fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MOTO Tu i teraz

Ustawa o transporcie: taksówkarze sparaliżują stolicę?

fot. Chris Ratcliffe/Bloomberg
Rząd przyjął kontrowersyjny projekt ustawy o transporcie. Uderza on w biznes Ubera, ale to branża taxi krzyczy najgłośniej. A za rogiem czyha już na nią kolejne wyzwanie – ekspansja car-sharingu.

Po dwóch latach prac nad budzącym kontrowersje projektem ustawy o transporcie rząd przyjął ostatecznie dziesiątą wersję tych regulacji. Trudno jednak mówić o kompromisie. Uber wskazuje, że przepisy w tym kształcie ograniczą rynek przejazdów tylko do taksówek, z kolei tradycyjne korporacje taksówkowe grożą, że w najbliższy poniedziałek zablokują ulice Warszawy.

Bunt taksówek

W stolicy ma dojść do największego w historii protestu taksówkarzy. Ulice miasta zablokują nie tylko przedstawiciele stołecznych korporacji, w tym głównie Ele Taxi, które jest motorem akcji, ale też m.in. z Krakowa, Łodzi oraz Śląska i Trójmiasta. Zamierzają protestować do skutku. Nie podoba im się, że – zgodnie z przyjętym we wtorek przez rząd projektem nowelizacji ustawy o transporcie – na rynku będą legalnie działać pośrednicy w przewozach, czyli operatorzy aplikacji, tacy jak np. Uber.

Domagamy się, by państwo chroniło polskich przedsiębiorców i obywateli, a nie dostosowywało prawo do nielegalnych przewoźników z zagranicy – oburzają się przedstawiciele taksówkarskiej Solidarności i Związku Zawodowego Warszawski Taksówkarz, którzy we wtorek złożyli w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów petycję. Zdaniem Jarosława Iglikowskiego, szefa Związku Zawodowego Taksówkarzy Warszawski Taksówkarz, do uporządkowania rynku nie potrzeba wcale nowych regulacji, wystarczy dać narzędzia do egzekwowania tych istniejących.

Ale Uber to niejedyny kłopot taksówkarzy. Pod nosem rośnie im potężna konkurencja w postaci carsharingu. Z autami wynajmowanymi na minuty do Warszawy wjeżdża właśnie dostawca energii innogy. Ulice zaleje 500 elektrycznych BMW i3.

Niezbędna licencja

Nowela ustawy autorstwa Ministerstwa Infrastruktury rozbiła i tak mocno skonfliktowane środowisko taxi. Operatorzy aplikacji łączących pasażerów z taksówkarzami, jak mytaxi czy iTaxi, nie zamierzają włączyć się do planowanego protestu. To właściwie jedyna grupa zadowolona z projektu nowelizacji. – Cieszymy się, że projekt został wreszcie przyjęty przez Radę Ministrów i skierowany do Sejmu. Liczymy, że przepisy zapewniające równość na rynku i unowocześnienie branży taxi staną się obowiązujące – podkreśla Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający mytaxi w Polsce.

myTaxi uważa, że rozwiązania z projektu ustawy uporządkują rynek / fot. mytaxi

Jego zdaniem aktualny projekt ustawy uszczelnia przepisy dotyczące tego rynku. – Nieuczciwi przewoźnicy i platformy, które zlecają im kursy, będą musieli zastosować się do tych samych przepisów, co licencjonowana branża taxi. Jednocześnie projekt odpowiada na potrzeby pasażerów, co pozytywnie wpłynie na dalszy rozwój rynku i sprawi, że będzie bardziej konkurencyjny – tłumaczy nasz rozmówca.

Taksówkarze nie wykorzystujący aplikacji są oburzeni proponowanymi rozwiązaniami / fot. AdobeStock

Tego entuzjazmu nie podzielają Uber i Taxify. Firmy te obecnie mają swoje centra billingowe odpowiednio w Holandii i Estonii. Jednak chcąc być w zgodzie z przyszłymi przepisami i dostać licencję pośrednika w przewozach, będą zobligowane do wpisu do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej lub posiadania numeru w Krajowym Rejestrze Sądowym. W ten sposób polski rząd zamierza zmusić amerykańską firmę oraz estońsko-chińskiego operatora do płacenia podatków od prowizji w Polsce.

Uber będzie się musiał dostosować do nowych rozwiązań, m.in. kierowcy pracujący dla aplikacji – gdy przepisy wejdą w życie – będą musieli uzyskać licencję / fot, mat. pras.

A to niejedyny ich problem. Nowe regulacje uderzą w modele biznesowe tych aplikacji, która zakładają łączenie pasażerów z kierowcami. Ci będą musieli bowiem posiadać licencje. – Projekt ustawy ogranicza rynek przejazdów do taksówek, eliminując przewóz osób – podkreśla Ilona Lartigue, dyrektor komunikacji w Uberze. Projekt zmniejsza za to opłaty za licencję oraz znosi obowiązkowe szkolenia i egzaminy z topografii. Ilona Lartigue zauważa jednak również plusy projektu. – Wprowadza kilka proinnowacyjnych zapisów uwzględniających obecność aplikacji. Zmiany proponowane na tym etapie wymagają dalszej analizy i za wcześnie jest, aby móc jednoznacznie komentować ich konsekwencje dla rynku – zaznacza Ilona Lartigue.

Planowane zmiany w ustawie o transporcie chwali z kolei Konfederacja Lewiatan. Eksperci wskazują np. na zapis, który umożliwi wykorzystanie aplikacji do wyliczania opłaty za przejazd, w połączeniu z kasą fiskalną. – To zmniejsza koszty operacyjne ponoszone przez kierowców taksówek, jest mniej podatne na nieuczciwe naliczanie opłat i zwiększa komfort pasażerów – przekonuje Dominik Gajewski, radca prawny z Lewiatana. Wśród plusów wymienia rezygnację z egzaminów taxi. Postuluje uchylenie przepisów ograniczających terytorialnie zakres działania licencji.

Taksówkarzom zagraża także coraz popularniejszy w Polsce carsharing / fot. Wojciech Romański

–  Ministerstwu Infrastruktury udało się wypracować chyba jedyny możliwy kompromis, który nie ogranicza działalności żadnej z grup. Taka wersja nie zamyka drogi do rozwoju usług cyfrowych. To był trudny projekt, który rodził się w bólach, ale efekt jest taki, że planowana nowela godzi trzy światy – korporacje, taksówkarzy jeżdżących z aplikacjami i operatorów jak Uber i Taxify – przekonuje Arkadiusz Pączka, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji z  Pracodawców RP. – Po długotrwałym procesie przygotowywania tego projektu widzimy, jak bardzo prawo nie nadąża za innowacjami.

Nowa ustawa ma wejść w życie od stycznia 2020 r. Teraz projekt trafi do parlamentu. Przedstawiciele branży taxi i przewozu osób już szykują się na ostre dyskusje w sejmowych komisjach.

Moda na auta na minuty

Tymczasem taksówkarzom rośnie kolejna konkurencja na rynku. Chodzi o usługi carsharingu, które przebojem zdobywają polskie miasta i mogą odebrać im część klienteli. Panek, Traficar, 4mobility czy Vozilla, która właśnie poszerzyła swój park 190 aut o 40 elektrycznych Renault Zoe, to tylko część firm specjalizujących się w wynajmie samochodów na minuty. W środę, 3 kwietnia do tego grona dołącza innogy. Energetyczna firma z niemieckimi korzeniami rusza w stolicy z największą w naszym kraju siecią elektrycznego carsharingu. Na ulice wyjedzie 500 aut BMW i3. To jedna z najliczniejszych flot tego typu w Europie. – Większe funkcjonują tylko w Stuttgarcie i Madrycie – mówi Filip Thon, prezes innogy Polska.

Carsharing działa w 17 polskich miastach. W różnych systemach jeździ ponad 4 tys. aut, a korzysta z nich ok. 250 tys. osób. Lider to Traficar, który ma 43 proc. rynku. [G]

Źródło: moto.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA