Muzyka

Kolędy intymne

Zbigniew Preisner (1955), kompozytor, współtwórca Piwnicy pod Baranami, autor muzyki filmowej, m.in. do filmów Krzysztofa Kieślowskiego, autor orkiestracji na dwóch ostatnich płytach Davida Gilmoura (Pink Floyd)
Fotorzepa, Piotr Nowak
Zbigniew Preisner mówi Jackowi Cieślakowi o wigilijnej płycie i o współpracy z Davidem Gilmourem.

Rz: Jakie będą święta: spokojne czy sparaliżowane strachem przed zamachami?

Zbigniew Preisner: Odpowiem na to pytanie cytatem z jednej z kolęd, co pośrednio wytłumaczy przyczynę ich powstania. Ewa Lipska, nasza wybitna poetka, którą namówiłem do stworzenia tekstów kolęd, a nigdy wcześniej tego nie robiła, rok temu napisała tak: „Uśnij, chociaż lęk zagłusza to, co ma się stać. /Nie ma żłobka ani domu. Noc zaciera ślad. /Uśnij, chociaż zawierucha, zardzewiały wiatr. /Życie, gałązeczka krucha z listeczkami lat". A kończy: „Uśnij, zegareczek tyka/jeszcze trochę lat/niechaj uśpi nas muzyka/niechaj uśpi nas". Ewa przeczuła katastrofę. Bomba z opóźnionym zapłonem została odpalona, zegar tyka. Uwielbiam Wigilię, bo jest choinka, płoną na niej światełka, są prezenty, ludzie, co prawda coraz mniej, ale jednak wciąż śpiewają kolędy. Ale dla mnie Boże Narodzenie to nie jest beztroski czas, tylko czas zadumy. Kojarzy mi się z intymnością, refleksją nad mijającym rokiem oraz zastanowieniem nad tym, co się może zdarzyć w przyszłym. Ale to jest też czas ludzi samotnych, opuszczonych. Nie wszystko jest tak piękne, kolorowe i radosne. Z tego poczucia wzięła się „Kolęda samotnych" z tekstem Janka Nowickiego. Moje kolędy to jest próba rozmowy o wszystkich naszych współczesnych problemach.

Album nazywa się „Poszukiwanie drogi". W jakim jej miejscu był pan, komponując te nowe kolędy?

Kolędy, wydane 16 lat temu, przez długi czas powstawały z myślą o Piwnicy pod Baranami. Uzbierała się ich cała płyta. Potem długo milczałem i główną inspiracją do komponowania były cztery wiersze Ewy Lipskiej, które pokazała mi rok temu. Poprosiłem też Janka Nowickiego, żeby napisał „Kolędę samotnych", bo wydaje mi się, że w święta zapominamy o ludziach, którzy spędzają Boże Narodzenie sami. I nie chodzi bynajmniej o ich fizyczną samotność, ale o tę najważniejszą – psychiczną, egzystencjalną. Ludzie nie wytrzymują ze sobą i to jest poważne pytanie, jak żyjemy. Pamiętajmy o nich.

Płyta powstała po sąsiedzku, bo Ewa Lipska jest pana krakowską sąsiadką.

W kamienicy niedaleko Rynku, gdzie mieszka Ewa, było wolne mieszkanie, sprzedałem stare i kupiłem nowe. Spotykamy się dość regularnie w wąskim gronie przyjaciół i rozmawiamy, jak ja to nazywam, analogowo. Jak czytam gdzieś informację „spotkajmy się na Facebooku albo na Instagramie", zastanawiam się, o jakim spotkaniu jest mowa. Spotykamy się z Ewą Lipską, Marysią Szczeklik, Jankiem Nowickim, żeby zjeść kolację i napić się dobrego winka, ale przede wszystkim, żeby rozmawiać. Czasami coś z tej rozmowy wynika. Kiedyś po takim wieczorze Ewa przyniosła nowy tekst, ja napisałem zaraz do niego muzykę, innym razem Janek miał jakiś pomysł. Tak powstały te nowe kolędy. Pierwszą naszą kolędą z Ewą była „Kolęda niepokoju":

„Co Ty zrobisz na tym świecie,/ kiedy ludzkość cię zawiedzie./ Co Ty zrobisz, gdy z nowiny/ pozostaną czarne drwiny./ Zmiłuj się nad nami, Panie,/ co się wtedy z nami stanie".

Pytamy o najważniejsze sprawy.

„Kolędę w drodze" można czytać jak pieśń o uchodźcach.

Tak, bo to jest kolęda o wędrowaniu, o ludziach, którzy szukają swojego miejsca w świecie, o ich osobistych tragediach. Napisaliśmy ją na długo przed exodusem z Syrii i zamachami w Paryżu. Dziś, gdy polityka łączy się na co dzień ze sztuką, brzmi w sposób wyjątkowy. To źle, że myli się prawa człowieka z bandytyzmem. To źle, gdy mówi się o odrzuceniu uchodźców, bo mogą być terrorystami. Przypominają mi się podobne opinie z czasów stanu wojennego, gdy ostrzegano przed imigrantami-Polakami, że są pijakami i złodziejami. Może choćby ze względu na pamięć o naszej przeszłości i stereotypach, jakimi nas określano, nie generalizujmy. Zawsze znajdą się jakieś czarne owce. Ale czy to oznacza, że mamy wszystkich traktować jedną miarą? Od weryfikacji uchodźców są służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo Polski. A jeżeli chodzi o liczby: czym jest 7 tysięcy uchodźców w blisko 40-milionowym kraju?

Śpiewa pan „Kolędę dla Piotra", oczywiście Skrzyneckiego. I gra na organach Hammonda.

To stara kolęda, pochodzi sprzed 16 lat, słowa napisał Janek Nowicki. Jest intymna, o osobie nam obu bliskiej. Śpiewam tylko wtedy, gdy chcę powiedzieć coś osobistego albo o rzeczach, które dotykają mnie osobiście. Dlatego w nowych kolędach zaśpiewałem z Beatą Rybotycką „Kolędę niepokoju".

Jak porówna pan siebie sprzed 16 lat i teraz?

Wydaje mi się, że nie zmarnowałem czasu, który minął. Nagrywałem płyty z Davidem Gilmourem, Teresą Salqueiro i Lisą Gerard. Napisałem muzykę do wielu filmów. Zagrałem wiele koncertów w różnych miejscach na świecie, Może w 1999 roku miałem więcej nadziei, więcej zaufania do ludzi. I bardziej wierzyłem w polskie przemiany. Z Krakowa do Wrocławia jechało się wtedy osiem godzin, teraz zaś autostradą niecałe trzy. Ale w wymiarze ludzkim świat zszedł na psy. Karlejemy.

W czerwcu Wrocław organizuje koncert Davida Gilmoura z towarzyszeniem orkiestry pod pana dyrekcją. Takie są plany, ale co z tego wyjdzie – zobaczymy.

Przy okazji pierwszej współpracy Gilmour przyleciał do Polski; jak było teraz? Teraz nie musiał przylatywać, bo się dobrze znamy i wie, czego może się po mnie spodziewać. Ale o naszą współpracę proszę zapytać Davida, nie mnie o niej mówić. Nie wypada. Powiem tyle, że to było kolejne świetne spotkanie, którego wynikiem jest płyta. Być może po wrocławskim koncercie powstanie coś więcej.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL