fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Moja Emerytura

Szybsze emerytury uderzą w młodych

Bloomberg
Niższy wiek uprawniający do świadczenia to ślepy zaułek rynku pracy.

Zgodnie z przedwyborczą obietnicą Prawo i Sprawiedliwość dąży do przywrócenia wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.

Sejm rozpoczął pracę nad zaproponowanym przez prezydenta projektem ustawy i nic nie wskazuje na to, aby miał on się znacząco zmienić.

Oszczędna dobrowolność

Rząd jest zdeterminowany, żeby obniżyć wiek emerytalny – mówiła w środę premier Beata Szydło, zaznaczając, że nie ucierpią na tym finanse publiczne. Zapewnił o tym także szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk, który przekonuje, że skutki finansowe tej zmiany będą rozkładać się w następnych latach. Kowalczyk uważa, że jeśli z możliwości wcześniejszego przejścia na emeryturę skorzystałaby połowa uprawnionych do tego osób, skutki mogłyby wynieść nawet 2 mld zł.

PiS właśnie na dobrowolności opiera obronę projektu ustawy, który stał się sztandarowym hasłem kampanii wyborczej, licząc na to, że perspektywa niskiego świadczenia zniechęci do emerytury mimo osiągnięcia wieku do niej uprawniającego. Jednak eksperci zajmujący się systemami emerytalnymi wskazują, że to błędne założenie.

– Ludzie będą zapewne postępować racjonalnie i zamiast pracować oficjalnie i nie pobierać świadczenia, zgłoszą się po emeryturę i będą dorabiać w szarej strefie – wskazuje prof. Filip Chybalski z Politechniki Łódzkiej. – Wysokość świadczenia, choćby było ono marne, nie będzie więc tak bardzo motywować do dalszej pracy i niestety trzeba się z tym liczyć – dodaje.

Więcej obciążeń

Prezydencki projekt pozytywnie zaopiniowało Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej. – Projekt opiera się na założeniu, iż decyzja co do zakończenia aktywności zawodowej powinna być pozostawiona w rozsądnych granicach samemu ubezpieczonemu. Ta argumentacja jest przekonująca – mówił w Sejmie wiceminister Marcin Zieleniecki.

W Sejmie nie zabrakło często powtarzanych opinii o tym, że niższy wiek emerytalny ściąga z rynku pracy starszych pracowników, robiących miejsce młodym. W takim tonie wypowiadał się m.in. poseł PiS Marek Matuszewski.

– To całkowicie błędne rozumowanie. Teoria i badania empiryczne wskazują, że jest wręcz odwrotnie – mówi prof. Chybalski. – Im więcej ludzi pracuje, tym lepiej, ponieważ na przeciętnego pracującego przypada mniej obciążeń związanych z utrzymaniem tych, którzy nie pracują – wyjaśnia.

Analiza danych Eurostatu i OECD wskazuje jasno na wyraźną korelację pomiędzy wysokością wieku emerytalnego a wskaźnikiem zatrudnienia w grupie wiekowej powyżej 55 lat. – Im wyższy wiek, tym więcej starszych ludzi jest aktywnych zawodowo – podkreśla prof. Chybalski.

Opinia

Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku

Gdyby obniżanie wieku emerytalnego ułatwiało osobom młodym wejście na rynek pracy, to powinniśmy mieć masową migrację takich pracowników np. z krajów skandynawskich czy z Wielkiej Brytanii, w których ten wiek był czy jest podwyższany. Najważniejsze byłoby pytanie, do jakiego poziomu obniżyć wiek emerytalny, żeby zupełnie zlikwidować bezrobocie wśród młodych. Mówiąc już zupełnie serio, używanie argumentu, że starsi zabierają pracę młodym, jest zupełnym niezrozumieniem prawideł ekonomicznych. Im więcej emerytów, tym większe muszą być obciążenia realizujące ich świadczenia, a to z kolei najbardziej uderza właśnie w młodych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA