fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Uprawianie sportu grozi infekcjami

Biegacze podejmujący duży wysiłek są bardziej narażeni na infekcje
123RF
Sport to zdrowie czy może najkrótsza droga do kalectwa?

Umiarkowana aktywność fizyczna jest dobra dla zdrowia – to jasne, mówią o tym sami lekarze, nakłaniając swoich pacjentów do regularnych ćwiczeń. Ale intensywne uprawianie sportu, wiążące się z dużym wysiłkiem, często nawet z wyczerpaniem – jest szkodliwe. I nie chodzi tylko o naciągnięcia mięśni czy odwodnienie. Specjaliści twierdzą, że taki spory wysiłek otwiera drogę infekcjom. I są na to dowody naukowe.

Podobno Winston Churchill, zapytany o receptę na długowieczność (przeżył 91 lat), odpowiedział: „Po pierwsze: żadnego sportu". Można się spierać, czy należy brać sobie do serca zalecenia człowieka zmagającego się z otyłością, palącego cygara i pijącego whisky przed każdym posiłkiem, w jego trakcie i po nim (w dodatku z wodą). Ale dane zebrane wśród osób biorących udział w tak modnych amatorskich maratonach wskazują, że coś jest na rzeczy.

Pod koniec lat 80. ubiegłego wieku David Nieman z Appalachian State University zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem intensywny trening nie sprzyja infekcjom. Miał na to trochę czasu – sam przygotowywał się do maratonu i w samym szczycie sezonu zachorował na grypę.

Dlatego kiedy ulicami Los Angeles ruszył maraton, Nieman był naukowo przygotowany – wraz z organizatorami zaczął monitorować stan zdrowia sportowców.

W badaniach wzięło udział ok. 2 tys. biegaczy. I wyniki potwierdziły podejrzenia Niemana: w ciągu tygodnia po maratonie 13 proc. z nich zachorowało. Średnia dla całej populacji to 2 proc.

To podsunęło naukowcowi myśl o tzw. paradoksie atlety. Teoretycznie silne organizmy wysportowanych ludzi z jakiegoś powodu słabną. Układ odpornościowy staje się bezradny wobec infekcji wirusowych i bakteryjnych.

Dziś tego sformułowania używa się niekiedy w zupełnie odwrotnym znaczeniu: mimo wysiłku i wzrostu stężenia wolnych rodników organizm sportowca jest w stanie poradzić sobie z infekcjami – rzekomo dlatego, że jest wytrenowany.

Jednak mechanizm paradoksu atlety został stosunkowo dobrze zbadany. Podczas intensywnego wysiłku uruchomiona zostaje silna reakcja przeciwzapalna – niezbędna do działania mechanizmów naprawczych w naszym ciele (np. regeneracji mięśni). Wysiłek powoduje wydzielanie interleukiny 6, jednej z najmocniej działających cytokin, pobudzającej procesy zapalne. W reakcji na to rusza do akcji układ nerwowy aktywujący z kolei nadnercza, gdzie produkowany jest kortyzol – nazywany hormonem stresu.

W przypadku sportowców amatorów taki wysiłek jest nieregularny. Nawet osoby trenujące biegi czy uprawiające crossfit nie robią przecież tego bez przerwy. Skok produkcji substancji pobudzających zapalenie powoduje również wzrost poziomu innych substancji – hamujących te procesy. Uruchamiana jest m.in. produkcja interleukiny 10 – silnie przeciwzapalnej. Organizm pozbywa się obrony i otwiera drzwi dla infekcji.

– Biegi maratońskie prowadzą również do wzrostu produkcji kortyzolu. Podobnie jak interleukina 10 może on osłabiać system odpornościowy – mówi Joao Viana z University of Loughborough „Guardianowi". – Ale możemy osłabić ich działanie, dbając o utrzymanie poziomu węglowodanów.

Innym sposobem jest przyjęcie odpowiedniej dawki antyoksydantów. Teraz naukowcy stawiają na kwercetynę, stosowaną w lecznictwie substancję o działaniu przeciwalergicznym i przeciwzapalnym. Eksperymenty ze sportowcami (tym razem w roli królików doświadczalnych wystąpili kolarze) dowiodły, że spora dawka kwercetyny podczas treningu znacznie obniża ryzyko wystąpienia paradoksu atlety. Substancja ta występuje w jabłkach, jagodach, cebuli, brokułach oraz tak modnym ostatnio jarmużu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA