fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Wojna handlowa z Chinami: Produkcja Dreamlinerów zagrożona

Bloomberg
Wojna handlowa między Stanami Zjednoczonymi powstrzymuje chińskie linie lotnicze przed zamawianiem amerykańskich samolotów. Chińczycy są dzisiaj odbiorcami 17 proc. maszyn Boeinga.

Prezes Boeinga, Dennis Muilenburg potwierdza: tak pojawiły się problemy.

Zagrożone są zamówienia nie tylko na B787, ale i na B777x, który już wkrótce powinien zacząć być dostarczany klientom, a pierwsze egzemplarze jeszcze nie wyjechały z fabryki. W przypadku tej drugiej maszyny dodatkowo pojawiły się problemy, kiedy przy naziemnych testach ciśnieniowych wyleciały powietrze drzwi do przestrzeni cargo. W efekcie przesunięto termin debiutu tej maszyny z jesieni 2019 na wiosnę 2020.

Natomiast Dennis Muilenburg już otwarcie przyznaje, że amerykańsko-chińskie napięcia najprawdopodobniej zmuszą Boeinga do zmniejszenia tempa produkcji tych maszyn. To dotkliwy cios w sytuacji, kiedy spowolniona jest również produkcja MAXów, która powinna w tej chwili wynosić ok 55 maszyn miesięcznie, tymczasem z powodu niemożności dostarczania ich klientom wynosi teraz 42. I Dreamlinery i MAXy stanowiły wcześniej główne źródła dochodów Boeinga. — Cały czas mamy nadzieję, że spór mimo wszystko zakończy się umową korzystną dla obu stron. Ale brak takiego porozumienia jest poważnym zagrożeniem dla produkcji samolotów szerokokadłubowych. Bardzo się przyglądamy całej sytuacji – przyznał prezes Boeinga w rozmowie z „Seattle Times".

Boeing w tej chwili produkuje 14 Dreamlinerów miesięcznie, co jest tempem rekordowym, ale już zaczynają się pojawiać braki chętnych z Chin do odbioru w wyznaczonych terminach. Nowych zamówień także brak. — Jeśli nie dojdzie do przyspieszenia w zamówieniach nieuniknione jest spowolnienie tempa produkcji maszyn, które powinny zostać odebrane do roku 2022 — uważa analityczka rynku lotniczego Sheila Kahyaoglu. Jej zdaniem Boeing poinformuje o spowolnieniu produkcji w 2020. I z pewnością tak będzie, jeśli nie pojawią się nowe zamówienia z Chin, które zajmują silną pozycję w prognozach Boeinga. W tej chwili zagrożona jest dostawa 100 B787 i 777X.

Wzrostowe prognozy ogłaszały i Boeing i Airbus. Podstawą do optymizmu była tendencja do wycofywania przez przewoźników starszych modeli maszyn: A330, A340 oraz bardziej leciwych B777 i zastępowania ich przyjaźniejszymi dla środowiska B787 i A350.

.Boeing nie ma problemów z gotówką, jest to jedna z najbogatszych firm na świecie, ale mogą się one pojawić w sytuacji, kiedy powrót MAXów będzie się przedłużał. Dennis Muilenburg nadal mówi o początku listopada 2019, chociaż przyznaje, że ten powrót nie odbędzie się jednocześnie we wszystkich krajach.

— Stopniowe uwolnienie MAXów z uziemienia na świecie jest bardzo prawdopodobne — mówił prezes Boeinga na zeszłotygodniowej konferencji w Laguna Beach w Kalifornii. Jednocześnie wyraził nadzieję, że regulatorzy rynku lotniczego będą usatysfakcjonowani samymi zmianami w oprogramowaniu, a zmiany w konstrukcji maszyny nie będą niezbędne. Na pytanie jak to jest, że w Airbusach 320 są trzy czujniki prędkości, a w B737 MAX tylko jeden, Muilenburg tłumaczył, że Boeingi i Airbusy mają zupełnie odmienną konstrukcję. Nie ukrywał jednocześnie, że z niepokojem obserwuje różnice zdań między regulatorami z poszczególnych krajów i amerykańską FAA.

— Teraz jednak jest tak, że zagraniczni regulatorzy zaczną swoją pracę dopiero wówczas, gdy FAA zakończy certyfikację — mówił Dennis Muilenburg i dodał, że ma nadzieję na brak wpływów politycznych w podejmowaniu decyzji kluczowych dla Boeinga.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA