fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MOTO Tu i teraz

Włoski kryzys na polskich drogach

fot. GDDKiA
Budowa autostrady A1 pod Częstochową, odcinek budowany przez firmę Salini, który powinien być już praktycznie gotowy...
Rośnie prawdopodobieństwo wypowiedzenia umów włoskim firmom budującym kilka odcinków dróg w Polsce. GDDKiA już szykuje alternatywne scenariusze, by uniknąć inwestycyjnego paraliżu.

Czarny scenariusz staje się coraz bardziej realny. Mimo zakończenia trwającej do 15 marca zimowej przerwy, włoskie firmy Salini oraz Impresa Pizzarotti nie wznowiły prac.Wykazała to kontrola Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), której przedstawiciele pojawili się w sobotę na budowie autostrady A1 pod Częstochową (kontrakt Salini) oraz na trzech odcinkach budowanej drogi ekspresowej S5 w województwie kujawsko-pomorskim (kontrakt Impresa Pizzarotti).

Jeszcze w tym samym dniu obie włoskie firmy otrzymały wezwanie do realizacji kontraktów pod groźbą ich wypowiedzenia. Dostały na to od 14 do 30 dni.W tym czasie muszą nie tylko wznowić budowy, ale prowadzić je przez sześć dni w tygodniu po 16 godzin dziennie określoną liczbą pracowników. Jednak w poniedziałek w obu miejscach dalej nic się nie działo.

Groźny scenariusz

GDDKiA nieoficjalnie można usłyszeć, że sytuacja, w której obie firmy schodzą z budów, jest coraz bardziej realna. Tym bardziej, że Salini Impregilo domaga się dodatkowych 449 mln zł z tytułu wzrostu kosztów inwestycji. – Nikt nie mógł przewidzieć w umowie podpisanej w 2014 r. że koszt robocizny wzrośnie o 50 proc., a asfaltu o 70 proc. Dlatego jedynym uczciwym sposobem rozwiązania jest renegocjacja kontraktu – uzasadnia Pablo Sonnendrucker, dyrektor wykonawczy Salini Impregilo na Europę i Afrykę Północną, w rozmowie z portalem WNP.pl.

Jeszcze większe roszczenia ma Impresa Pizzarotti, która domaga się 766 mln zł.– Ogólna sytuacja na rynku budowlanym w Polsce, np. ogromny i nieprzewidywalny wzrost cen w ostatnich miesiącach, jest dobrze znana. Sytuacja ta, zgodnie z przepisami polskiego kodeksu cywilnego, uprawnia Pizzarotti do roszczenia o finansowe zrównoważenie kontraktów – informowała spółka w mailu nadesłanym w końcu lutego do „Rzeczpospolitej”.

Opóźniona budowa trasy S5, realizowana przez firmę Impresa Pizzarotti  / fot. GDDKiA

Inwestor jednak nie zamierza płacić: – Nie godzimy się na realizację bezpodstawnych żądań. Strona publiczna nie będzie ponosić kosztów np. za źle oszacowane ryzyko, błędnie skalkulowane ceny materiałów czy potrzeby sprzętowo- kadrowe – zapowiedziała GDDKiA w komunikacie. Łączna wartość kontraktów realizowanych przez obie firmy sięga 5,2 mld zł.

Zrezygnują z przetargu

GDDKiA już analizuje możliwe warianty rozwoju sytuacji przy zerwaniu kontraktów.Pierwszy to ponowienie przetargów. Taki wariant miałby jednak opłakane skutki w postaci dramatycznego wydłużenia realizacji inwestycji – o co najmniej rok, a prawdopodobnie znacznie dłużej. – Inna możliwość to negocjacje bez ogłoszenia prowadzone z ograniczoną liczbą firm lub wręcz zamówienie z wolnej ręki,choć w tym ostatnim przypadku jest najwięcej obostrzeń. Ale ja bym się pokusił o któreś z tych dwóch rozwiązań – mówi Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Tymczasem terminy we włoskich umowach są wyjątkowo napięte. Salini na budowie A1 miało mieć czas do 10 kwietnia 2019 r., ale kontrakt będzie przedłużony o trzy miesiące.Tymczasem zaawansowanie prac wynosi zaledwie 49 proc. Na budowie S3 Kaźmierzów–Lubin Północ, gdzie zrealizowane są prace na poziomie 74 proc., termin już został przekroczony (połowa czerwca 2018 r.) i nie ma podstaw do jego przedłużenia. Już po terminie jest także budowa odcinka S7 Chęciny–Jędrzejów, który miał być gotowy w listopadzie ub.r. W sumie GDDKiA naliczyła spółce już 67 mln zł kar umownych, kolejne 163 mln kar są rekomendowane przez inżyniera kontraktu. W przypadku Impresy Pizzarotti już wiadomo, że kontrakty na budowanych odcinkach ekspresówki S5 Nowe Marzy–Dworzysko, Dworzysko–Aleksandrowo i Białe Błota–Szubin nie zostaną ukończone w terminie. Jednak w przypadku dwóch pierwszych możliwe jest przedłużenie. W trzecim nie ma do tego podstaw.

Podwykonawcy bez pieniędzy

Coraz bardziej gorącym problemem staje się brak wypłat dla podwykonawców. – Uregulowanie zaległych płatności dla pracujących na budowach przedsiębiorców jest dla nas priorytetem – twierdzi Jan Krynicki, rzecznik GDDKiA, do której w poniedziałek zaczęły zgłaszać się firmy, które nie otrzymały pieniędzy od Salini.

Realizowany przez firmę Salini odcinek autostrady A1 pod Częstochową / fot. GDDKiA

O dalszym rozwoju wydarzeń mogą zadecydować najbliższe dni. Najbardziej napięta wydaje się sytuacja na A1, gdzie Salini nie pozwala podwykonawcom wejść na plac budowy. Z kolei Impresa Pizzarotti deklaruje chęć realizacji kontraktu, ale stawia warunki. – Wykonawca będzie nadal realizować umowę zgodnie z jej postanowieniami, chyba że napotka przeszkody wynikające z braku współdziałania ze strony zamawiającego oraz z nadzwyczajnego wzrostu cen na rynku infrastrukturalnym – poinformował „Rzeczpospolitą” Daniel Zieliński z działu prawnego spółki.

Węzeł Świecie Zachód na budowie trasy S5. Kontrakt realizuje Impresa Pizzarotti / fot.GDDKiA

GDDKiA twierdzi, że przygotowała się do wszystkich scenariuszy: – Zarówno do wypowiedzenia umowy z winy wykonawcy, jak i dokończenia inwestycji, realizując płatności bezpośrednio dla podwykonawców – informuje Krynicki.

Dalsze opóźnianie zakończenia prac będzie miało apokaliptyczne skutki dla kierowców, przede wszystkim w przypadku budowanej autostradowej obwodnicy Częstochowy. W ub.r. rozstrzygnięto przetarg na przebudowę 5,5-km fragmentu trasy DK1 przebiegającej przez miasto. Do czasu rozpoczęcia tej inwestycji ruch miał być już wyprowadzony na autostradę. Duży zakres planowanych robót oznacza, że na przecinającej Częstochowę gierkówce pojawią się potężne utrudnienia. Bez gotowej obwodnicy, na co na razie się nie zanosi, miasto zostanie sparaliżowane.

Problemów jest więcej

GDDKiA przeprowadza obecnie inwentaryzację budów, na których niewiele się do tej pory działo, by w razie rezygnacji wykonawcy jak najszybciej wprowadzić tam nowego.– Wykonawca odstępujący ze swojej winy w trakcie prac od realizacji zadania zobowiązuje się do pokrycia kosztów 10 proc. wartości kontraktu w ramach kar umownych oraz innych wydatków, np. związanych z brakiem należnych płatności dla podwykonawców, usługodawców i dostawców materiałów – ostrzega dyrekcja. Tymczasem kary za złe prowadzenie robót nakładane są na kolejnych włoskich wykonawców. W przypadku Astaldi, która pracuje na czterech kontraktach, sięgają na razie 5 mln zł. Ale są już wnioski o nałożenie kolejnych kar na ok. 37 mln zł. Z kolei na Toto Costruzioni Generali realizujące dwa kontrakty o wartości 1,1 mld zł nałożono 22 mln zł kar, w tym 0,4 mln zł z tytułu niezgłoszenia podwykonawców. [G]

Źródło: moto.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA