fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MP Firma

Co się dzieje z dopłatami do aut elektrycznych dla firm

Auta elektryczne są tańsze w eksploatacji, zeroemisyjne w miejscu użytkowania, ciche, mniej skomplikowane w serwisowaniu i obsłudze niż modele konwencjonalne, a przy tym zapewniają bardzo dobre osiągi
renault.pl
Wciąż nie ruszył nabór na dopłaty do samochodów elektrycznych dla osób fizycznych. Firmy poczekają jeszcze dłużej.

Dofinansowanie samochodów osobowych z napędem elektrycznym dla osób indywidualnych wydawało się być w zasięgu ręki. Tak pięknie jednak nie jest. Rozporządzenie weszło w życie pod koniec listopada, a naboru wciąż nie ma. Firmy na elektryki poczekają jeszcze dłużej, mimo że odpowiednie rozporządzenie także już obowiązuje.

Czekamy na zgodę Brukseli

Wraz z początkiem 2020 r. zaczęło obowiązywać rozporządzenie Komisji Europejskiej w sprawie zaostrzenia norm emisji CO2 dla ciężkiego transportu drogowego na terenie krajów unijnych. Od 2025 roku średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych i samochodów dostawczych zarejestrowanych w całej flocie w danym roku kalendarzowym będzie musiała zostać obniżona o 15 proc. w stosunku do 1 lipca 2019 r., a od roku 2030 dla samochodów dostawczych o 30 proc.

Budowanie floty składającej się z aut niskoemisyjnych stało się koniecznością, ale żeby się to udało, niezbędne jest wprowadzenie odpowiednich regulacji przyznawania dopłat oraz zmian podatkowych. Wyzwaniem jest też budowa odpowiedniej infrastruktury.

Zgodnie z ustawą o elektromobilności i paliwach alternatywnych operatorzy ogólnodostępnej stacji ładowania mają obowiązek zgłoszenia jej do Ewidencji Infrastruktury Paliw Alternatywnych. Z ostatnich danych wynika, że takich zarejestrowanych punktów jest 637. Według Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych są natomiast 972 stacje ładowania (164 punkty) – 684 ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW i 288 szybkich stacji ładowania prądem stałym (DC). W połowie listopada było ich 888. W ciągu dwóch miesięcy przybyło więc 60 ładowarek o małej mocy i 24 o dużej mocy. Nie obyło się jednak bez niedomówień podatkowych.

– Największym niepokojem napawały doniesienia o możliwości opodatkowania dopłat. Na szczęście do Sejmu wpłynął projekt zmiany ustaw o podatku PIT i CIT mający na celu zwolnienie dopłat na zakup pojazdów nisko- i zeroemisyjnych od podatku dochodowego od osób fizycznych i od firm, udzielanego z FNT – mówi Jakub Faryś, prezes PZPM.

Sprawy podatkowe zostaną zatwierdzone lada moment, a rozporządzenie w sprawie warunków udzielania wsparcia udzielonego ze środków Funduszu Niskoemisyjnego Transportu firmom ukazało się 30 grudnia ubiegłego roku i już weszło w życie. Teraz na dopłaty musi tylko wydać zgodę Komisja Europejska.

Zróżnicowanie dopłat

Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie szczegółowych warunków udzielania oraz sposobu rozliczania wsparcia udzielonego ze środków Funduszu Niskoemisyjnego Transportu, maksymalna wysokość dopłaty w przypadku pojazdu elektrycznego kategorii M1, która obejmuje samochody osobowe, posiadające nie więcej niż osiem miejsc oprócz siedzenia kierowcy, wynosi 30 proc., ale nie więcej niż 36 tys. zł wartości katalogowej auta, którego cena nie przekracza 125 tys. zł netto. To oznacza, że firmy będą mogły kupować e-auta droższe niż osoby prywatne o wysokość całego podatku VAT, jeżeli będą one używane tylko do celów służbowych, lub jego połowy, jeżeli będą wykorzystywane również prywatnie, co dotyczy np. przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą.

W pierwszym przypadku można więc rozważać kupno auta, którego cena brutto wynosi do 153 750 zł, a w drugim do 139 375 zł.

Maksymalna wartość wsparcia dla samochodów elektrycznych z kategorii N1 oraz M2, czyli dostawczych o masie całkowitej do 3,5 t oraz pojazdów do przewozu osób, które mają więcej niż osiem miejsc oprócz siedzenia kierowcy i masę całkowitą nieprzekraczającą 5 ton – wynosi również 30 proc. kosztów kwalifikujących się do objęcia wsparciem, ale nie więcej niż 70 tys. zł. Dotacjami do 5 tys. zł będą objęte także motorowery, motocykle i czterokołowce.

Wsparcie nie tylko dla firm

Im większe samochody, tym droższe – wsparcie również będzie wyższe. Maksymalna wartość wsparcia dla pojazdów z kategorii N2, która obejmuje pojazdy dostawcze lub ciężarowe o dopuszczalnej masie całkowitej między 3,5 tony a 12 ton, wynosi także 30 proc., ale do 150 tys. zł, a cięższych – do 200 tys. zł.

– Rozporządzenie otwiera drogę do znacznego wzrostu zainteresowania elektromobilnością wśród polskich przedsiębiorców, którzy mają największy wpływ na krajowy rynek nowych samochodów. Pozytywnie należy ocenić także zróżnicowanie wysokości wsparcia w zależności od kategorii pojazdu – mówi Maciej Mazur, dyrektor PSPA, ale jednocześnie podkreśla, że minusem jest nieobjęcie dopłatami samochodów leasingowanych, których w Polsce jest we flotach najwięcej.

Na wsparcie mogą liczyć również firmy transportu zbiorowego. Dopłata do autobusu elektrycznego wynosić będzie 55 proc. ceny katalogowej, maksymalnie 1,045 mln zł.

Zgodnie z rozporządzeniem na wsparcie do 50 proc. kosztów kwalifikowanych mogą liczyć również firmy, które będą rozbudowywały infrastrukturę. Dopłata do stacji ładowania normalnej mocy wynosi do 25,5 tys. zł, a dużej mocy do 150 tys. zł. W przypadku infrastruktury do ładowania samochodów publicznego transportu zbiorowego, który zgodnie z ustawą o elektromobilności od tego roku musi mieć co najmniej 10 proc. samochodów z napędem elektrycznym, wartość dopłaty wzrasta do 240 tys. zł.

Elektryczne pojazdy dostawcze posiadają wiele zalet.

– Są tańsze w eksploatacji, zeroemisyjne w miejscu użytkowania, ciche, mniej skomplikowane w serwisowaniu i obsłudze niż modele konwencjonalne, a przy tym zapewniają bardzo dobre osiągi i parametry pracy. Dodatkowo, ich kierowcy mają prawo do poruszania się po buspasach, parkowania za darmo w centrach miast oraz wjazdu do stref czystego transportu – to czynniki, które mają potencjał, by w znacznym stopniu usprawnić prace wielu firm – podkreśla Maciej Mazur, dyrektor PSPA.

Udowodniona opłacalność

Opłacalność kupna firmowego elektryka potwierdzają wyniki badań prowadzonych w ramach projektu „Flota z energią”, który powstał z inicjatywy Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych, ale zaangażowało się w niego wiele instytucji i firm, m.in KPMG i Mercedes-Benz Polska. Celem badania było porównanie elektrycznych i spalinowych aut dostawczych pod kątem TCO, czyli całkowitego kosztu, które obejmuje wszelkie wydatki związane z eksploatacją auta. Jest to więc nie tylko cena kupna i koszt tankowania lub ładowania, ale także ubezpieczenia, serwisu i pieniędzy, które można odzyskać po jego odprzedaży.

Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce, zapewnia, że w świetle wyników badania użytkowanie samochodu elektrycznego będzie tańsze już od drugiego roku eksploatacji, jeżeli uwzględni się dopłatę.

Przedsiębiorcy mogą ubiegać się o dopłaty nie tylko do elektrycznych samochodów osobowych i dostawczych, ale również zasilanych wodorem lub gazem ziemnym. Zawsze jest to 30 proc. ceny, ale w przypadku aut kategorii M1 napędzanych wodorem jest to maksymalnie 100 tys. zł, a gazem ziemnym 20 tys. zł. W przypadku samochodów kategorii N1 oraz M2 na gaz – do 30 tys. zł, kategorii N2 – 35 tys. zł, a N3 – 100 tys. zł.

Źródło: pieniadze.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA