fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MP Finanse domowe

Długi same nie znikną. Trzeba działać

iStock
Pandemia spotęgowała problem rosnącego zadłużenia Polaków. Wspólnie z ekspertem prawa gospodarczego sprawdzamy jak wyjść z problemów finansowych.

Z każdym rokiem w Polsce wzrasta nie tylko liczba osób zadłużonych, ale także tych, którzy mają problemy ze spłatą swoich długów. Taki trend utrzymywał się od dłuższego czasu w sytuacji stabilizacji ekonomicznej, przed erą COVID-19. Niestety kryzys gospodarczy wywołany pandemią jeszcze pogłębił kłopoty Polaków związane z terminowym regulowaniem zobowiązań. Co zatem robić w obliczu narastających problemów finansowych? Przede wszystkim nie tkwić bezczynnie, tylko działać i wdrożyć skuteczne sposoby na wyjście z trudnego położenia. Dlatego wspólnie z  Filipem Powroźnikiem, partnerem zarządzającym, prawnikiem, ekspertem prawa gospodarczego i restrukturyzacji w Kancelarii  LEXADVISOR pokarzemy jak poradzić sobie z kłopotami finansowymi.

Rosnące długi

Według danych Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor, na koniec marca łączne zadłużenie Polaków z tytułu niezapłaconych na czas rat kredytów, rachunków, czynszów czy alimentów wynosiło blisko 80 mld złotych. Od stycznia kwota ta urosła o ponad 2 mld zł, a liczba dłużników powiększyła się o 37 tysięcy osób. Już ponad 2,83 mln osób nie spłaca swoich zobowiązań na czas. Tymczasem w wyniku kryzysu spowodowanego pandemią, wiele osób już straciło pracę, a w obliczu zapowiadanej drugiej fali epidemii i większej recesji, sytuacja może się jeszcze pogorszyć. W kolejnych miesiącach przyrost liczby dłużników będzie zapewne coraz szybszy.

Zobowiązania zaciągnięte w tzw. lepszych czasach, dziś stają się kulą u nogi i powodem nieprzespanych nocy. Zamknięte zakłady pracy, przestoje, zwolnienia, obniżka pensji – wszystko to sprawiło, że spłacanie zadłużenia w terminie stało się dla wielu z nas trudne, a nawet niemożliwe do wykonania. Jak zatem wybrnąć z tej, wydawałoby się, patowej sytuacji i nie popadać w coraz większą spiralę długów? Na konkretnych przykładach pokażemy co robić, gdy przez skutki pandemii popadniemy w problemy finansowe i nie jesteśmy w stanie regulować swoich długów.

Obniżenie wynagrodzenia

Pan Krzysztof, manager średniego szczebla, przed pandemią radził sobie naprawdę dobrze, w pełni kontrolował swoje finanse i nigdy wcześniej nie spóźniał się ze spłatą zobowiązań, w tym kredytów. Miał pensję na poziomie 10-12 tys. zł za miesiąc, a jego żona, jako pracownik administracji samorządowej, zarabiała 4 tys. zł. Łączne zobowiązania obojga z tytułu kredytów i leasingu to około 8 tys. zł. Trzeba dodać, że mają dwoje dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym, a ich koszty utrzymania gospodarstwa domowego wynoszą miesięcznie około 5 tys. zł.

W wyniku kryzysu firma pana Krzysztofa musiała zacisnąć pasa i zredukowała pensje wszystkich pracowników o 20 procent. Tym samym w budżecie rodzinnym pana Krzysztofa i jego żony powstała spora wyrwa i zaczęło brakować pieniędzy na stałe wydatki, w tym czynsz za mieszkanie i raty kredytów.

Niestety nic nie wskazuje na to, by sytuacja finansowa tej rodziny szybko się poprawiła, bo pracodawca naszego bohatera przyznał, że jeszcze długo nie będzie w stanie przywrócić pełnych wynagrodzeń.

Co w takim razie ma zrobić pan Krzysztof, by nie popaść w większe długi?

– Przede wszystkim musi dokonać audytu swojej sytuacji finansowej, czyli mówiąc prościej – ustalić na co go stać – radzi mecenas Filip Powroźnik, ekspert prawa gospodarczego i restrukturyzacji. – Konieczna jest analiza umów kredytowych i leasingowych, aby zorientować się, jakie ma prawa jako strona umowy. Powinien też niezwłoczne wystąpić do banków o zawieszenie rat kredytów, bu uzyskać tzw. wakacje kredytowe na okres 3 miesięcy. Niezwykle ważne, by zrewidował swoje dotychczasowe wydatki. Wiąże się to niestety ze zmianą pewnych przyzwyczajeń, np. ograniczeniem wyjść do restauracji, czy wyjazdów weekendowych. W tej sytuacji rezygnacja z wydatków, które obciążają domowy budżet, a nie są kosztami stałymi, jest po prostu niezbędna. Warto także, by stworzył fundusz oszczędnościowy, tj. oddzielne konto bankowe, na które będzie systematycznie przelewał pieniądze. Oszczędzoną kwotę będzie można przeznaczyć na pokrycie rat kredytów, które po 3 miesiącach wrócą do normalnej wysokości.

Kryzys w firmie

Przedsiębiorca z branży budowlanej, pan Piotr, jeszcze kilka miesięcy temu miał regularne zamówienia, wysokie obroty powyżej 3 mln zł rocznie i zyski około 200 tys. zł rocznie. Choć zaciągnięte przez niego kredyty i leasingi oscylowały na dość wysokim poziomie 12 tys. zł miesięcznie, a koszty utrzymania gospodarstwa domowego wynosiły około 10 tys. zł, nie miał żadnych problemów z płynnością finansową. Tymczasem już pod koniec marca zaczął się mierzyć ze sporymi kłopotami. Niemal z tygodnia na tydzień drastycznie spadły mu zlecenia budowlane, kontrahenci zaczęli domagać się zapłaty za dostarczony towar, a podwykonawcy za wykonane usługi. Na domiar złego banki nie udzieliły kredytów na dalsze funkcjonowanie firmy, więc panu Piotrowi bardzo szybko zaczęło brakować środków na prowadzenie biznesu i bieżące koszty utrzymania.

Sytuacja wydaje się być patowa. Co w takim przypadku radzi ekspert?

– Zawsze zaczynamy od oceny swojej sytuacji finansowej i ustalenia na co nas stać. Pan Piotr powinien dokonać przeglądu prowadzonych prac budowlanych, aby oszacować w jakim czasie otrzyma zapłatę za wykonane usługi oraz poprosić o ich częściowe rozliczenie – wylicza ekspert Filip Powroźnik. – Następnym krokiem jest przegląd zobowiązań, aby ustalić komu, ile i kiedy należy zapłacić, a także analiza umów kredytowych i leasingowych, żeby sprawdzić, jakie prawa mu przysługują. Tu nie ma co zwlekać, tylko trzeba jak najszybciej wystąpić do banków i firm leasingowych o zawieszenie rat kredytów na 3 miesiące. Niezwykle istotne jest, by porozmawiał on otwarcie ze swoimi wierzycielami i zaproponował im plan spłaty zobowiązań w perspektywie dłuższej niż rok, które będą się opierały na jego możliwościach finansowych. Z bieżących dochodów pan Piotr powinien pokrywać stałe wydatki przy jednoczesnym znacznym ograniczeniu wydatków comiesięcznych. Warto, by tak jak w przypadku pan Krzysztofa, otworzył oddzielne konto bankowe, a z przelewanych tu pieniędzy zbierał fundusze na pokrycie rat, które wrócą po wakacjach kredytowych.

Utrata pracy

Pan Karol jest pracownikiem biurowym z pensją około 5 tys. zł miesięczne. Ma kredyt hipoteczny z ratą 2 tys. zł oraz inne kredyty w wysokości 1 tys. zł. Jego żona wychowuje dwuletnie dziecko,  a dodatkowo dorabia sprzedając ubrania na portalach ogłoszeniowych. Ich łączne koszty utrzymania wynoszą około 2,5 tys. zł miesięcznie.
W maju pan Karol został zwolniony z pracy z powodu bankructwa firmy. Oszczędności topnieją w błyskawicznym tempie i rodzinie brakuje pieniędzy, aby pokryć wydatki stałe i comiesięczne: raty kredytów, czynsz za mieszkanie, przedszkole, a nawet ubranie czy jedzenie.

Co w tej bardzo trudnej sytuacji powinien zrobić?

– Niezmiennie zaczynamy od ustalenia ile faktycznie mamy pieniędzy i jakie są nasze najpilniejsze wydatki, które musimy pokryć. W przypadku pana Karola to wydatki na jedzenie i mieszkanie – ocenia mecenas Powroźnik. – Powinien on natychmiast wystąpić do banków o zawieszenie rat kredytów na maksymalny okres, nawet 12 miesięcy. Jeśli banki nie wyrażają zgody, należy zwrócić się do Rzecznika Finansowego o pomoc w negocjacjach. Warto porozmawiać z dyrekcją przedszkola o możliwych problemach z opłatami i zadeklarować mniejsze wpłaty przez pewien okres. I przede wszystkim – nie załamywać się! Pracownik biurowy z kilkuletnim doświadczeniem znajdzie pracę. Ważne, że rodzina ma zastrzyk gotówki, dzięki sprzedaży ubrań w Internecie. Tu z kolei można pomyśleć o rozwinięciu tej działalności.

Źródło: pieniadze.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA