Literatura

"Harib" - polski polityczny thiller jakiego nie było

materiały prasowe
Informacje z Bliskiego Wschody docierają do nas w postaci relacji z krwawych konfliktów, pozbawionych najczęściej głębi i społecznego tła. Opowieść o dramatycznych wydarzeniach Arabskiej Wiosny w Libii rekompensuje te braki.

Francuska prokuratura wydaje się nie mieć wątpliwości, że prezydent Nicolas Sarkozy utrzymywał podejrzane kontakty z dyktatorem Kaddafim. Jak mogły wyglądać w szczegółach wie dokładnie Ron Harib bohater książki Zdzisława Raczyńskiego ”Harib”. Od kilku dni znajduje się na półkach księgarskich i jest precyzyjnie obmyśloną historią z gatunku political fiction, która może być prawdziwa w każdym detalu. Można ją czytać konfrontując każde zdanie z google by się upewnić, że wszystko się zgadza. Miejsca, nazwiska, wydarzenia, a nade wszystko wiadomości dotyczące realiów politycznych, społecznych i wyznaniowych świata arabskiego. Konkretnie Maghrebu, a zwłaszcza Libii, gdzie w czasie rewolucji przeciwko Kaddafiemu toczy się znaczna część akcji powieści kryminalno-szpiegowskiej, jaką jest ”Harib”.

Tytułowy Ron Harib, to Polak, mimo obco brzmiącego nazwiska. Dziennikarz, a właściwie korespondent wojenny, który w 2011 roku jako członek ekipy norweskiej telewizji znalazł się  w krajach Afryki Północnej gdzie wybuchają rewolucje. To teren nie tylko walk z krwawymi reżimami ale i obszar zaciętej rywalizacji najpotężniejszych wywiadów świata. Chodzi nie tylko o miliardy Kaddafiego, ale o dokumenty kompromitujące wielu europejskich polityków utrzymujących bliskie kontakty z dyktatorem odpowiedzialnym za słynny zamach nad  Lockerbie. Nie tylko.

Harib trafia na ślad pieniędzy i cenniejszych dokumentów przypadkowo. Jest to śmiertelnie niebezpieczne. Wychodzi cało z opresji wraz z poślubioną na pustyni żoną z narodu Tuaregów, zamieszkującego południe Libii. Umiejscowienie akcji w takiej scenerii tłumaczy brak wątków erotycznych, nieodłącznych elementów powieści szpiegowskich.Jest za to piękna historia miłosna.

Ale ”Harib” to nie klasyka gatunku. To swoisty melanż wielu stylów co dodaje tej sensacyjnej powieście uroku. Zasadniczo to jednak świetny thriller. W pewnym sensie fikcyjny reportaż. To po części  John le Carré a także Fryderyk Forsyth. Ale ma też wiele wspólnego z pisarstwem Toma Wolfe, portrecistą amerykańskiego społeczeństwa, który poświęca lata na research po czym pisze powieść opartą wyłącznie na faktach.

Tak daleko autor ”Hariba” nie idzie czerpiąc czasami ze swojej fantazji.

Powieść jest przy tym  doskonałym  studium orientu i mentalności jego mieszkańców. Napisana w dodatku przejrzystym, płynnym językiem, który obok arcyciekawej fabuły jest największym atutem powieści.

Napisał to były dziennikarz i czynny dyplomata, arabista wykształcony, jak powieściowy Harib, w jednym z najlepszych instytutów lingwistycznych świata. Nie ma tam śladu sztampowego języka dyplomatycznych depesz, których tysiące wysłał autor z dalekich miejsc gdzie kierował polskimi ambasadami. Jest za to ogrom wiadomości, które w raportach dyplomatycznych się znaleźć muszą.

"Harib". Zdzisław A. Raczyński. Wydawnictwo: Editio Black. 2018

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL