fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Celińska: Sukces spointowany suplementem

Stanisława Celińska, "Atramentowa. Suplement", Polskie Radio, CD, 2015
Rzeczpospolita
Na początku roku wybitna aktorka Stanisława Celińska postawiła wszystko na jedną, muzyczną kartę.

– Mam dosyć eksperymentowania i obnażania się – powiedziała „Rz". – Dlatego odeszłam z teatru Krzysztofa Warlikowskiego. Zrezygnowałam też z udziału w filmie Agnieszki Holland. Nagrałam płytę, koncertuję, co zapewnia mi siłę i wewnętrzny spokój. Mam swoje lata, chcę je przeżyć szczęśliwie. Wolę robić rzeczy, które budzą nadzieję, niż rozdrapywać rany.

Muzyczne zamiłowania artystki nie były nowością, ale do muzyki wróciła jednak dopiero w tej dekadzie. W 2012 roku nagrała album „Nowa Warszawa" z piosenkami poświęconymi stolicy, z którą jest związana od urodzenia. Potem powstał koncertowy film nagrany na ulicach i podwórkach stolicy.

Jeszcze większy sukces odniosła tegoroczna „Atramentowa". Stanisława Celińska zaprezentowała się w konwencji „słowiańskiej Cesarii Evory", śpiewając majestatyczne, kameralne i melancholijne piosenki. Owacyjnie przyjmowane koncerty i świetna sprzedaż sprawiły, że poszła za ciosem i nagrała album „Atramentowa. Suplement".

Najważniejsze jest to, że rozkwita talent poetycki aktorki wspieranej przez Dorotę Czupkiewicz. Na płycie znalazły się bowiem tylko dwa klasyczne tematy – „Manha de Carnaval" ze słynnego filmu „Czarny Orfeusz" oraz „Pod papugami" z repertuaru Niemena. Ale nawet do muzyki portugalskiego szlagieru Celińska napisała wspaniały tekst o Orfeuszu, któremu „tęsknota zabrała moc". Pięknie zagrał na fortepianie Wojciech Olszówka, a rozdzierającą serce partię wiolonczeli wykonał Tomasz Lisiecki.

Płyta układa się w tematyczne cykle, a wątek nieszczęśliwej miłości zamyka utrzymany w rytmach z Cape Verde podtrzymujący na duchu utwór „Wybierz się w drogę". Celińska pisze rozlewiście, ale konkretnie, co potwierdza „Za małe serce" o tym, że szczęście przychodzi po czasie mrocznej refleksji.

„Trudny dzień" jest powrotem do dzieciństwa i uroków młodych lat. Finał jest wspaniały – to kompozycja „W imię miłości". W stylu Shadowsów na gitarze zagrał Kuba Frydrych. Przewrotna to piosenka – o tym, że z miłości się wybacza, ale z miłości można też odejść, dając sobie szansę na nowe uczucie. Pomimo wieku. To będzie wielki szlagier.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA