fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Santana gotowy na Woodstock ’19

Materiały prasowe
Płytą „Africa Speaks" wirtuoz gitary powrócił do żywiołowego, niekomercyjnego grania.
Dorobek Carlosa Santany, Meksykańczyka z krwi i kości, można podzielić na nagrania latynoskie, inspirowane jazzem oraz oddające hołd afrykańskim rytmom. Od tych osttanich wszystko się zaczęło, gdy na debiutanckiej płycie z 1969 r. zagrał nową wersję kompozycji „Jingo" nigeryjskiego perkusjonisty Babatunde Olatunji. Teraz powraca do muzyki korzeni, rozpoczynając najnowszy, 25. studyjny album od sakramentalnej formuły, że Afryka jest kolebką cywilizacji.
– Nową płytę przygotowałem z Rickiem Rubinem, który pracował z Johnnym Cashem, Metallicą, Red Hot Chili Peppers – powiedział magazynowi „Rolling Stone". – Na początku zapytał mnie, co chciałbym nagrać. Odpowiedziałem, że nic więcej poza muzyką, która ma afrykańskie korzenie. Rick był z jednej strony bardzo miły, a z drugiej gnał jak hurricane. W ciągu 10 dni nagraliśmy 49 piosenek, czasami 6–7 dziennie. Wspomniał też o mojej sesji z Clive'em Davisem, do „Supernatural" z towarzyszeniem wielu gwiazd. Zapytał, kogo teraz chciałbym gościć w studiu. Na liście znalazły się tylko dwie wokalistki: Laura Mvula i Buika. Rick wykonał telefon, a panie przyjęły zaproszenie.
Buika to hiszpańska gwiazda, kompozytorka, producentka. Dwie z jej kompozycji wykorzystał Pedro Almodóvar w filmie „Skóra, w której żyję". Śpiewa jazz, ale też flamenco i właśnie do tej stylistyki najbardziej pasuje głos Buiki, szorstki, mocny, niemal męski.
Z kolei Mvula ukończyła konserwatorium w Birmingham, współpracowała z Nilem Rodgersem z Chic, skomponowała muzykę do „Antoniusza i Kleopatry" w Royal Shakespeare Company i śpiewała dla Elżbiety II podczas koncertu urodzinowego królowej w Royal Albert Hall. Carlosowi poza wokalistkami towarzyszyła wybitna perkusistka Cindy Blackman, od kilku lat żona.
Płyta, tak jak wiele wyprodukowanych przez Ricka Rubina, ma aurę kameralnego, żywiołowego koncertu. Santana traktuje Buikę jak równoprawnego partnera, występując często w roli jej akompaniatora. Ale już w „Batonga" pokazuje pazur wirtuoza.
Najlepszy na płycie jest „Blues Skies" trwający blisko 10 min. Na początku głos należy do Buiki, ale potem Santana zaprasza na gitarową orgię i następujące po nim uspokojenie. Nigdy wcześniej nie zagrał w podobny sposób. Świetne jest „Paraisos Quemados", gdzie Carlos zaczyna delikatnie i już do końca nie wykracza poza rytm wyznaczony przez kongosy.
„Breaking Down The Door", nowa wersja kompozycji Manu Chao, wpisuje się w atmosferę spokojnego, sąsiedzkiego spotkania z tańcami, o lekko melancholijnym klimacie wywoływanym przez trąbki i akordeon. Najwspanialsze jest to, że każdy motyw wyłamuje się poza schemat afrykańskiej „cepelii" i jak w transowo granym „Candobe Cumbele" zaklęta jest dzikość rytmów Afryki, co pomogła wyrazić w znakomitym solo Cindy Blackman. Nie wszystkie kompozycje są perfekcyjne, ale i tak Santana nagrał najlepszą od lat płytę.
To wspaniała zapowiedź obchodów 50-lecia festiwalu w Woodstock. Organizatorzy hipisowskiej imprezy, na której zaprezentowali się Joe Cocker, Jimi Hendrix i Santana znów postanowili zrobić biznes, ale rocznicowy festiwal zaplanowany przez nich na jednym z torów wyścigowych nie odbędzie się z powodów administracyjnych.
Na szczęście Carlos już wcześniej zaplanował bardzije kameralny występ w amfiteatrze Bethel Woods Center for the Arts, zbudowanym tam, gdzie zachwycił świat 50 lat temu. Zagra 17 sierpnia dla 15 tys. fanów i wypada im zazdrościć.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA