Piłka nożna

Polska-Kolumbia 0:3: Koniec taki jak zwykle

AFP
Polska-Kolumbia 0:3. Adam Nawałka położył swój cały autorytet na szali i niestety przegrał. Koniec mundialu dla biało-czerwonych.

Kolorowe, hałaśliwe i rozśpiewane było pożegnanie drużyny Adama Nawałki z mistrzostwami świata w Rosji. Szkoda, że dominowały żółto-czerwono-niebieskie barwy, a chóralne pieśni śpiewane były po hiszpańsku.

Polska przegrała 0:3 i czwartkowy mecz z Japonią, zgodnie z okrutną tradycją występów biało-czerwonych w mundialach w XXI wieku, będzie dla nas już tylko spotkaniem towarzyskim.

Czytaj także: Ostał nam się jeno sznur

W starciu z Kolumbią Polacy wyglądali jakby przypadkiem trafili na fiestę w Kazaniu. I chociaż z początku próbowali w niej uczestniczyć, to szybko się okazało, że nie znają kroków tego tańca i po prostu nie pasują do towarzystwa. Na przerwę schodzili, przegrywając 0:1, po golu głową Yerry'ego Miny. Później gole dołożyli jeszcze Radamel Falcao i Juan Cuadrado. Ale trzeba otwarcie przyznać, że porażka 0:3 to był najniższy wymiar kary. Polacy mogli stracić więcej bramek.

Adam Nawałka położył na szali cały swój autorytet. Zrobił rewolucję w składzie, wiedząc, że w razie niepowodzenia wystawia się na łatwy strzał. Zdawał sobie sprawę, że jeśli jego drużyna zawiedzie, usłyszy, że mistrzostwa świata to nie czas na eksperymenty ani miejsce na odmładzanie składu. Gdyby z kolei zmian nie dokonał i poległ ze starą gwardią, wypominano by mu zbytnie przywiązanie do nazwisk i brak reakcji.

Polscy selekcjonerzy, którzy przed Nawałką nie byli w stanie na mundialu awansować do fazy pucharowej, twardo obstawali przy swoich pomysłach, aż było za późno. Świeżą krew wpuszczali dopiero na trzecie mecze grupowe – te, które do historii polskiej piłki przeszły jako „mecze o honor", chociaż z honorem wiele wspólnego nie miały.

Całkowicie przemeblowany zespół Jerzego Engela (siedmiu nowych zawodników w porównaniu z inauguracją mundialu 2002) pokonał USA 3:1, a drużyna Pawła Janasa (trzy zmiany) wygrała w roku 2006 z Kostaryką 2:1. Były to jednak zwycięstwa, które nic już nie dawały. Nawałka postanowił zareagować wcześniej – niestety, on też drugi grupowy mecz przegrał.

W Kazaniu kibice zobaczyli drużynę bez Kamila Grosickiego, Arkadiusza Milika i Jakuba Błaszczykowskiego, by wymienić tych najbardziej zaufanych i sprawdzonych zawodników. W porównaniu z meczem w Moskwie w podstawowej jedenastce zabrakło też Thiago Cionka.

Największym zaskoczeniem było posadzenie na ławce Grosickiego. Skrzydłowy Hull City od początku kadencji Nawałki był jednym z najważniejszych zawodników tej ekipy, zdobył 12 bramek. Skuteczniejszy w tym czasie był tylko Robert Lewandowski (37), ale na wiele jego goli mocno pracował właśnie Grosicki. Nieważne, gdzie grał, w jakim klubie, w jakiej lidze, gdy przychodziło do meczów reprezentacji, Grosicki był jednym z tych, od których Nawałka rozpoczynał ustalanie składu.

W niedzielę w jego miejsce w zespole pojawił się Dawid Kownacki. Napastnik Sampdorii, w kadrze zadebiutował w marcowym spotkaniu z Nigerią, w kolejnym zdobył pierwszą bramkę (z Litwą, przed wyjazdem do Rosji), a trzeci mecz w seniorskiej kadrze rozegrał już na mundialu – z Senegalem.

Kownacki ma za sobą debiutancki sezon we Włoszech. W Genui był głównie rezerwowym, przez pierwszy miesiąc nie mógł przekonać do siebie trenera Marco Giampaolo. W końcu zaczął wchodzić z ławki dość regularnie i sezon zakończył z niezłymi statystykami – 8 goli w 24 meczach ligowych i pucharu.

W Kazaniu Kownacki wykonał gigantyczną pracę. Gdy Polacy tracili piłkę, cofał się bardzo głęboko, w okolice własnego pola karnego i wspierał ustawionego po lewej stronie Macieja Rybusa. Z przodu próbował rozwiązań prostych, ale takich, które przynosiły efekt. Po 56 minutach tej harówki zmienił go Grosicki i trzeba otwarcie przyznać, że zagrał gorzej od młodszego kolegi.

Od pierwszej minuty na boisku był także zawodnik bułgarskiego Łudogorca Jacek Góralski. Jeszcze trzy lata temu rywalizował w barwach I-ligowej Wisły Płock z Wigrami Suwałki czy Dolcanem Ząbki, a w niedzielę stawał naprzeciwko Jamesa Rodrigueza i Falcao. Góralski był przede wszystkim potrzebny Nawałce, by wzmocnić środek pola i mieć baczenie na kreatora ofensywnej gry rywali, czyli Rodrigueza.

To właśnie ze strony rozgrywającego Bayernu groziło nam najwięcej. Rodriguez zaliczył dwie asysty, a podanie do Cuadrado z okolic środka boiska, po ziemi, idealnie pod nogi, było majstersztykiem.

Nawałka zdecydował się na testowany od listopada nowy system taktyczny – 3-4-3, z trzema środkowymi obrońcami, choć w sparingach wciąż nie wszystko biało-czerwonym wychodziło, a szczególnie kulała gra ofensywna. Niestety, w Kazaniu ponownie zawiodła. Do przerwy Lewandowski był jednym z najgorszych w drużynie. Pierwszą okazję miał po godzinie gry, którą spędził głównie na walce wręcz z Kolumbijczykami. Wbiegł w pole karne, opanowując długie podanie od Grzegorza Krychowiaka, oddał mocny strzał, ale trafił piłką w Davida Ospinę. Kolumbijski bramkarz zwijał się po tym uderzeniu z bólu. Drugą sytuację Lewandowski miał tuż przed ostatnim gwizdkiem, gdy już było 0:3. Huknął z dystansu, ale piłkę nad poprzeczką przerzucił Ospina.

Polacy do momentu straty pierwszego gola toczyli dość wyrównaną walkę z rywalem, ale później posypało się wszystko. Przykro było patrzeć na drużynę Nawałki, której jednym pomysłem na skonstruowanie akcji ofensywnej były długie podania nad głowami środkowych pomocników. Momentami wyglądało to niestety jak drużyna z drugiej ligi angielskiej doskonaląca się w klasycznym „kick and rush".

Na konferencji pomeczowej Nawałka nie wyszedł poza swoją standardową nowomowę. Nawet w obliczu porażki, która może go kosztować posadę, porozumiewał się tymi samymi niewiele wnoszącymi sloganami. Oczywiście prowadzenie reprezentacji to nie konkurs krasomówczy i nie za styl wypowiedzi kibice pokochali selekcjonera. Raczej dlatego, że do pewnego momentu czegokolwiek by dotknął, zmieniał w złoto. W siermiężnej polskiej piłce reprezentacja była pozytywnym wyjątkiem. Niestety, wygląda na to, że w Kazaniu wszystko się skończyło.

 

GRUPA H

POLSKA – KOLUMBIA 0:3 (0:1)

Bramki: Y. Mina (40), R. Falcao (70), J. Cuadrado (75).

Żółte kartki: J. Bednarek, J. Góralski (Polska).

Sędziował: C.A. Ramos (Meksyk). Widzów 42 873.

Polska: Szczęsny – Piszczek, Bednarek, Pazdan (80, Glik) – Bereszyński (72, Teodorczyk), Krychowiak, Góralski, Rybus – Zieliński, Lewandowski, Kownacki (57, Grosicki).

Kolumbia: Ospina – Arias, D. Sanchez, Y. Mina, J. Mojica – Aguilar (32, Uribe), Barrios – Cuadrado, J. Quintero (73, Lerma), James – Falcao (78, Bacca).

Tabela

1. Japonia 2 4 4:3

2. Senegal 2 4 4:3

3. Kolumbia 2 3 4:2

4. Polska 2 0 1:5

W czwartek mecze Polska – Japonia i Kolumbia – Senegal (oba o 16.00)

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL