fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Jubileusz i rekordy Open’era

Flea i Anthony Kiedis z Red Hot Chili Peppers
materiały prasowe
120 tysięcy fanów bawiło się na gdyńskim festiwalu. Największą gwiazdą były Papryczki.

Kiedy Red Hot Chili Peppers występowali w czwartek na gdyńskim Open'erze, ich najnowszy album „The Getaway" był najlepiej sprzedającą się płytą na świecie z tygodniowym wynikiem 342 tysięcy egzemplarzy.

Co prawda najdroższą na świecie gwiazdą są teraz The Rolling Stones, których honorarium za jeden koncert poszybowało grubo ponad 4 miliony dolarów, ale Mikołaj Ziółkowski, pomysłodawca i organizator Open'era obchodzącego jubileusz 15-lecia, zapraszać seniorów rock and rolla nie chciał.

Nie odcinają kuponów

Na festiwalu, który raczkował na warszawskich Stegnach, potem przeniósł się na gdyński Skwer Kościuszki, by od 2006 roku gościć na lotnisku w Babich Dołach, mają bowiem występować artyści, którzy nie odcinają kuponów. Dlatego byli tu Prince, Pearl Jam, Björk, Muse, Jack White, Kings of Leon oraz raperzy Jay-Z i Drake.

Basista Papryczek Flea podbił serca polskich fanów, nie tylko osiągając mistrzostwo świata w grze na basie, ale też śpiewając „Polska, biało-czerwoni!", bo akurat odbywał się mecz Polska – Portugalia.

Stawki artystów są tajemnicą, zależą od negocjacji, jednak za sprowadzenie Papryczek, które są obecnie ozdobą największych europejskich letnich festiwali, trzeba zapłacić około 1,3 miliona dolarów. Każdy, kto widział gigantyczny tłum ciągnący się daleko od sceny, wie, że Amerykanie i ich przeboje „Give It Away" czy „Dani California" są tych pieniędzy warte. Choć młody gitarzysta Josh Klinghoffer, następca nieodżałowanego Johna Frusciantego, ma zarówno zwolenników, jak i krytyków. Trzeba mu jednak podziękować za wykonanie „Warszawy" Dawida Bowiego.

Najbardziej spójne widowisko przygotowała Florence and the Machine, która zaprezentowała głównie piosenki z najnowszej płyty „How Big, How Blue, How Beautiful". Prerafaelitańska uroda wokalistki nie jest ważniejsza od jej mezzosopranu obliczanego na więcej niż trzy oktawy. A gdy wirowała w dziewczęcych piruetach, przed sceną stało wiele tysięcy młodych ludzi z wiankami na głowach, które są znakiem rozpoznawczym Florence. Nie przeszkodził jej nawet niebezpieczny upadek. Otwarcie żartowała z siebie, mówiąc: „Nawet nie jestem pijana!". Była pijana, ale ze szczęścia. Tak jak jej fani. 300 tysięcy dolarów, jakie trzeba zapłacić za Florence i jej zespół, to znakomita inwestycja w sukces każdej imprezy.

Gwiazdą trzeciego dnia był raper Wiz Khalifa. Przyjechał w rok po Drake'u i trzeba odnotować, że w 2015 roku oglądaliśmy artystę, który dzięki premierze płyty „Views" wyrasta na postać nr 1 w światowej fonografii. Sprzedał już 2 miliony albumów. Wiz Khalifa nie jest jeszcze tak utytułowany, ale już może kosztować około 300 tysięcy dolarów. Najważniejsze jest to, że Polacy znają nie tylko jego wielki hit „See You Again", a podczas gdyńskiego występu były momenty tak magiczne, jak ten, gdy to polscy fani intonowali piosenkę, a raper się do nich przyłączał.

Sobotni wieczór, pomimo obaw przed monsunową wręcz burzą, uświetnił Pharrell Williams nałogowy kompozytor hitów, wśród których jest m.in. „Happy" czy nieśmiertelne „Get Lucky". Każdy chce go mieć na sobotnim party, które może kosztować około 200 tysięcy dolarów. I być z tego powodu szczęśliwym.

Festiwal uświetnili również indie-rockowa PJ Harvey, której widownia nie mieściła się w namiocie na 15 tysięcy fanów, Sigur Ros oraz reaktywowany electro-punkowy LCD Soundsystem. Podobną publicznością co PJ Harvey, choć zaczynał po północy, mógł się cieszyć Dawid Podsiadło. Maria Peszek miała trudniej, bo śpiewała o podzielonej Polsce, akurat gdy połączyła ją narodowa reprezentacja, a największym hitem wieczoru był właśnie odśpiewany chóralnie Mazurek Dąbrowskiego.

Misja kulturotwórcza

Open'er swoje 15-lecie świętował w gronie najważniejszych europejskich festiwali, które mają frekwencję w przedziale 50–80 tysięcy osób dziennie, a do których należą tak zasłużone i prestiżowe imprezy jak niemiecki Rock Am Ring (80 tysięcy fanów) i belgijski Werchter (85 tysięcy fanów). Są też wyzwania na przyszłość. Można próbować doścignąć działający od 1971 roku duński Roskilde Festival (130 tysięcy fanów dziennie). Brytyjski Glastonbury Festival z dzienną frekwencją 180 tysięcy fanów jest chyba poza zasięgiem wszystkich. Na Woodstock Jerzego Owsiaka przyjeżdża kilkaset tysięcy ludzi, ale jest to festiwal niebiletowany.

Open'er ma tak samo atrakcyjny program jak najważniejsze europejskie festiwale, ale wyróżniają go misyjne ambicje. Na żadnej poprockowej imprezie nie można obejrzeć ambitnych spektakli, jakie goszczą w Gdyni. Tym razem była to „Samotność pól bawełnianych" Radosława Rychcika z teatru w Kielcach oraz „Ewelina płacze" Anny Karasińskiej z TR Warszawa. Działało Muzeum zorganizowane z Muzeum Sztuki Nowoczesnej, w którym można było zobaczyć wystawą o kulturze techno, a dziś to już klasyka.

Swój udział miał Paweł Althamer. Działało Alterkino. Ze swoimi czytelnikami spotkali się Justyna Kopińska, Łukasz Orbitowski, Jacek Hugo-Bader. Żaden z tych punktów programów nie miał wsparcia z publicznego budżetu. I to jest chyba jedyna rzecz, która na Open'erze powinna zmienić się na lepsze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA