałoby odjęte (netto) 780,01 zł, mianowanego – 675,33 zł, a kontraktowego – 604,27 zł.

Na wszystko to pozwala prawo. Zgodnie z art. 23 ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych strajkujący zachowują prawo do świadczeń z ubezpieczenia społecznego oraz uprawnienia ze stosunku pracy. Okres ten wlicza się też do okresu zatrudnienia. Problem w tym, że za czas powstrzymywania się od pracy nie należy się pracownikowi wynagrodzenie.

Nie ma prostych rozwiązań

Utrata wynagrodzenia to dla nauczycieli kłopot. Dlatego popierający ich samorządowcy zastanawiają się, jak te straty rekompensować.

– Badaliśmy wszelkie możliwości prawne i niestety, z uwagi na dyscyplinę finansów publicznych, nie ma możliwości zapłacenia za dzień strajku – mówił podczas konferencji zorganizowanej przez Unię Metropolii Miast prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. – Przez cały czas to analizujemy, by znaleźć zadowalające rozwiązanie.

Podobne rozważania prowadzi Związek Miast Polskich.

– Nie ma możliwości wykonania prostej operacji rekompensaty za strajk. Na pewno jednak nie damy zginąć nauczycielom – twierdzi Marek Wójcik, ekspert ZMP.

Jak nieoficjalnie mówią samorządowcy, najprawdopodobniej „dadzą im zarobić".

– Myślimy o wygospodarowaniu pieniędzy na zajęcia wyrównawcze lub sfinansowanie dodatkowych zajęć pedagogiczno-psychologicznych – przyznaje jeden z nich. – Przymierzamy się do zrekompensowania tego w wyższym dodatku motywacyjnym – dodaje inny.

Cieszy to Związek Nauczycielstwa Polskiego.

– Pomysły samorządów nas satysfakcjonują. Jesteśmy gotowi to odpracować – zapewnia przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz. Jak dodaje, „samorządy są różne", ale z informacji, które do niego docierają, wynika, że wiele jest gotowych na poszukiwanie form rekompensaty dla nauczycieli. – Choć mam cały czas nadzieję, że rząd usiądzie z nami do rozmów, premier się z nami spotka i uda się wypracować porozumienie – dodaje.

Sam ZNP nie planuje wypłaty rekompensat.

– Nie mamy takich pieniędzy. Gdybyśmy chcieli zapłacić nauczycielowi za każdy dzień strajku chociaż 100 zł, musielibyśmy na to przeznaczyć około 100 mln zł. Czyli tyle, ile wynosi 20-letni budżet Zarządu Głównego ZNP – mówi Broniarz.

Rozmowy ostatniej szansy

Związkowcy zapowiadają, że do strajku nie dojdzie, jeśli zacznie z nimi rozmawiać premier Mateusz Morawiecki, z którym dogadają się w sprawie podwyżek. ZNP domaga się wzrostu nauczycielskiej pensji o 1000 zł netto z wyrównaniem ze styczniem 2019 r. Rząd do tej pory obiecał jedynie przyspieszenie o cztery miesiące zapowiedzianej na styczeń 2020 r. 5-proc. podwyżki płac. To byłaby druga w tym roku podwyżka dla nauczycieli. Po styczniowej ich wynagrodzenia wzrosły od 122 do 166 zł.

Na 25 marca zostało zwołane posiedzenie Rady Dialogu Społecznego. Mają się na nim pojawić przedstawiciele rządu, ale nie wiadomo, czy będzie premier.

Dodatkowo NSZZ „Solidarność" pracowników oświaty, która od 10 marca okupuje kuratorium oświaty w Krakowie, prowadzi w szkołach procedurę zmierzającą do strajku. Jego termin nie został określony. „S" domaga się skrócenia ścieżki awansu zawodowego (od września został on wydłużony z 10 do 15 lat), zmiany przepisów dotyczących oceny pracy nauczycieli i wzrostu wynagrodzeń: od 2019 r. o 15 proc., i tyle samo od stycznia 2020 r.

Jak policzył MEN, spełnienie żądań płacowych nauczycieli kosztowałoby nawet 14 mld zł.

– Chciałbym, żebyśmy mogli spełnić ich oczekiwania (nauczycieli – red.), ale z tego tysiąca w tej chwili rząd jest w stanie przeznaczyć na podwyżki około 500 zł. Średnio nauczyciele otrzymają około 500 zł podwyżki – powiedział w „Kropce nad i" szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. Podkreślił jednak, że rząd chce w przyszłości podnosić wynagrodzenia nauczycieli.

W rozwiązanie konfliktu z pedagogami włączył się też prezydent Andrzej Duda, który podkreśla, że nauczycielom należy się godne wynagrodzenie.

– Obawiam się, że nie da się w szybkim tempie w krótkim terminie podnieść wynagrodzeń aż o tysiąc złotych – powiedział w poniedziałek podczas pobytu w Wolsztynie.

Prezydent pełni rolę negocjatora między „S" a rządem. Na środę wieczorem zostało zaplanowane spotkanie w tej sprawie Andrzeja Dudy z premierem Mateuszem Morawieckim. „S" zapowiada, że jeśli do 20 marca nie pojawią się żadne konkretne propozycje będące odpowiedzią na postulaty, zaostrzą akcję protestacyjną.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA